Rozdział 37

1K 116 18

W piątek po południu wracałam do rodzinnej wsi. Z przystanku odebrała mnie mama.

- Cześć, kochanie - przytuliła mnie mocno.

- Cześć.

- Jak tam? Opowiadaj.

Zaczęłyśmy iść w stronę domu.

- Wszystko dobrze. W szkole w porządku. Niedawno była u mnie ciocia sprawdzić czy mieszkanie jeszcze stoi - zażartowałam. - Oceny mam też dobre. Raz czy dwa razy zdarzyła mi się tylko jedynka z matematyki i historii.

- A co u twoich koleżanek?

- U Anastaci dobrze. Jej kot znowu uciekł, ale się potem znalazł.

- Dobrze, że wrócił. A jak ta nowa dziewczyna?

- Tristiana? U niej też dobrze. Wszystko jak zwykle.

Po piętnastu minutach byłyśmy już w domu. Przywitałam się z tatą, posiedziałam chwilę w swoim pokoju, a potem zjadłam z rodzicami kolację. Myślałam przy tym jak zacząć rozmowę z mamą o mojej Lindsay. Muszę jej powiedzieć. Tylko jej. Tata nie jest tak bardzo tolerancyjny i chyba wolę, żeby na razie nie wiedział. Dowie się w swoim czasie. Matilda też.

Było już późno i tata poszedł spać. Mama jeszcze oglądała w salonie telewizje. To chyba dobra okazja, żeby jej powiedzieć. Ale jak to zrobić? Poszłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z walizki zdjęcie ukochanej, z którym śpię. Oczywiście wzięłam je ze sobą. Nie potrafię już bez niego zasnąć. Pójdę, powiem mamie, że chcę jej o czymś powiedzieć, opowiem, że się zakochałam, wytłumaczę, że jestem lesbijką, a później pokażę jej zdjęcie Lindsay. Łatwizna...

Schowałam zdjęcie za plecy i poszłam do mamy, do salonu. Usiadłam obok niej.

- Mamo? - zaczęłam.

- Słucham?

- Bo... Chciałabym o czymś z tobą porozmawiać.

Ściszyła telewizor i popatrzyła na mnie. Denerwowałam się bardzo. Żeby tylko to dobrze przyjęła...

Wzięłam głęboki oddech.

- Zakochałam się... - powiedziałam.

- Tak myślałam - uśmiechnęła się.

- Jak to? - zdziwiłam się.

- Od paru miesięcy widzę, że chodzisz z głową w chmurach. Zachowujesz się inaczej niż zwykle, to pomyślałam, że pewnie spodobał ci się jakiś chłopak. - uśmiechnęła się. - Jak ma na imię? Gdzie się poznaliście?

Ech... Ona będzie zawiedziona. Stale ten chłopak... A co jeśli nie będzie chłopaka? Nigdy nie będzie. Czy ona to zrozumie...?

- Boje się... - szepnęłam .

- Czego? - spojrzała pytająco.

- Że tego nie zrozumiesz... Bo ja... Ja...

Stres jak nigdy. Powiedz to, powiedz to, powiedz to.

- Zakochałam się w pani Lloyd. - powiedziałam spoglądając jej w oczy i wyciągnęłam zza siebie zdjęcie nauczycielki.

- W pani Lloyd? - uśmiechnęła się i przytuliła mnie mocno. - Anni... I czego ty się tak denerwowałaś?

Przytuliłam zdjęcie do siebie.

- Bałam się, że będziesz na mnie zła...

- Jakbym mogła być zła? Kochanie... - objęła mnie i głaskała po policzku.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!