Rozdział 19

1K 92 8

Następnego dnia nie mogłam się doczekać, kiedy opowiem o wszystkim Anastaci i Taylor. Gdy przyszłam rano pod klasę była z nich ta druga. Znów jak wczoraj na mój widok radośnie krzyknęła moje imię i przytuliła się do mnie. Lena była cały czas w szoku. Do tej pory niezbyt za sobą przepadałyśmy, a teraz Taylor najchętniej nie odstępowałaby mnie na krok. Lena nie wie, że nasza przyjaźń powstała, bo wymieniłyśmy się sekretami o naszych uczuciach.

- Taylor, muszę ci coś opowiedzieć - zaczęłam po cichu.

- Chodzi o nią?

- Tak. Wczoraj byłyśmy same w klasie, rozumiesz? Same i rozmawiałyśmy ze sobą tak normalnie. Pytałam ją o pracę, ona mnie o to, co lubię. Uśmiechała się do mnie i patrzyła. Kocham ją - powiedziałam z entuzjazmem i przytuliłam ją mocno.

- O ja... - zaśmiała się.

Wtedy na korytarzu pojawiła się Anastacia.

- Muszę ci coś opowiedzieć! - krzyknęłam do niej i od razu pobiegłam zdać jej relacje z wczorajszej godziny z Lindsay.

- To fajnie - powiedziała, gdy skończyłam.

- Powiedziała, że robię ładne zdjęcia, rozumiesz? Jest taka kochana... A, i jeszcze coś. Pytałam ją też czy zawsze chciała uczyć. Odpowiedziała, że nie, że dopiero w trakcie studiów zdecydowała. Miała tylko plany, że coś z angielskim. Przypuszczam, że była na anglistyce.

- Chyba tak.

- Jaką mamy teraz lekcje?

- Matme.

- A no tak... Nie lubię.

- A kto lubi. - zaśmiała się

- A Lindsay przyjeżdża po długiej przerwie. Ma lekcje z jedną klasą, a potem z nami - uśmiechnęłam się. - Fajnie ma. Może się wyspać.

- Ty pamiętasz jej plan na pamięć?

- Jeszcze nie. To sprawdziłam po drodze do szkoły dlatego pamiętam. Kocham ją.

- Wiem, że ją kochasz.

Nie mogłam się doczekać angielskiego. Ciekawe też w co dziś ubierze się moja pani. Lindsay to moja pani. Ale nie taka "pani", że "pani nauczycielka", tylko "moja pani", tak jak "moja królowa". Ta piękna blondyneczka, to pani mojego serca.

Kiedy tylko wiedziałam, że jest już w szkole namówiłam Anastacie, żeby poszła ze mną jej poszukać. Udało nam się, i... Co ona założyła na siebie!? Zwykle elegancko ubrana kobieta dziś miała dżinsy, co jeszcze tak nie dziwi i bluzkę z delikatnego materiału, która... Był na niej chyba każdy możliwy wzór i kolor. Linie, koła, inne figury geometryczne, szlaczki, kwiaty, i do tego wszystko nachodziło na siebie tworząc ogromną abstrakcje. Mówiąc wprost wyglądała okropnie.

- Co ona właściwie ma na sobie? - spojrzałam na koleżankę.

- Dziwne to jest. Nie wiem.

- Mam jeszcze lepsze pytanie. Skąd ona to coś wzięła? - zaśmiałam się.

- Sklep z odzieżą z drugiej ręki?

- Możliwe, chociaż tam mają czasem ładne ubrania.

- No fakt.

Misja zobaczenia Linz powiodła się, więc skierowałyśmy się pod salę lekcyjną.

- Wiesz co? - kontynuowałam rozmowę. - Ta bluzka mi się tak nie podoba, że nawet niezbyt mam ochotę na nią patrzeć.

Zaśmiała się.

- Serio. Jest straszna. Niech już nigdy więcej jej nie ubiera - powiedziałam.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!