Rozdział 78

790 87 11

Dotarłam do szkoły i przywitałam się z przyjaciółkami. Zaczęłyśmy rozmawiać, a po dzwonku poszłyśmy na lekcje. Najpierw chemia, niemiecki, a potem kolej na angielski.
- Annika...? Boje się trochę tej lekcji - powiedziała Tristiana.
- Dlaczego?
- To na moich urodzinach... Od tamtego czasu nie mieliśmy angielskiego. Boję się, że będzie się na mnie mściła...
- Przecież Linz jest kochana i dobra. Nie zrobi ci nic.
- Mimo wszystko denerwuję się. Nie wiem jak mam jej spojrzeć w oczy... A może powinnam ją przeprosić?
- Możesz spróbować. Jak chcesz.
Zaraz po dzwonku zjawiła się Lindsay. Uśmiechnęła się do mnie, kiedy wchodziłam do klasy.
Lekcja minęła spokojnie i bardzo miło. Brakowało mi z nią lekcji przez ostatni tydzień. Do tego blondynka była w bardzo dobrym humorze. Czułam, że to może być moja zasługa.
Kiedy zajęcia dobiegły końca i wszyscy już wyszli my trzy zostałyśmy.
- Proszę pani...? - Tristiana powoli podeszła do nauczycielki.
- Słucham? - powiedziała patrząc na biurko
- Ja... Chciałabym bardzo przeprosić... To co się stało na moich urodzinach, to ja nie chciałam.
Lindsay zamknęła na chwilę oczy i wzięła głęboki oddech.
- Dobrze, ale teraz zejdź mi z oczu - powiedziała.
- Jest pani zła...? - wycofała się o krok.
- Cóż, a jak myślisz? To też twoja wina, że pokłóciłam się z dziewczyną i o mało się nie rozstałyśmy. Jestem zła, ale nie będę na ciebie krzyczeć ani cię wyzywać. Po prostu cię proszę, żebyś nie pokazywała mi się na oczy, jeśli nie musisz.
- To do widzenia... - odwróciła się i wyszła z klasy.
Anastacia popatrzyła na mnie i poszła za brunetką.
- Lindsay... - podeszłam do dziewczyny i usiadłam przed nią na jej biurku.
- Co?
- H2O! - zaśmiałam się. - Chyba jej za to nie obwiniasz.
- Nie... - uśmiechnęła się lekko. Ale całowała moją dziewczynę, więc chyba mogę mieć do niej niechęć - złapała mnie za rękę.
Pomyślałam sobie o tym, co Lindsay mi wczoraj powiedziała. Ta cała Tamara... Też czuję złość, gdy pomyślę, że pocałowała moją Linz. Nie chciałabym jej oglądać.
- No dobrze, skarbie.
- A teraz zejdź z biurka, bo jak ktoś tu wejdzie i zobaczy to może być nieciekawie.
Zrobiłam to.
- Idę do przyjaciółek. Do zobaczenia, kochanie - cmoknęłam ją w policzek. - Miłego dnia.
- Nawzajem, Annisiu - uroczo się uśmiechnęła.
Wyszłam z klasy i odszukałam Anastacie i Tres.
- Widzisz, Anni? Znienawidziła mnie na zawsze.
- Przejdzie jej - uśmiechnęłam się. - Dobrze, że się pogodziłyśmy. Gdyby nie, to dopiero byś miała.
- Wtedy to by mnie chyba zamordowała.
- Nie przejmuj się, Tres - powiedziała Anastacia.
- Nie przejmuję. Jakoś przeżyję. W sumie to ją nawet rozumiem.
Reszta dnia przebiegła jak zwykle. Tak samo kolejne. W środę na spotkaniu z Linz umówiłyśmy się na sobotę na ósmą rano u niej w domu. Byłam bardzo podekscytowana tą sesją.
W końcu nadszedł ten dzień. Wstałam wcześnie, uszykowałam się i spakowałam aparat. Za oknem świeciło słońce. Pogodę będziemy miały idealną. Oby wszystko się udało.
Wyszłam z domu i pojechałam autobusem do Lindsay. Stanęłam przed jej domem i zadzwoniłam do drzwi. Po chwili otworzyła.
- Cześć, Anni - uśmiechnęła się.
Była jeszcze w piżamie.

- Cześć

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

- Cześć. Niech zgadnę. Dopiero wstałaś?
- No - zachichotała.
- Ty to masz czas na wszystko. Jest ktoś w domu?
- Wszyscy. Ale jeszcze śpią. Bradley ma na dziesiątą do pracy.
- Czyli mnie tu zobaczy?
- Tak, ale spokojnie. Jestem po twojej stronie. Cokolwiek zrobi nie musisz nic mówić, ja się wszystkim zajmę.
- No dobrze.
- To chodź, tylko cichutko.
Wprowadziła mnie do domu, a w nim do kuchni.
- Kawę? Herbatę? - spytała.
- Masz kakao?
- Sprawdzę.
Zajrzała do jednej z szafek.
- Mam. Na mleku czy wodzie?
- Wolę na mleku.
Zrobiła mi kakao, a sobie kawę i śniadanie. Kiedy zjadła wybrałyśmy się na piętro.
- Teraz musimy być bardzo cicho - powiedziała, kiedy podeszłyśmy pod drzwi jej sypialni.
Otworzyła je powoli i złapała mnie za rękę. Pociągnęła mnie za sobą do środka spoglądając na śpiącego męża. Podeszłyśmy do drzwi po drugiej stronie pokoju i weszłyśmy tam. Było to wąskie i dość małe pomieszczenie. Na dłuższych ścianach po przeciwnych stronach stały dwie identyczne szafy trzydrzwiowe.
Naprzeciwko drzwi było okno, a pod nim leżały sterty jakiś pudełek i worków.
- A zawsze mnie ciekawiło co ty tu masz - zaśmiałam się.
- To jest garderoba, strych i schowek w jednym. W szafach są głównie ubrania, a tamte pudełka to rzeczy, które nie mieszczą się nigdzie indziej, na przykład sztuczna choinka i bombki na święta, jakieś ozdoby i inne takie.
Odsunęłam przesuwane drzwi szafy po lewej. Znajdowały się w niej równo poukładane kolorowe ubrania w trzech kupkach po pięć na każdej półce.
- Twoje? - uśmiechnęłam się.
- Tak.
Odsunęłam z ciekawości drzwi drugiej szafy. Znajdowały się tam nierówno upchnięte ubrania, większość w ciemnych kolorach, mniej białych i niewiele w jasnych kolorach.
- Jego - powiedziałam i zamknęłam szafę.
Odsunęłam kolejną część szafy po lewej. Na samym jej środku wisiały ubrania na wieszakach, nad nimi na półkach ułożone były wełniane sweterki, a pod wieszakami były cztery szuflady.
Zajrzałam jeszcze do ostatniej części szafy. Wyglądała podobnie do tej pierwszej, ale miała parę wolnych półek.
Spojrzałam na Lindsay.
- I to wszystko jest twoje?
- Moje - uśmiechnęła się.
- Wow! To teraz się nie dziwię, że stale mam wrażenie, że widzę cię w czymś nowym. Ile ty masz ubrań...?
- Ee, latami zbieram. Jak nie schudniesz i nie przytyjesz przez dwadzieścia lat to też będziesz miała. Ja niestety przytyłam i nie mieszczę się w te ubrania, które są w tej ostatniej części. Zachowałam je, bo mam nadzieję, że schudnę.
- Przecież teraz też wyglądasz dobrze.
- Niby tak, ale zobacz... - chwyciła się za brzuch. - Tu mam fałdkę, w udach jestem za gruba. Wolałabym wrócić do dawnego rozmiaru. Będę się wtedy lepiej czuła. Kiedyś już schudłam prawie 10 kilo, ale byłam o wiele bardziej zdeterminowana. Jadłam wciąż tylko warzywa i sałatki. Żadnych słodyczy, pieczywa, kawy, alkoholu. I udało się.  - Potem znów byłam szczupła, ale ostatnio przytyłam. No bo co ja sobie będę odmawiać przyjemności, nie? Kocham kawę, kocham ciastka - zaśmiała się.
- No rozumiem - uśmiechnęłam się.
Zamknęła trzecią część szafy i zostawiła otwarte dwie pozostałe.
- Proszę, wybieraj mi co ci się podoba - powiedziała. - Możesz wyciągać wszystko na podłogę. Pozamiatałam ją i umyłam wczoraj.
Wyciągnęłam rękę do góry. Nie sięgałam do dwóch najwyższych półek.
- Już, chwila - powiedziała.
Podała mi stołek, który stał obok szafy.
- Wejdź sobie na to. Powinnaś sięgnąć.
Ustawiłam go przed sobą i stanęłam na nim, by ciągnąc do najwyższej półki.
- To co jest tutaj? - spytałam biorąc pierwsze ubranie z brzegu.
Była to biała bluzka na krótki rękaw z dużym niebieskim kwiatem.
- Ładne. Przymierz - podałam jej.
- Na półkach w większości są same bluzki lub jakieś rzadko noszone sukienki. No i sweterki... i spodnie, i spódnice. A na wieszakach masz sukienki, marynarki, koszule i bluzki, które łatwo się gniotą.
Zdjęła piżame i sięgnęła do jednej z szuflad po bieliznę.
- A mogę to też ci wybrać? - uśmiechnęłam się.
- No to chodź, kochanie - odsunęła się o krok.
Zeszłam na ziemię i zajrzałam do szuflady. Po jej prawej stronie znajdowały się biustonosze, a po lewej majtki. Zaczęłam wszystko przebierać i oglądać. Zanim wybrałam idealny komplet zrobiłam jej w szufladzie wielki bałagan.
- Podoba mi się ten różowy zestaw. Jest taki uroczy, ale widzę, że masz dużo białych ubrań. Nie wiem czy jak go ubierzesz to nie będzie prześwitywać.
- Możliwe, że będzie.
- To załóż to - podałam jej biały komplet bielizny i wróciłam do przeglądania półek z ubraniami.
W tym czasie Lindsay ubrała bieliznę oraz bluzkę, którą jej podałam.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!