Rozdział 86

625 85 13

W środę po szkole czekałam na swoją dziewczynę odrabiając lekcje. Jest koniec roku. Nauczyciele by mogli już nie zadawać...
Lindsay szybko przyjechała. Miałyśmy się uczyć, ale czas leciał tak szybko, że zrobił się wieczór, zanim zdążyłam otworzyć książkę.

*Lindsay*
Po spotkaniu z dziewczyną wróciłam do domu. Usiadłam sobie przed telewizorem, by się chwilę zrelaksować. Nagłe usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Zobaczyłam, że to Bradley.
- Tak? - odebrałam.
- Słuchaj, kotku... Kolega musiał być pilnie w domu, więc wziąłem za niego dziś nocną zmianę. Nie wrócę do domu na noc, więc nie czekaj na mnie. Mam nadzieję, że nie jesteś zła.
- Nie, spokojne. O której jutro wrócisz?
- Myślę, że koło jedenastej. Kolega weźmie za mnie jutro moją zmianę, by było sprawiedliwie, więc będę miał wolne.
- Cieszę się. To do zobaczenia. Będę czekała.
- Cześć - rozłączył się.
Ucieszona wybrałam numer do Anniki.
- Hej, księżniczko - odebrała. - Co tam? Zapomniałaś czegoś ode mnie?
- Nie - zaśmiałam się. - Co robisz, malutka?
- Właśnie miałam iść się myć.
- To poczekaj chwilę z tą kąpielą na mnie.
- Na ciebie? - zdziwiła się.
- Bradley został na nocnej zmianie za kolegę i nie wróci do domu. Nie dowie się, jeśli mnie też nie będzie w nocy. Pomyślałam, że wpadnę do ciebie. Uwielbiam z tobą spać.
- Ooo! To super. Czekam, księżniczko.
- Będę niedługo.
Włączyłam telewizor i skierowałam się do pokoju córki.
- Lexy? - zapukałam w drzwi. - Mogę wejść?
Otworzyła mi.
- Tak?
- Tata będzie dziś pracował w nocy i będzie dopiero jutro po jedenastej, a ja muszę pilnie jechać do Loretty. Będziesz miała coś przeciwko, że zostatniesz sama w domu? - spytałam.
- Nie, chyba nie. A kiedy wrócisz?
- Jeszcze nie wiem. Być może dopiero rano lub po pracy.
- Rano? Czy to coś poważnego, że tak...?
- Trochę, ale nie bój się, nic się nikomu nie stało. To ma związek z naszą pracą. Nie będziesz się bała być w nocy sama w domu, jeśliby nie udało mi się wcześniej wrócić?
- Dam radę. Nie jestem małym dzieckiem - uśmiechnęła się.
- Dziękuję. Nie idź za późno spać. Pa, słoneczko - cmoknęłam córkę w czoło i poszłam do sypialni po torebkę.
Wzięłam parę rzeczy i szybko wyjechałam z domu w stronę mieszkania Anniki.
Na miejscu Annika czekała w salonie na kanapie.
- Cześć jeszcze raz - zaśmiała się.
- No cześć - uśmiechnęłam się. - Udało się nam dzisiaj.
Wstała i podeszła do mnie.
- To chodź, piękna. Kąpiel gotowa - zamrugała do mnie łapiąc mnie za rękę.
Odłożyłam torebkę na kanapę i poszłam z dziewczyną do łazienki. Tak, jak sobie obiecałyśmy tym razem to ja weszłam pierwsza do wanny, a następnie ona.
- Mmmm... Jak ja cię kocham... - wtuliła się we mnie.
Objęłam ją.
- Moja dziewczynka... - pocałowałam ją w szyję.
Zamruczała.
Znów długo siedziałyśmy w wannie. Gdy woda zaczęła się robić chłodna szybko się umyłyśmy, a następnie ubrane w piżamy położyłyśmy się do łóżka.
- Lindsay, moja Lindsay... - Annika przytuliła się do mnie.
- Słodka jesteś.
Wsunęła mi rękę pod koszulę nocną i zatrzymała ją na moim biodrze.
- Linz? Bo mam pytanie do ciebie - powiedziała.
- Słucham.
- Jak ty tak właściwie miałaś na nazwisko zanim wyszłaś za mąż? Nigdy mi nie mówiłaś.
- Nazywałam się Lindsay Loudon.
- Ładnie. Też na L.
- Tak. Od zawsze byłam L.L. Tak naprawdę dopiero po ślubie zorientowałam się, że wciąż będę miała te same inicjały. A znałam Bradleya od podstawówki. Razem byliśmy już parę lat. Lexy przecież miała dwa latka. A ja jak zwykle zakręcona i nie pomyślałam, że nowe nazwisko też będę miała na L. No, ale na codzień to ja o takich szczegółach nie myślę.
Annika zaśmiała się.
- Ty jednak potrafisz - powiedziała. - A jak teraz po rozwodzie? Wracasz do Loudon, czy zostajesz przy Lloyd?
- Nie jestem jeszcze pewna, ale bardziej jestem skłonna zostać przy tym, co mam teraz. Po pierwsze przyzwyczaiłam się. Po drugie musiałabym wyrobić wszystkie dokumenty od nowa. No, a po trzecie, najważniejsze, to mam jednak szacunek do Bradleya. Nie kocham go, ale łączy nas więź i nie chcę, żeby się poczuł całkowicie przeze mnie odrzucony. Jest moim przyjacielem. Dlatego chcę zostać przy jego nazwisku, by wiedział, że nie jest mi całkowicie obojętny. Nie przeszkadza ci to, mam nadzieję.
- Nie. To twój wybór i twoja decyzja. Ja też jestem w sumie przyzwyczajona, że nazywasz się Lloyd. Nie myślę raczej na codzień, że masz to nazwisko od męża. Dla mnie jest twoje.
- Dobrze - uśmiechnęłam się. - I tak w ogóle zapomniałam ci o czymś powiedzieć. Mam już list z sądu dla Bradleya w sprawie rozwodu.
- Tak? To super. Kiedy mu go damy?
- Nie wiem jeszcze.
- A kiedy macie pójść do sądu?
- Piętnastego lipca. Trochę po moich urodzinach.
- To lepiej dajmy mu list jak najszybciej. Bo będziesz przeciągać i przeciągać, aż zapomnisz mu dać. Umówimy się może na za tydzień w sobotę, ok?
- No... Dobrze. Oh... Tak się denerwuję...
- Spokojnie. Jestem przy tobie - pocałowała mnie w czoło.
- Idziemy spać, Anni?
- Mhm... - wtuliła się we mnie
Poszłyśmy spać.
Rano obudził nas budzik Anniki.
Nie chciało mi się wstawać, więc tylko odwróciłam się na bok. Po chwili poczułam pocałunek na swoich ustach.
- Obudź się, śpiochu - powiedziała Annika.
Otworzyłam oczy.
- Mam na ósmą, prawda?
- Tak. Obie mamy i to razem. Na pierwszej lekcji angielski. Moja pani profesor powie nam jakie dostaliśmy oceny? - usiadła na mnie, sięgnęła okulary z szafki i założyła mi.
- A nie mówiłam wam jeszcze?
- Nie.
- Myślałam, że mówiłam. Twoją ocenę pamiętam na pamięć oczywiście. Jestem bardzo z ciebie dumna, Anni. Do czwórki zabrakło ci bardzo niewiele.
- Tak. Super, prawda?
- Jesteś bardzo mądra. Zawsze to wiedziałam.
Uśmiechnęła się szeroko.
- To chodź, wstawaj Linz. Idziesz do pracy, a ja do szkoły.
Wstałyśmy, zjadłyśmy śniadanie, uszykowałyśmy się i mogłyśmy wychodzić. Odwiozłam Annikę, tak jak kiedyś na przystanek autobusowy, a następnie udałam się do szkoły.
Dzień w pracy minął mi bardzo dobrze. Na większości lekcji pozwoliłam uczniom robić to, co chcieli. Skończyliśmy podstawę programową, oceny wystawione, więc dlaczego nie?
Lekcje miałam do popołudnia. Po nich udałam się prosto do domu. Jak zwykle zostawiłam samochód w garażu i weszłam do domu.
- Gdzie byłaś?! - usłyszałam.
Zobaczyłam w salonie męża. Był zdenerwowany.
- W pracy, a gdzie? - uśmiechnęłam się.
- Całą noc?
Zmroziło mnie.
- Jak to...? - spytałam
- Myślałaś, że się nie dowiem? Wiedziałem, że coś jest z tobą nie tak. Od paru miesięcy mnie zdradzasz, przyznaj się!
- Co? Nie mam nikogo...
- To gdzie byłaś całą noc?
- Skąd wiesz, że gdzieś byłam?
- Kochana, nie jestem taki głupi. Kolega poradził mi cię sprawdzić. Po pracy zamiast przyjechać do domu zostawiłem samochód u sąsiada naprzeciwko i zadzwoniłem do ciebie będąc u niego w domu, że nie wracam na noc. Do końca miałem nadzieję, że jednak tego nie zrobisz, ale jednak... Po zaledwie pięciu minutach wyjechałaś z domu i co...? Wróciłaś dopiero teraz. Gdzie byłaś? Mów! Napewno nie u Loretty. Zadzwoniłem do Marca czy jesteś u nich. Nie było cię tam, a więc okłamałaś naszą córkę.
Patrzyłam na niego zszokowana i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Mów! - krzyczał.
- Dobrze... Ja...
Powiedzieć prawdę, czy nie? Przyłapał mnie na sytuacji jednoznacznie wskazującej na zdradę. Nie chciałam się kłócić, ale nie mam już wyjścia. Ten rozwód potrwa bardzo długo...
- To prawda, mam kogoś... Przepraszam... Nie chciałam cię ranić, ale zakochałam się i nie miałam wyjścia... W każdej sytuacji zawsze pozostaje ktoś, komu sytuacja zaszkodzi... Wybacz...
- Kto to do cholery jest?!
Wzięłam głęboki oddech.
- Nie chcesz, to nie mów! Wyprowadzam się do rodziców... - przeszedł obok mnie popychając mnie trochę i poszedł na górę.
Czym prędzej zadzwoniłam do Anniki.
- Tak? - odebrała.
- Anni... To był podstęp. Bradley już wie. Musisz przyjechać tu jak najszybciej się da - powiedziałam.
- Co? Jaki podstęp?
- Dowiesz się na miejscu. Musisz tu być jak najszybciej!
- Dobrze, Linz. Postaram się, papa.
- Pa, czekam.
Rozłączyła się. Czekałam na nią chodząc w kółko na dworze przed drzwiami. Byłam jak kłębek nerwów. Po dwudziestu minutach podjechała taksówka. Od strony pasażera po chwili wysiadła Annika.
- Już jestem - zawołała i podbiegła do mnie. - Co się stało?
Razem weszłyśmy do domu. Bradley właśnie schodził ze schodów z torbą w ręku.
- Jeszcze tylko jej tu brakowało... Jaka ty jesteś dziwna... - powiedział i popatrzył na mnie.
- Chciałeś się dowiedzieć z kim... - powiedziałam.
Znieruchomiał.
- Jednak? Z jej ojcem, tak?
- Chodź, to ci wyjaśnię. Musisz wiedzieć o czymś jeszcze...
Pociągnęłam Annikę za rękę do salonu. Bradley zaciekawiony, choć nadal wkurzony, poszedł za nami.
- To z nią. Z nią cię zdradziłam... - powiedziałam.
Mężczyzna patrzył raz na mnie, raz na Annike.
- Czy ty...? Chcesz mi powiedzieć, że ty i ta dziewczyna...?
- Ja jestem lesbijką, Bradley... Przepraszam za te wszystkie kłamstwa. Nie potrafiłam się przyznać... To, że ja z Anni to nie wszystko. Ja... Nie od teraz tak mam. Jeszcze zanim zostałam twoją dziewczyną to... Ja byłam z Charlotte. Z tą Charlotte. Przez sześć lat. Jej odejście było dla mnie bardzo trudne. Załamałam się tak bardzo, bo kochałam ją ponad życie. Myślałam, że nie będę już umiała pokochać żadnej innej dziewczyny, a ty byłeś we mnie taki zakochany, więc związałam się z tobą dla ciebie. Bo ty tego chciałeś. Popełniłam błąd, przepraszam. Oczywiście nie dla tego, że z tobą byłam, a dlatego, że cię oszukałam. Chciałam dobrze dla ciebie, a zrobiłam pewnie coś gorszego niż odmówienie ci związku... To też nie jest tak, że jesteś mi całkiem obojętny. Zawsze byłeś dla mnie przyjacielem. Nawet bratem. Ale nigdy kochankiem. Wybacz...
- Ty sobie żartujesz, tak?!
- Nie - wyjęłam z torebki kopertę i podałam mu.
- Co to jest? - wziął ją.
- Chcę rozwodu.
Otworzył ją i zaczął czytać.
- Ja pierdole... Ty jesteś jakaś nienormalna, kobieto! Już bym chyba wolał żebyś miała kochanka a nie takie coś! Dałbym mu w ryj i po sprawie, a tak... - spojrzał z obrzydzeniem na Annike.
- Przykro mi... Chciałabym, żebyśmy nadal pozostali w przyjacielskich stosunkach. Wiem, że po ostatnich wydarzeniach może być ciężko. Jesteś na mnie wściekły i nie ma się co dziwić...
- Po tym wszystkim? Ty się powinnaś leczyć! Ty zdajesz sobie sprawę, że bzykasz się z nastolatką?
- Przede wszystkim jestem jej dziewczyną, nie kochanką. Kochanką tylko czasem. No i tak, zdaję sobie sprawę, że ma naście lat. Mimo to ją kocham. Jest już na tyle dorosła, że mogę z nią być.
- Ja pierdole... Przez tyle lat nie wiedziałem z kim ja żyję... Jesteś obrzydliwa... Z drugą laską i do tego nastoletnią... Skoro niby jesteś lesbą, to po cholerę za mnie wyszłaś? Po co szłaś ze mną do łóżka, co?!
- Dla ciebie. Bo chciałeś. Wiem, że to ja jestem tu wszystkiemu winna, ale spróbuj popatrzeć na to z innej strony. Zobacz jak całe życie się dla ciebie poświęcałam. Dla ciebie i Lexy.
- Jasne... Wiesz co? Postaram się o to, żebyś po rozwodzie straciła do naszej córki jakiekolwiek prawa.
Na jego słowa poczułam strach.
- Nie... Tylko nie to... Dogadamy się. Proszę! Nie możesz mi tego zrobić...
- A ty mogłaś zrobić mi to wszystko? Udawać kochającą żonę prawie piętnaście lat!?  Nie pozwolę na to, żeby moją córkę wychowywały lesby! Wyprowadzam się do rodziców, a ty spróbuj tylko powiedzieć Lexy o twoich chorych upodobaniach...
- Już wszystko wiem! - usłyszeliśmy krzyk od strony schodów.
Stała tam Lexy.
Poczułam jeszcze większy strach. Nie byłam gotowa na rozmowę z nią. Nie miała dowiedzieć się w taki sposób...
- Córeczko... - powiedziałam.
- Myślałam, że mam normalną rodzinę, a tymczasem jestem córką lesbijki i jej przyjaciela, tak? Pewnie jeszcze wpadką... - rozpłakała się.
- Lexy... Oboje z tatą cię bardzo kochamy. Niezależnie od tego, że nam się w życiu nie ułożyło.
- To wszystko twoja wina! - krzyknęła na Annike. - Miałam cię za koleżankę, a ty rozbiłaś moją rodzinę! Gdybyś się nie pojawiła mama kochałaby tatę i wszystko byłoby dobrze!
- To nie jej wina... - próbowałam ją uspokoić.
- Zamknij się! - krzyknęła.
- Nie podnoś na mnie głosu!
- Będę! Nienawidzę was wszystkich! - uciekła po schodach na górę.
- Zadowolona jesteś z siebie? - Bradley spojrzał na mnie. - Tyle lat i nagle takie coś... Pff...! - wyszedł.

*Annika*
Lindsay była przerażona. Chyba spodziewała się innej reakcji najbliższych. Jej dłonie drżały, a w oczach miała łzy.
- Spokojnie, kochanie... - pogłaskałam ją po ramieniu.
Wtuliła się we mnie.
- Musisz dać im trochę czasu. Ochłoną i jestem pewna, że wasze relacje będą znów dobre.
- Najbardziej boję się, że stracę córeczkę... Bradley chce mi ją odebrać... Ja nie przeżyję tego...
- Na pewno tak nie będzie. Jest zły, ale przejdzie mu potem. Nie ukrywajmy, że postawiłaś mu życie do góry nogami, ma prawo się wściekać, ale nie odbierze ci córki. Nie ma podstaw, by to zrobić.
- Boję się...
- Ciii... - głaskałam ją po plecach. - Jak się dowiedział? O jakim podstępie mówiłaś?
- Wczoraj przyjechałam na noc do ciebie, bo Bradley zadzwonił, że nie wróci na noc z pracy. Okazało się, że wcale tak nie było. Był w domu u sąsiada, kiedy do mnie dzwonił, bo chciał sprawdzić co zrobię. No a ja pojechałam do ciebie... Widział to. Kiedy wróciłam dzisiaj do domu naskoczył na mnie żądając wyjaśnień. Musiałam się przyznać...
- Eh... - pocałowałam ją w czoło. - Już dobrze, kochanie. Przynajmniej masz to za sobą. Bradley już wie, wyprowadził się. Masz spokój. A to z Lexy... Ona potrzebuje po prostu czasu.
- Chyba powinnam z nią teraz porozmawiać w cztery oczy.
- Pewnie. Porozmawiajcie.
- To odwiozę cię do domu, Anni. Lexy to jeszcze dziecko. Beze mnie nie poradzi sobie z rozstaniem rodziców. Muszę jej wytłumaczyć co czuję do ciebie, czego nie do Bradleya i miejmy nadzieję, że chociaż ona mi to wybaczy.
- Ja mogę wrócić do domu sama. Idź do niej. Na pewno cię teraz potrzebuje.
- Na pewno wrócisz sama?
- Oczywiscie.
Pocałowałam ją.
- Do jutra, księżniczko.
- Dziękuję, że przyjechałaś - przytuliła mnie.

//////////////
To się porobiło. 😋 Jak myślicie? Co się dalej stanie? Rozwód Lindsay faktycznie potrwa długo, czy jednak uda im się ostatecznie pogodzić? Co na to Lexy? Zaakceptuje Annike jako partnerkę matki?

A ja życzę wam już szczęśliwego nowego roku. ^^ Macie plany na sylwestra? Ja mam. Chipsy i telewizor. 😂😂😂 Papa! 💕 Do następnego. ^^

A przy okazji zapraszam zainteresowanych na mojego bloga liliofficial.pinger.pl i instagram lili33love ❤

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!