Rozdział 45

1.2K 113 17


Po lekcjach wybrałam się do sklepu. Wymyśliłam, że na kolację zrobię dla Lindsay naleśniki. Chyba większość je lubi. Na pewno będzie jej smakowało.

Wzięłam do koszyka mąkę, mleko, olej do smażenia, resztę składników mam. Do tego bita śmietana, polewa czekoladowa i pudełko świeżych borówek. Stanęłam przed półką z dżemami. Jaki by tu wybrać? Truskawkowy? Zbyt popularny. Wezmę dżem z figi. Smakuje genialnie. Mogłabym go jeść łyżeczką prosto ze słoika. Później wybrałam pudełko czekoladek, które dam jej w prezencie. Wzięłam swoje ulubione. Pralinki w kształcie muszelek z orzechowo czekoladowym nadzieniem. Po drodze do kasy włożyłam jeszcze do koszyka sok z czarnej porzeczki. Przyszedł mi pomysł na typowy żarcik w moim stylu. Tak trochę niezbyt, żebyśmy piły razem wino, jak to na randkach, kiedy ja mam szesnaście lat, a ona prowadzi samochód. Za to porzeczkowy sok z kieliszka jak najbardziej. Będzie zabawnie. Na koniec wzięłam jeszcze trzy świeczki. Tak dla nastroju. Jak Linz zobaczy to wszystko, będzie zachwycona.

Z kwiatów i ciasta zrezygnowałam. Już raz dostała różyczkę, a czekoladek jeszcze nie, więc tym razem je dostanie. Na kwiaty jeszcze będzie mnóstwo okazji. A ciasta nie kupowałam, bo już same naleśniki są słodkie i może już potem nie mieć na nic ochoty. Ja z resztą też.

Zaraz po przyjściu do domu posprzątałam na szybko. Pozamiatałam, umyłam stół, przy którym będziemy siedzieć, nakryłam go obrusem i położyłam sztućce. Następnie zabrałam się za ciasto na naleśniki. Usmażę je jak blondynka będzie już u mnie. Teraz jeszcze jedynie nalałam do kieliszków soku z porzeczek i zostawiłam je w kuchni. Poszukałam też świecznika i postawiłam na stole. Był złoty i mieściły się w nim trzy świeczki. Akurat tyle kupiłam. Włożyłam je do niego i zapaliłam.

Spojrzałam na zegarek. Dwie minuty do siedemnastej. Chyba zdążę się przebrać w coś ładniejszego niż dżinsy i koszulka. Poszłam do swojego pokoju i zajrzałam do szafy. Co by tu ubrać? Zdecydowałam się na krótką czarną dopasowaną spódnice i wiśniową bluzkę z odkrytymi ramionami. Po przebraniu się zaczęłam czesać włosy. W połowie przerwał mi dzwonek do drzwi. Szybko dokończyłam i poszłam otworzyć zabierając ze sobą pudełko czekoladek.

- Cze... - zaczęła z uśmiechem po czym wpatrzyła się we mnie. - Ślicznie wyglądasz.

- Dziękuję. Zapraszam - wpuściłam ją do mieszkania.

Zdjęła kurtkę, a ja wzięłam ją od niej i powiesiłam na wieszaku. Zobaczyłam wtedy, że blondynka miała na sobie bardzo ładną pudrowo-różową dopasowaną sukienkę i czarne szpilki.

- Też wyglądasz ślicznie - uśmiechnęłam się do niej. - Już nie na czarno?

- Powinnam nadal, ale zrobiłam dla ciebie wyjątek. Chciałam ci się podobać, a nie mam żadnej ładnej czarnej sukienki. Muszę sobie kupić.

- Bardzo mi się podobasz. Skąd wiedziałaś, że akurat ta przypadnie mi do gustu?

- Zgadywałam.

- Trafnie. To dla ciebie, kochanie - podałam jej pudełko czekoladek.

- Ojej, nie trzeba było - wzięła. - Jaka ty jesteś kochana... - przytuliła mnie.

Cmoknęłam ją w policzek. Puściła mnie i pocałowała w usta.

Złapałam ją za rękę i zaprowadziłam do stołu.

 Usiadła i zaglądała do kuchni.

- Już robię nam kolację, ale najpierw... - sięgnęłam po dwa kieliszki z sokiem i postawiłam je na stole przed nią.

- Anni..? - popatrzyła na mnie zdziwiona.

- Co? - próbując się nie śmiać wzięłam łyk soku z jednego kieliszka. - Nie lubisz?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!