Rozdział 74

680 89 17

Do domu wróciłam kompletnie oszołomiona. Kiedy myślę o Tamarze coraz mocniej czuję coś w sobie. Skąd to nagle? Nie powinnam. Przecież... Nadal jestem z Anniką. Naprawde źle zrobiłam, że w ogóle się z nią spotkałam. Przez to teraz chyba coś poczułam... Boże, ja to się umiem wpakować w problem...
Kocham Annike, ale jednak skrzywdziła mnie. Jest urocza i dba o mnie, ale chwilami jest bardziej dziecinna niż moja córka. A Tamara? Nie znamy się prawie, ale zdaje się być równie opiekuńcza, a przy tym jeszcze dorosła. Do tego nie dzieli nas aż taka duża przepaść wiekowa jak z Anni. Logiczne, że powinnam wybrać Tamarę, albo chociaż przynajmniej z nią spróbować, jednak... Mimo wszystko nie potrafię nie myśleć o Annice. Łączy mnie z nią coś naprawdę wyjątkowego i nie wiem czy jestem w stanie to przerwać. Bardzo by mi jej brakowało...

*Annika*
Całą środę po południu siedziałam przed oknem i czekałam z nadzieją, że Lindsay przyjedzie. Niestety nie zjawiła się. A więc to ja muszę odwiedzić ją. Dłużej nie wytrzymam braku kontaktu.
Kolejnego dnia zamiast do szkoły wybrałam się do kwiaciarni.
- Dzień dobry - powiedziałam wchodząc do środka.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - odezwała się miłym głosem starsza kobieta zza lady.
- Chciałabym najładniejszy bukiet z czerwonymi różami jaki da się kupić za tyle - położyłam przed nią na ladzie sto złotych.
Uśmiechnęła się.
- Zobaczymy co da się zrobić - powiedziała. - A na jaką to okazję?
- Mój brat chce dać swojej dziewczynie na przeprosiny - skłamałam. - Chciał, żebym mu kupiła taki bukiet, żeby wybaczyła mu wszystko co zrobił, gdy go od niego dostanie.
- Dobrze. Zaczekaj.
Na ponad trzydzieści minut kobieta zniknęła w pomieszczeniu za ladą. Gdy w końcu wróciła przyniosła ze sobą wielki bukiet czerwonych róż upiętych w serce. Towarzyszyły im różnego rodzaju liście i wstążka co razem pięknie współgrało.
- Przepiękny - ucieszyłam się.
- Proszę, kochanie - podała mi kwiaty i zabrała banknot, który wcześniej położyłam.
- Dziękuję. Do widzenia.
Wyszłam z kwiaciarni i skierowałam się na najbliższy przystanek autobusowy. Po drodze wszyscy spoglądali na bukiet, który niosłam. Był ogromny i naprawdę piękny. Mam nadzieję, że Lindsay wybaczy mi mój błąd. I że doceni to, że wydałam na kwiaty ostatnie pieniądze jakie miałam.

*Lindsay*
Po nocy zdałam sobie sprawę, że w końcu powinnam odsłuchać wszystkie nagrania od Anniki. Najwyższa pora. Akurat Bradley brał poranny prysznic, więc postanowiłam, że to odpowiednia pora, by to zrobić.
- Lindsay? Dlaczego cię nie będzie? Nic nie mówiłaś, martwię się - odtworzyłam pierwsze nagranie. - Lindsay? Odbierz, proszę... Martwię się. Coś ci się stało? Zadzwoń, błagam.... - drugie. - Lindsay, kochanie... Ja już wszystko wiem... Wybacz mi, proszę. Kocham cię bardzo. Nie pamiętam nic z tamtej pechowej nocy. Nic. Tres mi dopiero dzisiaj powiedziała co się stało. Byłaś tam, prawda? Byłam tak pijana, że nic nie pamiętam, naprawdę. Już nigdy nie wezmę do ust alkoholu. Oddzwoń, proszę... - trzecie. - Kochanie. Księżniczko moja... Oddzwoń, błagam... Wybacz mi. Nie byłam świadoma... Kocham cię, musisz mi wybaczyć... - czwarte. - Cześć. Jestem ciekawa czy to w ogóle odsłuchujesz... Nie masz pojęcia jak okropnie mi z tym co zrobiłam i jak bardzo chciałabym się teraz przytulić... - piąte.
Było tego naprawdę sporo.
- Lindsay, kocham cię. Błagam, oddzwoń. - piętnaste. - Księżniczko, jesteś tam? Bardzo mi ciebie brakuje. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Przyjedziesz dziś do mnie? Będę czekała. Tęsknię... - szesnaste i ostatnie.
Jejku... Chyba naprawdę nie zrobiła mi tego celowo. Jej smutny głos brzmiał przekonująco i chwycił mnie za serce. Annisia musi czuć się podobnie do mnie. Smutna, załamana... Może i też zdaje sobie sprawę, że jej zachowanie było okropnie niedojrzałe...? Jak można się tak upić... Naprawdę ją kocham i chcę do niej wrócić, jednak zanim to się stanie Annika chyba powinna się zmienić...

*Annika*
Podjechałam autobusem w pobliże jej domu i udałam się w jego stronę. Pewnie stanęłam przed drzwiami budynku chowając kwiaty za plecami. Drzwi otworzył Bradley.
- Annika? - zdziwił się.
- Tak. Dzień dobry. Ja do pani Lindsay. Czy może tu przyjść? - spytałam.
- Zawołam... - zmierzył mnie wzrokiem i wszedł z powrotem do domu.
Po kilku chwilach drzwi znów się otworzyły. Tym razem była to Lindsay. Wyraźnie zdziwiła się na mój widok.
- Księżniczko - klęknęłam przed nią i wyjęłam bukiet zza siebie. - Wiem, że źle zrobiłam. Nie wiem czy odsłuchałaś wiadomości, czy nie. Robiąc to, co ci zrobiłam byłam nietrzeźwa i nieświadoma. Przysięgam, że nigdy już nie wypiję alkoholu. Tak samo przysięgam, że będę cię kochać do końca moich dni. Wybacz mi. 
- Mój Boże... - zakryła usta ręką. - Jaki piękny... Dziękuję. - wzięła kwiaty.
- Wybaczysz mi? Kocham tylko ciebie. Tamto z Tres nic nie znaczyło. Tak, jak mówiłam upiłam się bardzo. Przysięgam, że nigdy więcej cię nie skrzywdzę...
- Annisiu... - uśmiechnęła się lekko. - Wiesz... To nie jest takie proste... - spuściła głowę.
- Jak to...?
- Wstań.
Zrobiłam to.
- Widzisz... Nie wiem czy umiem ci to wybaczyć... Niby tak, ale... Skąd mogę mieć pewność, że za jakiś czas nie zrobisz mi podobnego numeru?
- Nie zrobię. Ja cię kocham - złapałam ją za rękę.
- Myślałam o tym już trochę i... Jest szansa, że ci wybaczę, ale musisz się zmienić, rozumiesz? Nie potrzebuję drugiej córki. Potrzebuję kobiety. Potrafisz być bardzo dojrzała, ale jednak zachowujesz się jak dziecko... Jeśli chcesz mnie odzyskać musisz dorosnąć...
- Ale...
- Przykro mi, że muszę ci postawić taki warunek. Niestety jednak to właśnie twoje dziecinne wygłupy doprowadziły do naszej obecnej sytuacji. Jak mogłaś upić się tak bardzo i do tego mnie zdradzić? Skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie. Jeśli chcesz utrzymać nasz związek, to musisz się zmienić. Wybacz... - spojrzała mi w oczy smutnym wzrokiem i weszła do domu zostawiając mnie przed drzwiami.
Co..? Słowa blondynki trochę mnie zabolały. Wiem, że jestem czasem zbyt dziecinna, ale taka właśnie czuję się sobą. A teraz ona wymaga ode mnie, żebym przestała taka być. Ale wtedy nie będę sobą, a czy nie będąc mogę być w życiu szczęśliwa?
Powoli odeszłam spod budynku myśląc o swoim zachowaniu. Nie chcę, ale chyba muszę spróbować. Kocham ją i naprawdę chcę z nią być. Jestem gotowa zaryzykować swoje szczęście, żeby zmienić się na bardziej doroślejszą. Wtedy Lindsay do mnie wróci.
Dotarłam do domu. Myślę, że swoją zmianę powinnam zacząć od wyglądu. Koniec z koszulkami w kolorowe nadrukowane wzory. Będę też ubierać częściej dżinsy niż spódniczki, oraz wymyślę sobie jakiś sposób na ładne upięcie włosów. Może warto zrezygnować też z grzywki na bok?
Wszystkie ubrania z szafy poleciały na łóżko. Usiadłam gdzieś między nimi i zaczęłam rozdzielać je na te, które przypominają mi o byciu dziecinnym, i na te, które mogłabym nosić jako odmieniona ja. Myślę, że taka zmiana wizerunku pomoże mi się teraz odnaleźć. Wyglądając inaczej będę pamiętała, że nie jestem już tamtą Anniką co kiedyś.
Zaraz po poukładaniu ubrań zajęłam się zmianą dekoracji w pokoju. Schowałam sztuczne kwiaty, które stały na komodzie, a zamiast nich ustawiłam koszyk z muszelkami. Coś innego i od razu zmienia się klimat.
Postarałam się, żeby większość dookoła mnie uległa zmianie. Tym samym zajęłam sobie czas i nie rozpaczałam z tęsknoty za Lindsay.

*Lindsay*
Po tym jak zostawiłam ją przed drzwiami udałam się szybko do pokoju gościnnego. To chyba jedyne miejsce gdzie Bradley nigdy nie zagląda, więc spokojnie mogę zostawić tu bukiet od Anniki.
Przyniosłam wazon z wodą i ustawiłam w nim kwiaty na małej szafce. Są przepiękne. Nigdy jeszcze nie dostałam aż takiego ładnego bukietu. Musiał sporo kosztować. Naprawdę jej na mnie zależy. To takie słodkie. Moja kochana Anni... Tak za nią tęskniłam. To było krótkie spotkanie, ale jej widok nawet przez chwilę poprawił mi humor.
Wyszłam z pomieszczenia, a kiedy mój mąż poszedł do pracy ponownie tam wróciłam. Usiadłam na kanapie z kubkiem herbaty i patrzyłam na bukiet. Myślałam o tym, co powiedziałam Annice... Napewno nie było to dla niej miłe. Dla mnie też, ale musiałam to zrobić z dwóch powodów. Pierwszy, nie chcę żeby była aż taka dziecinna. Drugi, sama potrzebuje czasu, by zastanowić się nad swoimi uczuciami do niej i Tamary. Jestem ciekawa jak Anni się teraz czuje. Czy bardzo ją zraniłam, czy nie. Ciekawe, czy spróbuje się zmienić, czy znów będzie mnie błagać o wybaczenie. Kocham ją, mam nadzieję, że się zmieni. Nie musi bardzo, chociaż trochę. Nie mam nic do jej ciągłej radości i żartów. Wystarczy, że ograniczy te dziecinne wygłupy. A jeśli nie, to... Nie wiem co dalej. Kocham ją, ale nie chcę być z dzieckiem.
Żeby dłużej nie zadręczać się myślami o dziewczynie wyszłam z pokoju. Dla zabicia czasu zajęłam się poprawianiem sprawdzianów, a potem lepieniem z plasteliny. Bardzo lubię to robić.
Było już popołudnie, kiedy nagle przypomniało mi się o kolejnym spotkaniu z Tamarą. Umówiłyśmy się znów pod kawiarnią, a potem mamy iść do niej do domu. Nie chcę... Może się jakoś wykręcę od tego...?
Ubrałam się w fioletową sukienkę i białe spodnie. Upięłam włosy w luźnego koka z tyłu głowy i wyszłam z domu. Tym razem to Tamara była pierwsza na miejscu.
- Miło cię widzieć - podeszła do mnie.
- Ciebie też.
- To co? Idziemy do mnie?
- Hmm... Może lepiej zostańmy tu?
- Jak uważasz. Mi bez różnicy.
Objęła mnie i poprowadziła do kawiarni.



///////////
Cześć, i jak się podoba? ^^ Ja nie jestem jakoś do końca pewna tego rozdziału, więc jak możecie, to przekonajcie mnie że jest dobrze lub źle.

Do tego zaczęłam się zajmować korektą poprzednich rozdziałów. Nie będę zbyt dużo zmieniać. Jedyne co, to na pewno muszę jakoś lepiej rozpisać proces zakochania się Lindsay na samym początku. Bo na razie brzmi to jakby stało się to nagle. Tym czasem chodziło mi o to, że najpierw jej się wydawało, że ją kocha a dopiero potem zakochała się naprawdę. Jakoś to ulepszę, żeby było bardziej zrozumiałe. ^^

Do następnego 💕

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!