Rozdział 76

742 103 9

Przez parę minut obie nic nie mówiłyśmy.
- To co teraz zamierzasz zrobić? Spotkasz się z Anniką? - spytała w końcu.
- Tak. Zobaczę w pracy jak się zachowuje po tym co powiedziałam, a potem porozmawiamy może w środę jak do niej pojadę. Chociaż nie wiem czy tak długo wytrzymam. Może umówimy się wcześniej na spotkanie. Wszystko zależy od tego co stanie się, gdy spotkamy się w poniedziałek. A właściwie, to widziałaś ją dziś w szkole?
- Nie, nie było jej. Wczoraj z resztą też.
Nagle otworzyły się drzwi. Leżałam do nich tyłem, więc nie widziałam kto to był.
- Cześć - powiedziała Loretta uśmiechając się.
- Cześć, Lora - usłyszałam głos męża
Podniosłam się.
- Cześć - powiedziałam.
- Jak tam, kochanie? - spytał.
- Czuję się dziś lepiej. Tym bardziej, że przyjechała do mnie Lora.
- Cieszę się - nagle zauważył bukiet kwiatów. - A to od kogo? - zdziwił się.
- A to moje - powiedziała brunetka. - Nie byłam dziś jeszcze w domu. Od Marca.
- Ładny - uśmiechnął się.
Podszedł i usiadł obok mnie na kanapie. Położyłam mu nogi na kolanach i ponownie przytuliłam się do przyjaciółki.
- Jak ci minął dzień, Lindsay? - spytał.
- W porządku. Siedziałam głównie w domu.  Pracowałam i lepiłam plasteliny.
- I co ciekawego zrobiłaś tym razem?
- Zrobiłam kota. Możesz sobie zobaczyć. Jest gdzieś w kuchni, na stole lub na parapecie.
- Później zobaczę.
- Dobrze. A jak u ciebie w pracy?
- Też w porządku. Jak zwykle.
- A ja wam coś opowiem. Dzisiaj jeden chłopak z mojej klasy przyszedł mi w dwóch różnych skarpetkach. To były takie, że aż na spodnie miał zaciągnięte prawie do połowy łydki. Ja się go pytam czy się po ciemku ubierał, a on, że to teraz modne. No dobrze. Po dwóch lekcjach widzę dziewczynę też z różnymi skarpetkami. Nie miała aż takich wysokich, miała niskie, ale buty też, więc lekko było je widać. No i się spytałam co to za śmieszna moda na różne skarpetki, a ona mi na to, że ubierała się po ciemku, i założyła je tak przypadkiem. Śmiać mi się chciało. Nie nadążam już chyba za tą młodzieżą.
- Oj tak. Moja Lexy też co miesiąc ma innego idola, chce inne ubrania, inną najlepszą przyjaciółkę. Nie da się za nimi nadążyć.
- Oby w przyszłości też nie zmieniała tak chłopaków - zaśmiał się Bradley
- Ona taka nie jest.
- No dobrze - powiedziała Loretta. -  To teraz chyba powinnyśmy już się zabrać do pracy, prawda Lindsay? Obiecałaś.
- Wiem. To dalej. Szybko to zrobimy, to może jeszcze pogadamy zanim pojedziesz.
- Racja - sięgnęła po torebkę.
- To ja wam nie przeszkadzam - powiedział Bradley i wyszedł.
Razem z Lorettą zabrałyśmy się za poprawianie jej sprawdzianów. Dobrze, że dała mi rozwiązania i tylko zaznaczałam czy jest dobrze, czy źle. Skończyłam szkołę dawno temu i już wszystko pozapominałam.
Następnego dnia bardzo bałam się spotkania z Tamarą w pracy. Próbowałam jej na początku unikać, ale w końcu dorwała mnie na korytarzu.
- Unikasz mnie? - spytała pojawiając się nagle z nikąd.
- Co? Nie! Tak jakoś wyszło, że nie miałam czasu...
- Nie prawda. Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? Chodzi o tamto?
Spuściłam głowę.
- Wszystko w porządku, Lindsay. Nie chcesz to nie. Ale wielka szkoda, bo poczułam, że to by się mogło udać.
- Właśnie nie wiem już czego chcę... Ale to nie jest rozmowa na teraz. W ogóle chyba powinnam sama zdecydować. Bez twojej pomocy.
- Od początku kiedy cię zobaczyłam zainteresowałaś mnie. Mimo, że z reguły wybierałam młodsze od siebie. Jesteś taka wyjątkowa. Taka tajemnicza. Masz często taki nieobecny wzrok, kiedy siedzisz sama. To budzi ciekawość. Od września myślałam czy zagadać, czy nie. Z miesiąca na miesiąc coraz częściej, bo wzbudzałaś u mnie coraz większe zainteresowanie. Do tego jesteś taka ładna.
Uśmiechnęłam się lekko.

Uśmiechnęłam się lekko

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!