Rozdział 22

1.1K 100 15

W czwartek obudziłam się w bardzo romantycznym nastroju. Chciałabym do końca świata przytulać moją małą Linz. Ona jest taka kochana...

Skoro miałam nastrój na miłość, to stwierdziłam, że ubiorę sukienkę do szkoły. I to nie byle jaką, a swoją ulubioną. Od góry do pasa była biała z delikatnego materiału, w pasie odcięta paskiem na gumie, a dalej aż przed kolana była beżowa. Dostałam ją parę lat temu na urodziny od rodziców i od tamtego czasu ją uwielbiam.

Wyszykowana udałam się do szkoły.


*Lindsay*

Ech, dziś zaczynam na ósmą. W połowie nadal śpiąc wyszłam z łóżka, ubrałam się w pierwsze lepsze ubrania wyjęte z szafy, zaliczyłam poranną toaletę, umalowałam się i poszłam do kuchni coś zjeść. Która to już godzina? Spojrzałam na zegarek. O nie! Jest siódma czterdzieści! Naprawdę tak długo ubierałam się i szykowałam? Jeśli zaraz nie wyjdę z domu to nie dotrę na czas. Na szybko przygotowałam sobie jedną kanapkę i w pośpiechu zjadłam ubierając jednocześnie kozaki i szukając w torebce kluczyków do samochodu. Kiedy je znalazłam narzuciłam na siebie swój fioletowy płaszcz zimowy i jak najszybciej skierowałam się do garażu. Wsiadłam do samochodu i już mogłam wyjeżdżać. Całą drogę denerwowałam się czy zdążę. Jechałam tak szybko jak tylko pozwalały mi na to przepisy. Dotarłam do szkoły, zaparkowałam, spojrzałam na zegarek w telefonie. Uff, siódma pięćdziesiąt siedem. Zdążyłam. Weszłam do budynku i... o mamo... Po schodach z szatni w podziemiach wychodziła właśnie ona. Patrzyła sobie pod nogi jak szła, więc nie widziała mnie. Wyglądała prześlicznie. Miała na sobie uroczą sukienkę. Mała księżniczka. Proszę, podnieś główkę, zauważ mnie, kochanie. Przestała patrzeć w dół dopiero przed ostatni stopień przed końcem. Spojrzała w stronę drugiego wejścia do szkoły, a potem zauważyła mnie. Uśmiechnęłam się do niej.

- Dzień dobry - powiedziała wesoło.

- Dzień dobry. Co to dziś za okazja?

Podeszła do mnie, więc mogłam lepiej przyjrzeć się jej sukience.

- Język angielski - odpowiedziała mrugajac do mnie.

Zaśmiałam się. Uroczo, ale wiem, że jedynie się wygłupia.


*Annika*

Nie muszę mówić jaka byłam znowu szczęśliwa, że zwróciła na mnie swoją uwagę. Lindsay, tak bardzo chcę cię przytulić. Też jak zawsze wyglądała pięknie i seksownie. Miała na sobie białą bluzkę z niebieskim kwiatem, granatową marynarkę i czarne spodnie. Jej ubiór jest zawsze taki przemyślany, ma świetny gust. Chciałabym taki mieć, bo najczęściej ubieram się beznadziejnie.

Udałyśmy się razem na pierwsze piętro, tam zostawiła mnie i skierowała się do pokoju nauczycielskiego. Ja poszłam pod klasę gdzie siedziała już Lena i Anastacia. Podeszłam do pierwszej z nich. Przywitałyśmy się.

- Jak tam, Anni? - spytała.

- Mam dziś bardzo romantyczny humor, więc ubrałam sukienkę.

Przypomniało mi się, że nadal jeszcze nie powiedziałam jej o Lindsay. Muszę to w końcu zrobić. Powinna wiedzieć. Może dziś się uda.

Rozmawiałyśmy do dzwonka, aż nie przyszła Lindsay.

- No dobrze, to może ktoś nam przypomni co było na ostatniej lekcji, tak? - powiedziała po sprawdzeniu obecności. - Może ty, Annika?

Co? Jak to ja? Lindsay, nie od rana...

- Muszę ja? - spytałam.

- Oczywiście, że tak - uśmiechnęła się.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!