Rozdział 38

1K 117 41

*Lindsay*

Weekend spędziłam zakopana pod stertą nieocenionych sprawdzianów i kartkówek. Taka praca... Do tego Bradley nadal ma swoje humorki i mimo, że mówi, że wszystko dobrze to cały czas patrzy na mnie z podejrzliwością. Jeszcze tylko jego zazdrości brakowało wśród moich problemów...

W poniedziałek przyjechałam do szkoły paręnaście minut przed ósmą. Na korytarzu czekała na mnie Annika tak, jak obiecała. Pomachała do mnie, a potem podeszła.

- I jak tam? - spytałam.

- Dobrze. Nie wyspałam się tylko. A ty?

- Ojej... Ja w sumie też. Wczoraj do północy siedziałam nad pracami. Czwarta klasa pisała wypracowania na dwie strony. Razy dwudziestu uczniów to czterdzieści stron do przeczytania dla mnie ze zwróceniem uwagi na błędy i tak dalej. Naprawdę współczuję Lorettcie jako polonistce. Ja raz na jakiś czas robię takie wypracowania i to tylko klasom maturalnym, których mam dwie co roku, a Lora musi was przygotować od pierwszej klasy do tych wszystkich rozprawek, charakterystyk, opisów dzieł sztuki. Ona to ma przechlapane.

- Co "Loretta"? - usłyszałyśmy głos brunetki.

Odwróciłyśmy się. Kobieta wchodziła właśnie po schodach na piętro. Podeszła do nas.

- Cześć Lora - przywitałam przyjaciółkę.

- Kto zaczął mnie obgadywać? - zapytała uśmiechając się do mnie i Anniki.

Dziewczyna zaśmiała się i wskazała na mnie.

- No dzięki - spojrzałam na Annike

- Moja Lindsay i plotkuje o mnie - zażartowała Loretta.

Zaśmiałam się.

- Nie plotkuję. Mówiłam Annice, że ci współczuję poprawiana wypracowań. Ja zrobiłam tylko w 4A i zostałam zasypana czterdziestoma stronami na cały niedzielny wieczór, a ty...

- A mnie uczniowie zasypują setkami stron - wtrąciła. - Annika, nie idź naszą drogą - zaśmiała się.

- Ona się nadaje - powiedziałam.

- Tak myślisz? - spojrzała na nią.

- Uczyła moją Lexy chemii i ją nauczyła. A wiesz, że ona nie jest umysłem ścisłym.

- I tylko po tym stwierdzasz, że się nadaje?

- No tak.

Lora popatrzyła na Annike.

- Lindsay Lloyd i jej pochopne wnioski - powiedziała do niej.

Dziewczyna się śmiała.

- No to jak panie mają już swoje towarzystwo to nie będę przeszkadzać i idę już pod klasę - powiedziała do nas. - Przyjdę, Linz, jak będziesz kończyć tak, jak w piątek.

- Jasne - uśmiechnęłam się.

Pożegnała nas i poszła.

- A ty co tak wcześnie? - spytałam i ruszyłyśmy razem do pokoju nauczycielskiego

- Rozmawiałam z dyrektor Cleveland i wicedyrektor Howard o realizacji pomysłu samorządu szkolnego na noce filmowe w szkole. Możemy się tym zająć.

- My?

- No wiesz... Pozwolenie mam ja i mam wybrać sobie drugą nauczycielkę do pomocy. Oczywiście, że wybrałam sobie ciebie. Bez ciebie się nigdzie nie ruszam. Poza tym jesteś w tej szkole lubiana. Będą się cieszyć, jeśli pomożesz mi to poprowadzić. Zgodzisz się?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!