Rozdział 66

843 111 26

W środę po lekcjach czekałam w domu na Lindsay odrabiając lekcję. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, z radością pobiegłam otworzyć.
- Hej - przywitała mnie blondynka.
Złapałam ją za rękę i zaciągnęłam do mieszkania. Szybko zamknęłam za nią drzwi, po czym oparłam ją o nie i wpiłam się namiętnie w jej usta. Zaskoczona nie wiedziała jak zareagować. Rozchyliła lekko wargi, więc bez wahania wsunęłam do nich język. Zaczęła mruczeć, więc po chwili przestałam. Popatrzyła mi w oczy z uśmiechem.
- Wow... Nie byłam na to przygotowana. Zaskoczyłaś mnie - zachichotała i wzięła głęboki oddech. - Gorąco mi.
- Brakowało mi ciebie. Szczególnie, gdy w święta leżałam w łóżku z wysoką gorączką.
- Moje biedactwo...
- A ty jak spędziłaś święta?
- Dobrze, ale o szczegółach porozmawiamy sobie już na naszej dzisiejszej lekcji, tak?
- Pewnie - uśmiechnęłam się i poprowadziłam ją za rękę do sypialni.
Usiadłyśmy przy biurku i jak co tydzień uczyłyśmy się ponad godzinę. Lindsay opowiedziała mi, że spędziła święta szczęśliwie z najbliższą rodziną.
Kiedy skończyłyśmy przyniosłam swoje prezenty urodzinowe, by jej pokazać.
- Popatrz, Linz. Poza kwiatami i pieniędzmi dostałam też takie oto perfumy. Pachną słodko i dusząco, czyli tak, jak lubię.
- Wiem, że lubisz. Zawsze czuć od ciebie bardzo intensywnie perfumy. Ja wolę delikatniejsze i kwiatowe.
- Dostałam też trzy lakiery hybrydowe do paznokci. Złoty, cielisty i ciemny różowy. I jeszcze dwie czekolady.
- No to super. Podoba mi się ten różowy lakier. Zrobisz mi kiedyś paznokce?
- Jasne. Mogę nawet dzisiaj. Poza tymi kolorami mam jeszcze jasny i ciemny niebieski oraz srebrny lakier.
- Do mnie chyba najbardziej przemawia róż. Długo się robi takie paznokcie?
- Nigdy nie miałaś?
- Jakoś nie miałam okazji.
- Tak, długo się robi. Bo wiesz, jeszcze się uczę. Może trzy godziny by mi to zajęło. Wiesz, muszę odpowiednio przygotować twoje paznokcie do takiego lakieru, głównie skórki dookoła, żeby na niego nie wchodziły. Potem... Jak ci to prosto wytłumaczyć... Tak jakby trzy rodzaje lakieru. Na spód, kolor i na górę.
- Rozumiem. Możesz spróbować mi zrobić. Najwyżej jeśli zajmie ci to dłużej, to dłużej tu z tobą będę.
- Dobrze, to przejdźmy do salonu. Tam na stole będzie mi najwygodniej.
Wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i poszłyśmy z Lindsay do pokoju obok. Zajęłyśmy miejsca przy stole i zabrałam się do pracy.
Robienie paznokci dziewczynie zajęło mi trochę ponad trzy godziny. Robiłam wszystko bardzo dokładnie, żeby jej się podobały. Efekt końcowy nie był idealny, ale zadowalający.
- Gotowe - powiedziałam.
- Już? - popatrzyła na swoje dłonie. - Jak ładnie. No to teraz mogę się wszystkim chwalić jaką mam zdolną dziewczynę. Pomijając oczywiście, że "dziewczynę" - zaśmiała się.
- Kochana jesteś.
- A właściwie jak to potem zmyć?
- Aceton kosmetyczny na przykład. Mam, więc kiedy będziesz mieć już odrosty, to ci je zmyję. Zresztą mam taką małą książkę z wszystkimi informacjami jak malować i zmywać. Poza acetonem mogę też na przykład spiłować go pilnikiem, tylko trochę go i tak zostanie, bo bałabym się, że zniszczę ci paznokcie. W takiej sytuacji lepiej spiłować za mało niż za dużo.
Poszłam do pokoju i po chwili przyniosłam jej książeczkę. Lindsay zaczęła ją przeglądać. Przybliżała ją do siebie mrużąc oczy, a potem oddaliła z lekkim grymasem na twarzy.
- Wybacz. Nie widzę tych liter. Zamazują mi się - powiedziała znów zbliżając ją do twarzy. - Słabo widzę...
- Te litery wcale nie są takie małe - zdziwiłam się.
- Cóż... Ja nie widzę - oddała mi książeczkę.
- Moja mama nawet to przeczytała, a ma lekki problem ze wzrokiem.
Na jej twarzy ukazało się lekkie zwątpienie.
- Mówisz...? - spytała.
- Tak - spojrzałam na litery na pierwszej stronie, a potem na nauczycielkę. - Badałaś ostatnio swój wzrok?
- Chyba półtora roku temu, ale był jeszcze w granicach normy. Myślisz, że coś jest nie tak?
Przytaknęłam.
- Ja już wcześniej zauważyłam, że coś ci się dzieje, bo na przykład w szkole jak robisz coś w komputerze to właśnie też mrużysz oczy i przybliżasz się do monitora. A ty nie zauważyłaś czasem, że gorzej widzisz?
- Może trochę... Ale nie brałam tego na poważnie. Ostatnio jak spotkałam się z Lorettą to pokazywała mi coś w gazecie, no i też nie widziałam liter zbyt dobrze. Z daleka wszystko widzę, ale z bliska mam czasem problem.
- To idź lepiej do okulisty, kochanie. Może powinnaś nosić okulary?
- Pójdę. A teraz... przeczytasz mi to, co chciałaś mi pokazać w tej książce?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się i przeczytałam jej fragment o zdejmowaniu hybryd z paznokci.
- No to dobrze. A Lorettcie też byś zrobiła paznokcie? Może będzie chciała.
- Bardzo chętnie - uśmiechnęłam się. - Tylko musi tu do mnie przyjść. W ogóle, czy ty też uważasz, że ta sukienka którą Lora dziś ubrała jest prześliczna? I ona w niej też wygląda tak pięknie.
- No nawet... - skierowała wzrok w górę zastanawiając się. - Całkiem dobrze na niej leżała.
- Tak. Lora jest piękna.
- Tak, ale...
- Moim zdaniem ma cudowną figurę. Wszystkie ubrania leżą na niej tak dobrze. No i uroku dodają jej jeszcze te okulary.
- Annika!
- Hm?
- To moja przyjaciółka!
- No i?
- Proszę cię... Nie będę o niej rozmawiać w ten sposób i to tym bardziej z tobą. Brzmiałaś, jakby ona ci się podobała... Jesteśmy razem, pamiętasz?
- Yyy... - nie wiedziałam co powiedzieć.
- Pomyśl zanim coś powiesz lub zrobisz, tak?
- Przepraszam, Lindsay. Masz oczywiście rację... Tylko nie myśl, że Loretta mi się podoba. Ty jedyna się dla mnie liczysz, wiesz? Lora jest ładna, ale ty ładniejsza i tylko ciebie kocham.
- Mam nadzieję...
- Lindsay... - wstałam i podeszłam do niej  - Chodź do mnie, słoneczko - wyciągnęłam ręce w jej kierunku.
- Tylko nie myśl sobie, że przytulaniem załatwisz sprawę - podniosła się i wtuliła się we mnie. - Kocham cię...
- Moja śliczna dziewczynka...
Zachichotała.
- Wybacz, ale... - dalej się śmiała. - To tak zabawnie brzmi, gdy młodsza mówi do starszej "dziewczynka".
- Dla mnie to urocze tak ciebie nazywać. Lubię też mówić "słoneczko".
- Wiem, ale i tak. Trochę zabawnie.
- Może trochę.
- A ja lubię mówić do ciebie "malutka", bo jesteś taka słodka.
Spędziłyśmy jeszcze trochę czasu razem, a potem Lindsay pojechała. Ja dokończyłam odrabiać lekcje i poszłam spać.

*Lindsay*
W czwartek zaczynałam pracę o ósmej. Udało mi się wstać na tyle wcześnie, że byłam już w szkole o siódmej trzydzieści. Niedługo po mnie przyszła Loretta.
- Cześć - usiadła obok mnie przy stole.
- Cześć, Lora. Popatrz - pokazałam jej moje paznokcie.
- Ojej. Byłaś u kosmetyczki?
- Tak - zaśmiałam się. - Prywatnej. Nazywa się Annika.
- Czekaj... Masz na myśli, że to jej dzieło, tak?
- Tak. Ślicznie zrobiła, prawda? Ona ma normalnie mini salon w domu. I jakaś lampa, pilniczki, lakiery, wszystko.
- Czyli to hybryda?
- Dokładnie.
- Nie boisz się, że ci zniszczy paznokcie? W końcu nie jest profesjonalistką.
- Nie, co ty. Anni wie co robi. Mówiła, że jej jeszcze nie zaszkodziły. Pytałam czy też by zrobiła tobie jakbyś chciała.
- Ja chyba podziękuję. Wolę mieć niepomalowane. No chyba, że na lato.
- Jak się zdecydujesz możesz śmiało do niej podejść. A w ogóle to wczoraj zadzwonili do mnie z tej firmy co wynajęłam autokar na wycieczkę szkolną. Wpłacone pieniądze doszły, więc wszystko jest w porządku. Mamy już wszystko załatwione.
- No to świetnie. Szczerze mówiąc sama jestem ciekawa jak tam będzie. Jeszcze nie byłam w muzeum czekolady.
- A ja byłam. Tam...
- Ty chyba byłaś wszędzie - przerwała mi.
- Nie wszędzie. Ale fakt, że byłam w bardzo wielu miejscach. Tam jest bardzo fajnie. Mówię ci, wszyscy będą zachwyceni. No i zapewne cali w czekoladzie po tych warsztatach.
- Tylko się tam zachowuj, nie? Żeby nie wyszło z ciebie dziecko jak ci każą bawić się w czekoladzie - zaśmiała się.
- Bez przesady...  - również się zaśmiałam.

*Annika*
Zakupy z Mayą po lekcjach były bardzo udane. Mam nową czarną dopasowaną spódnicę i bluzkę w gwiazdki. Przy okazji wybrałam również prezent urodzinowy dla Tristiany. Kupiłam też coś specjalnego. Piękną niebieską, satynową koszulę nocną. Przechodząc obok sklepu z bielizną zobaczyłam ją na wystawie.
Pomyślałam, że tylko przymierzę, ale wygladałam w niej naprawdę dobrze i nie mogłam jej nie kupić. Jest dość seksowna. To będzie taka mała wizualna niespodzianka dla Lindsay. Jutro kolejna wspólna noc. Wtedy ją założę i zobaczę jak Linz na to zareaguje.
Piątkowe lekcje rozpoczęły się od historii. Usiadłam w ławce z Tristianą. Pan Matthew Owen zaczął sprawdzać obecność.
- ...Taylor Kelly? ...Silvia Madison? ...Dinah Miller? ...Zac Norvin? ...Lydia Parker? ...Alice Simpson? ...George Stanley? ...Tris? ...
- Jestem Tres - odpowiedziała dziewczyna, jak co lekcje.
Nauczyciel nie zwracając uwagi na jej słowa czytał nazwiska dalej.
- Anni? - szepnęła do mnie. - Wytłumacz mi jedno. Dlaczego on co lekcje wszystkich poza mną czyta z nazwiskiem i w dodatku mówi na mnie Tris?
- Nie wiem... - zachichotałam. - Śmieszne to jest.
- Wkurza mnie.
- Może nie umie wymówić twojego nazwiska albo imienia?
- To niech się lepiej nauczy...
Znów się zaśmiałam i przytuliłam ją.

//////////////
Hejo. ^^ Jak tam u was? Jak w szkole? Ja już mam w poniedziałek pierwszą kartkówkę i to z matmy. 😞 Ale poza tym wszystko spoko. 😁

Jak wam się podobał rozdział? Czekacie bardziej na noc filmową i pofilmową czy na urodziny Tris? 😁

A na sam koniec mam jedno pytanie. Czego wam w Anglistce brakuje? Może uda mi się urozmaicić akcje jeśli posłucham też waszych opini zanim sama coś dodam. 😊

Do następnego 👊💕

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!