Rozdział 47

1.1K 107 46


*Lindsay*

Całowała bardzo słodko. Z pewnością ze mną robiła to po raz pierwszy, dało się wyczuć, ale mimo wszystko starała się wypaść dobrze i wychodziło jej. Wciąż do mnie nie docierało, że jest we mnie zakochana. To wprost niemożliwy splot zdarzeń, że wszystko tak się potoczyło. Przy niej znów czuję, że moje życie nabiera sensu. Boję się tylko czy zdołamy się ukrywać. To będzie już kolejne kłamstwo w moim życiu... Mam nadzieję, że zbyt wcześnie nie dowiedzą się o tym Bradley i moja Lexy. Jej na pewno będzie trudno to zrozumieć. Uczyłam ją tolerancji, ale nie sprawdzałam nigdy czy to do niej dotarło. No i co na to powie Lora? Zawsze, gdy opowiadałam jej o mnie i Anni pomijałam rzeczy, które najbardziej nas zbliżały. Za bardzo bałam się, że obrazi się na mnie w końcu, że jej nie słucham. Teraz już będę musiała jej powiedzieć, że jestem z Anni. Z pewnością tego nie pochwali, ale może łagodnie zniesie.

Po paru minutach dziewczyna przestała całować i mocno się przytuliła.

- Co, Anni? - spytałam.

- Nic. Cieszę się, że jesteś. Mogę w końcu bez końca cię przytulać. Tak to uwielbiam... - zaśmiała się. - Zrobimy coś ciekawego? Skoro już nie musimy tylko się razem uczyć. Powiedz mi w ogóle. Dlaczego tak naprawdę zaproponowałaś mi prywatne korepetycje?

- Żeby cię bliżej poznać. Zainteresowałaś mnie, a w szkole to tak nie bardzo mogłam z tobą rozmawiać o czymś innym poza lekcjami. Wykorzystałam to, że słabo ci szło z nauką i zaproponowałam, że ci pomogę. Musiałaś być wtedy w siódmym niebie, prawda?

- Tak. Moja Lindsay chciała mi pomóc prywatnie w nauce. Ja przyznaję, że kilka razy celowo zrobiłam źle zadanie, żeby zostawać z tobą dłużej, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo się zaangażujesz w pomoc mi. Skakałam do nieba jak zabrałaś mnie do siebie do domu. W sumie... Chcę ci się do czegoś przyznać... - spuściła głowę. - Ukradłam ci coś...

- Co? - zdziwiłam się.

Nie zauważyłam, że coś zginęło.

- Tak, ukradłam ci coś, żeby mieć jakąś twoją rzecz przy sobie. Chciałam oddać, ale było mi głupio... Zaraz ci to oddam - zsunęła mnie z siebie, wstała i wyszła do swojego pokoju.

Zdziwiła mnie tym. Bardzo daleko się posunęła, nie podejrzewałabym ją o to.

- Wiem, że to twoje. Miałaś ją raz w szkole na jednej uroczystości. - Annika przyszła podając mi bransoletkę z czarnych koralików.

- Nawet nie zauważyłam, że jej nie mam. Jakbyś się nie przyznała to długo jeszcze bym nie wiedziała. Wiesz, że nie powinnaś tego robić?

- Tak, bardzo cię przepraszam. Zobaczyłam ją na podłodze pod biurkiem. Kiedy wyszłaś mi zrobić herbatę podniosłam ją i schowałam do torebki. Wielokrotnie już myślałam, żeby ci ją oddać, ale głupio mi było. Bardzo przepraszam.

- W porządku - uśmiechnęłam się do niej widząc, że posmutniała. - Nie przejmuj się, nie jestem zła. Wybaczam - założyłam bransoletkę na rękę.

- Dziękuje. Naprawdę żałuję i nigdy już nie zrobię niczego takiego.

- Trzymam cię za słowo, Anniś.

Popatrzyła chwilę na bransoletkę.

- Moja poprzednia anglistka też nosiła podobną. Nie wiem czy ci o niej mówiłam.

- Nie, a co?

- Byłyśmy blisko - uśmiechnęła się.

- To znaczy, że nie jestem pierwszą nauczycielką, którą pokochałaś?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!