Rozdział 40

1.1K 128 62

Lindsay odwiozła mnie do domu. Spytałam czy nie wpadnie na chwilę, ale tłumaczyła się dużą ilością pracy w domu. Nie nalegałam i opuściłam jej samochód. W domu od razu wzięłam ciepłą kąpiel, żeby się ogrzać. Obym nie była chora.

Wtorek jak zwykle. Cały dzień z myślą "Jutro do Lindsay". W środę spotkałyśmy się tam, gdzie zwykle. Tym bardziej nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczyłam Lindsay na szkolnym korytarzu w tej pięknej szarej spódnicy i białej bluzce. Jaka ona piękna...

- Anni? Wszystko dobrze po tej... nieprzyjemnej sytuacji z kałużą? - spytała po drodze.

- Tak. Czuję się świetnie - uśmiechnęłam się.

- To dobrze, bo bardzo się martwiłam.

- Kochana jesteś.

- Ochlapałam cię wodą, a ty mówisz, że jestem kochana?

- Nie przejęłam się tym co się stało. Mówiłaś, że nie zauważyłaś kałuży i ja ci wierzę. Kochana jesteś dlatego, że się tak o mnie martwisz. Zapewniam, że nic mi nie jest, Linci.

- Dobrze. W poniedziałek po tym przyznam się, że nie mogłam spać, tak bardzo się przejmowałam.

- O jejku... Niepotrzebnie. Jest wszystko w porządku. Wzięłam sobie ciepłą kąpiel i nic mi nie było.

- Cieszę się.

- Ale powiem ci, że wyglądasz na lekko zmęczoną.

- Wyglądam? No widzisz... ostatnio źle sypiam.

Dojechałyśmy na miejsce. Dokończyłyśmy rozmowę i zaczęłyśmy się uczyć. Jestem bardzo zadowolona z tego, że mi pomaga. Sama już zauważam, że lepiej mówię po angielsku.

Im dłużej się uczyłyśmy widziałam, że z Lindsay jest coś nie tak. Nie była taka radosna jak zwykle i coraz bardziej zdawała się być zmęczona.

- Lindsay? Coś się dzieje? - przerwałam w końcu i spytałam.

- Nie, wszystko w porządku. Rób dalej zadanie domowe.

- Przecież widzę - odłożyłam długopis.

Nauczycielka spuściła głowę.

- Co jest? - złapałam ją za ręce.

- Poprostu... jestem przemęczona, już mówiłam. Którąś już noc z kolei nie spałam do późna, martwię się przez Bradleya, bo nadal nie jest do ciebie pozytywnie nastawiony, no i widzisz... Jeszcze do tego rozbolała mnie głowa.

- To połóż się może na chwilę.

- Nie, później. Jeszcze mam do poprawy kartkówki z... 3A? 3C? Którejś z nich...

- Lindsay...

- Co?

- Połóż się, naprawdę. Im więcej będziesz pracować w tym stanie to będzie tylko gorzej.

Wstałam i pociągnęłam ją za ręce by wstała.

- No niech będzie. Ale tylko na pół godzinki - zgodziła się.

Poprowadziłam blondynkę do łóżka. Położyła się, a ja usiadłam na brzegu obok niej.

- Podasz mi tabletki na ból głowy? Są w szufladzie - spytała.

- Oczywiście. Chcesz szklankę wody?

- Nie potrzebuję.

Podałam jej tabletki. Wzięła jedną.

- Dziękuje, malutka - zamyknęła oczy.

- Nie ma za co.

Zaczęłam głaskać ją po dłoni. Jest taka śliczna... Powoli sięgałam coraz wyżej. Głaskałam kobietę po ramieniu, a potem po głowie. Ma takie mięciutkie włosy...

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!