Rozdział 36

915 105 20

Robiłyśmy razem ciasteczka i zapomniałyśmy przy tym o całym świecie. Bawiłyśmy się świetnie. Ja obsypałam ją mąką, ona mnie cukrem, a potem też mąką. Całe byłyśmy ubrudzone.

- Jeszcze ci tylko brakuje o - wsadziła rękę do mąki, a później jednym palcem dotknęła czubka mojego nosa.

Śmiałam się.

- Dziękuje, Linz. Marzyłam o tym - zażartowałam.

Ciastka były gotowe do pieczenia. Wyszły nam ich dwie płaskie blachy. Blondynka nastawiła w piekarniku odpowiedną temperaturę, a gdy się nagrzał włożyła do środka jedną z blach.

- Teraz trzeba tu posprzątać - rozejrzała się po kuchni. - Nawet z Lexy nie robimy tyle bałaganu przy pieczeniu.

- No widzisz. To od czego zaczynamy?

Wtedy usłyszałyśmy dźwięk otwierania drzwi. Lindsay spojrzała pytająco na mnie, po czym jakby sobie coś uświadomiła i spojrzała na zegarek.

- Już ta godzina..? - powiedziała cicho, a wtedy do środka wszedł jej mąż.

Na nasz widok stanął bez ruchu.

- Cześć... - powiedziała Lindsay.

- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do niego.

Na początku się nie odezwał. Rozglądał się po kuchni zasypanej mąką.

- Co wy tu...? - spytał po chwili.

- Ja i Annika pieczemy ciasteczka - odpowiedziała mu Lindsay.

Mężczyzna patrzył na nas, jakby nie mógł tego zrozumieć, po czym gdzieś poszedł.

- Posprzątajmy szybko i odwiozę cię. Widzę w jego oczach, że jak tylko pójdziesz zrobi mi znów wykład o naszą relację.

- Dlaczego mu nie powiesz, że się przyjaźnimy? To nic złego.

- No właśnie dzisiaj chcę mu powiedzieć. Miejmy nadzieję, że zrozumie.

- Zrozumie, Linci. A teraz jak zabrać się za te porządki?

- Pozamiatam, a ty możesz włożyć brudne naczynia do zlewu i schować do szafek produkty, które zostały.

Tak zrobiłyśmy. W między czasie upiekła się pierwsza część ciastek. Zanim druga była gotowa w kuchni było już czysto.

- Teraz przydała by nam się porządna kąpiel. Najlepiej jeszcze w ubraniach - zaśmiała się.

- Oj tak. Wskoczyłabym chętnie do wanny.

- Ja też.

- To może razem? - puściłam do niej oczko.

- Ojej... - zarumieniła się. - Aż tak odważnie?

- Dlaczego nie.

- Ale to w tych ubraniach, nie? - zaśmiała się.

- Obojętnie. Może być i bez.

Jej policzki zrobiły się jeszcze bardziej różowe.

- Żarty żartami... - uśmiechnęła się i założyła włosy za ucho. - Idź po swoje rzeczy, tylko postaraj się niczego nie pobrudzić. Ja wyjmę ciastka z pieca i zaraz cię odwiozę.

- Jasne, Linci.

Poszłam do jej sypialni. Zastałam w niej Bradleya... z moim telefonem w ręku!

- Co pan robi?! - spojrzałam zła nia niego.

- Yyy... Nic... Chciałem tylko... godzinę sprawdzić - mówił.

Podeszłam i wyrwałam mu urządzenie z rąk.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!