Rozdział 61

925 114 19

*Annika*

Kiedy tylko moje przyjaciółki zjawiły się rano w szkole, od razu odciągnęłam je na bok od reszty i zaczęłam opowiać o czasie spędzonym z Lindsay zaczynając od tego, że calutką mnie wycałowała. Tristiana oczywiście cieszyła się z tego tak, jak ja.

- Ale uroczo - skomentowała Anastacia.

- I muszę wam jeszcze pokazać co dała mi w prezencie - wskazałam na swoją szyję. - Jest taki śliczny.

- Ale ona kochana - powiedziała Tristiana.

- Jest zwykły metalowy czy srebrny? Ładnie się błyszczy - spytała Anastacia.

- W sumie nie wiem. Nie pytałam jej. Ale nie ważne z czego jest. Zakochałam się w tym naszyjniku i będę go codziennie nosić.

- Ooo... - Tristiana mnie przytuliła.

Na jednej z przerw przed południem szłam sobie korytarzem sama i w pewnym momencie minęła mnie Maya. Najpierw tylko się przywitałyśmy i rozeszłyśmy w swoje strony, ale zaraz po tym stwierdziłam, że fajnie by było w końcu z nią porozmawiać dłużej. Dogoniłam dziewczynę.

- Hej jeszcze raz - zaśmiałam się. - Co tam? Dawno w sumie nie rozmawiałyśmy.

- Racja - uśmiechnęła się. - Ostatnio mam tyle nauki, że chyba z miesiąc nie wychodziłam z domu oprócz do szkoły. Jeszcze pani Fedeline mnie stale goni o nieusprawiedliwione nieobecności trzy tygodnie temu, a ja ciągle zapominam jej przynieść kartkę od rodziców. Dziś też nie wzięłam.

- Pani Fedeline? Ojej, no tak. Zapomniałam, że jest wychowawczynią twojej klasy. Zazdroszczę ci tego, super babka.

- No, fajna jest. A twoją jest pani od geografii, nie?

- Tak, pani Robinson. Też fajna, ale o wiele lepiej mi się dogaduje z Lorą.

- A u ciebie co tam? Nadal motylki w brzuchu na angielskim? - zaśmiała się.

- Oczywiście. Linz to moje życie.

Musiałam się ugryźć w język, żeby nie powiedzieć jej, że już od jakiegoś czasu to nie tylko motylki, bo nauczycielka angielskiego jest moją dziewczyną. Ufam Mayi, ale nie mogę zbyt wielu osobom o tym opowiadać.

- Słuchaj, a może umówimy się na zakupy po świętach? - zaproponowałam jej.

- Dobry pomysł. Ostatnio nie wiem już w co się ubrać, przydałoby się coś nowego na wiosnę.

- Mam tak samo. Co powiesz na sobotę, tydzień po świętach?

- Myślę, że będę mogła.

- Super, więc jesteśmy umówione.

- Tak. Będzie wtedy dużo czasu, żeby porozmawiać. A teraz idę do sklepiku szkolnego, bo nie mam już nic do jedzenia.

- To ja wracam do Anastaci i Tres. Cześć.

- Cześć.

Poszłam pod klasę, gdzie będzie kolejna lekcja. Usiadłam z przyjaciółkami, a wtedy Tristiana się do mnie przytuliła.

- Lubię cię tulić - zaśmiała się.

- Ja ciebie też. I wszystkich. A najbardziej moją Lindsay. Ona jest taka słodka.

- Eee... Ja wolę młodsze ode mnie.

I w tym momencie na korytarzu pojawiła się pani Lawrence. Kiedy przeszła obok nas Tristiana zawiesiła na niej wzrok i oglądała się za kobietą aż nie zniknęła. Sama też chwilę popatrzyłam. Spodobała mi się jej spódnica. Potem przyglądałam się zauroczonej przyjaciółce.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!