Rozdział 70

1K 96 14

*Lindsay*
Od nocy z Anniką nie opuszczał mnie dobry humor. Najchętniej powiedziałabym teraz całemu światu co czuję do tej pięknej dziewczyny. Jednak jedyną osobą, z którą ewentualnie mogę się podzielić tą historią jest Loretta. No, a nie wiem czy powinnam jej mówić co zrobiłyśmy. Może znów zacząć mnie pouczać. Zastanawiałam się nad tym co chwilę.
W poniedziałek w pracy wciąż miałam ochotę się uśmiechać. Tym bardziej, gdy myślałam, że ją niedługo zobaczę. Pierwszy raz tego dnia spotkałam ją na korytarzu z przyjaciółkami. Jak zawsze była cała roześmiana. Szczerze jej zazdroszczę tego pozytywnego patrzenia na świat.
Podczas lekcji z klasą Anniki nastolatka stale posyłała mi urocze uśmiechy, przez co nie mogłam się skupić. Do tego denerwowałam się, by nikt nie zobaczył mojego rozkojarzenia. Mam nadzieję, że to się udało.
Na przerwie chciałam iść do Loretty. Jednak przyszła do mnie Hannah Howard i wręczyła parę dokumentów do wypisania. Zajęłam się więc tym, co zajęło resztę przerwy.
Następnie miałam lekcje z 2B. Klasą, której jestem wychowawcą. Jak zwykle zanim rozpoczęliśmy język angielski musiałam upomnieć parę osób, żeby nie uciekali z ostatnich lekcji. Reszta zajęć przebiegła spokojnie.
Początek kolejnej przerwy jeszcze poświęciłam na parę spraw i zostałam znów w klasie. Minęły jakieś trzy minuty i usłyszałam, że ktoś otworzył drzwi. Spojrzałam w ich stronę.
- Co koleżanka taka zapracowana? - zaśmiała się Loretta i podeszła do mnie.
Wzięła krzesło od jednej z pierwszych ławek, postawiła obok mnie i usiadła.
- A wiesz... Sprawy wychowawcze - uśmiechnęłam się.
Popatrzyła co wypisuję.
- To pewnie też niedługo to dostanę.
- Pewnie tak.
- A jak tam minął wam piątek w nocy?
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie wiem czy chcesz to usłyszeć - powiedziałam.
- To znaczy?
- Przespałyśmy się, Lora - zaczęłam się cieszyć. - Może jeszcze nie tak do końca, ale był to seks.
- Poważnie? O, Boże... - była zaskoczona. - A to nie za wcześnie?
- Nie wiem i nie zastanawiam się nad tym. Ważne, że na pewno tego chciała, bo w końcu sama zaczęła. To było takie niesamowite...
- To dobrze. Jestem trochę przerażona, ale cieszę się twoim szczęściem, Linz.
- Dziękuje. Było mi z nią tak dobrze, tak słodko. Jest taka delikatna, ale i potrafi być namiętna. Uwielbiam to, jak ona całuje. Nauczyła się już i to naprawdę wychodzi jej bosko.
- Uroczo. Zasnęłyście w ogóle tamtej nocy?
- Ledwo. Wiesz jakie to były emocje? Ona leżała na mnie, całowała, dotykała... Naprawdę. Mój mąż nigdy nie dałby mi czegoś takiego jak ona, bo to facet, a ona jest...
- Czekaj! - przerwała nagle łapiąc mnie za rękę.
Popatrzyłam na nią zaskoczona. Brunetka patrząc gdzieś na koniec klasy szybko wstała i poszła w tamto miejsce.
- Jasper Anderson? - powiedziała zaglądając za jedną z szaf
Byłam przerażona. Miałam wrażenie, jakby moje serce na moment zatrzymało się.
- Wyjdź stamtąd natychmiast! - podniosła głos.
Zza drewnianej szafy wyszedł uczeń mojej klasy. Popatrzył na mnie wciąż śmiejąc się pod nosem.
- Co ty tam robiłeś!? - wstałam.
- Nic. Ja tak tylko dla żartów... - śmiał się dalej.
- Dla ciebie to jest śmieszne? Zobaczymy jak ci będzie do śmiechu jak cię z panią Lloyd zostawimy z naszych przedmiotów. - powiedziała Loretta i przyprowadziła go do mnie.
- Co słyszałeś? - spytałam.
- Wszystko. Pani ma romans z jakąś kobietą, tak? To nauczycielka? Uczennica?
- Nie twoja sprawa! - uderzyłam pięścią w swoje biurko krzycząc - Słuchaj! Jak piśniesz komukolwiek o tym choćby jedno słówko to jesteś skończony, rozumiesz!? Zrobię wszystko, żebyś nie zdał z angielskiego do trzeciej klasy w przyszłym roku!
- Z polskiego też leżysz jak się wygadasz. - dodała Loretta
- No dobrze... - przestał się śmiać i spuścił głowę.
- Co ci w ogóle strzeliło do głowy, żeby mnie podsłuchiwać?
- Nie chciałem podsłuchiwać... Schowałem się tak dla żartu, żeby w trakcie następnej lekcji wyskoczyć zza szafy. Żeby było śmiesznie. Nie wiedziałem, że przyjdzie pani Fedeline, ani że panie zaczną o czymś takim rozmawiać...
- No jakoś mi nie jest do śmiechu. Wyjdź stąd natychmiast i zapomnij o tym co słyszałeś, jasne?!
- Tak... Przepraszam panią...
- Wyjdź!
- Dobrze... Przepraszam.
Ze spuszczoną głową wyszedł z klasy.
- O mamo... - usiadłam i zakryłam twarz dłońmi.
- W porządku? - spytała Loretta kładąc mi rękę na ramieniu.
- Tak... Mam nadzieję, że nic nikomu nie powie... Przecież jak to dotrze do niektórych to jestem skończona. Jakby się Hannah Howard na przykład dowiedziała? Ona mnie zniszczy. Ta kobieta jest anty na wszystko. Już kilka razy słyszałam te homofobiczne wypowiedzi o parze chłopaków z liceum, co chodzili po korytarzu za rękę. Pamiętasz?
- Spokojnie, Lindsay. Myślę, że postraszyłyśmy chłopaka wystarczająco. Widziałaś, jaki wychodził stąd przerażony. Myślę, że nic nie powie. - zaczęła mnie głaskać po ramieniu.
Westchnęłam.
- Nigdy już nie rozmawiajmy o Annice w szkole, dobrze? - spytałam
- Dobrze.
- Bo przy kolejnej takiej akcji chyba zejdę na zawał...

*Annika*
Po kolejnej lekcji nabrałam ochoty porozmawiać ze swoją dziewczyną. Akurat miała dyżur na korytarzu, więc poszłam tam do niej.
- Dzień dobry - przywitałam ją.
Nachyliła się lekko w moją stronę.
- Tylko nie dzisiaj... Wyjaśnię ci potem. Teraz idź stąd, proszę... - szepnęła nie tracąc poważnego wyrazu twarzy.
- No dobrze... - zdziwiłam się. - To życzę miłego dnia, proszę pani.
- Nawzajem, Aniołku - lekko się uśmiechnęła i kontynuowała spacer po korytarzu.
Stanęłam przy ścianie i obserwowałam nauczycielkę. Ewidentnie coś ją gryzło. Zaraz jak skończy pracę, a ja lekcje zadzwonię do niej, żeby to wyjaśnić.
Tak też zrobiłam. Wybrałam numer do Lindsay, kiedy wiedziałam, że już jest po pracy. Odebrała.
- Cześć, kochanie. Gdzie jesteś? - powiedziałam.
- A właśnie wychodzę ze szkoły. Poczekaj - odsunęła lekko telefon od ust. - Do widzenia.
- Do widzenia - usłyszałam w tle kobiecy głos.
Lindsay przez chwilę się nie odzywała.
- Już jestem w samochodzie. Co chciałaś, Annisiu? - spytała
- Powiedz mi, czy coś jest nie tak? Nie chciałaś rozmawiać ze mną w szkole i byłaś jakaś smutna.
- Eh, wiesz... Zaliczyłam wielką wpadkę.
- Jaką?
- Opowiadałam Lorettcie u mnie w klasie o naszej nocy i nagle ona zobaczyła, że jeden uczeń z mojej klasy schował się za szafą i wszystko słyszał.
- O Boże!
- Normalnie zawał. Nastraszyłyśmy go z Lorą, że jak się komuś wygada, to zrobimy tak, że nie zda do następnej klasy, ale potem i tak na przerwach patrzył na mnie stale. Nie słyszał wtedy kim jest moja kochanka, nie wiem, pewnie nie użyłam w ogóle twojego imienia, więc prawdopodobnie będzie mnie teraz obserwował, by się dowiedzieć kim jesteś. Dlatego w ogóle nie możemy już rozmawiać w szkole. Jak on to odkryje, że jesteś moją uczennicą, to może wszystkim powiedzieć. Ten chłopak to taki typowy łobuz. Nasz romans będzie dla niego taką rewelacją, że pewnie zapomni, że mu groziłam i wszystkim powie. A wiesz co by się wtedy mogło stać. Boże, aż strach pomyśleć co mnie czeka jak wyjdzie na jaw, że przespałam się z uczennicą...
- Jejku... Tylko się nie przejmuj, słoneczko. Ukrywamy się przecież. Nikt się nie dowie, obiecuję.
- Obyś miała rację... Teraz kończę, bo nie lubię rozmawiać podczas jazdy.
- Dobrze, to papa. Do jutra.
- Do jutra, cześć.
W środę, kiedy Lindsay do mnie przyjechała na samym początku pokazała mi na Facebooku zdjęcie chłopaka, który ją podsłuchiwał, żebym wiedziała na kogo uważać. Potem zaczęłyśmy nasze zajęcia od zadań domowych z angielskiego.
- No, to zacznijmy od przetłumaczenia polecenia w trzecim zadaniu - pokazała je w podręczniku.
- Hmm... W zeszycie napisz zdania o tym, co myślisz o obrazkach. Użyj jednego z podanych czasowników i przymiotników.*
- Dobrze. No to zacznijmy od pierwszego obrazka. Co tu mamy? In English.
- It's a dog.
- Ok, to teraz ułóż zdanie. Jaki on może być?
Popatrzyłam na wszystkie wyrazy w ramkach i nabrałam ochoty na wygłupy.
- The dog... looks... delicious - powiedziałam śmiejąc się.
- Ok? - również się zaśmiała. - Picture number 2?
- The snake... - zaczęłam się śmiać na sam pomysł co mogę powiedzieć.
- Annika...
- The snake smells great... - powiedziałam.
Lindsay przewróciła oczami.
- The cupcake looks frightening... - powiedziałam kolejne zdanie, a brzuch zaczął mnie już boleć ze śmiechu.
- Oh... Opanuj się trochę, Anni...
Zasłoniłam zeszytem obrazki i słówka, by więcej głupot nie przychodziło mi do głowy. Po dwóch minutach uspokoiłam się.
- To może zadanie piąte. Uzupełnij zdania na twój temat.
- You think, tu przerwa, sounds great. - zastanowiłam się chwilę. - I think my girlfriend's voice sounds great.
- No dobrze. Jeśli nie napiszesz nic z kim jesteś to może tak być - uśmiechnęła się. - I dziękuję.
- Zdanie drugie. You think, przerwa, looks very attractive. I think my girlfriend looks very attractive.
Uśmiechnęła się znowu i pokręciła głową.
- Możesz być pewna, że skoro masz takie odpowiedzi, to na pewno nie każę ci tego czytać na głos w klasie. Nie mogę dopuścić do tego, że będę się przy wszystkich rumienić przez ciebie.
- Zdanie trzecie. You always remember... I always remember about my girlfriend - zaśmiałam się, gdy znów udało mi się napisać w zdaniu o Lindsay.
- Teraz o mnie wszędzie będzie pisała... - zachichotała.
- Czwarte. You don't need, przerwa, to be happy. I... - wybuchłam śmiechem. - I... I don't need Hannah Howard to be happy...
- O Boże... - Lindsay przybiła sobie ręką w czoło śmiejąc się.
- No co? To prawda.
- Tak, zgadzam się, ale... Ty chyba dzisiaj masz za dużą głupawkę, by odrabiać zadania domowe.
- Chyba tak.


/////////
Witam ^^ I jak rozdział? Czyżby związek naszych bohaterek zyskał realne zagrożenie ujawnienia? Napiszcie koniecznie co myślicie o tej sytuacji. ^^

*Jedno i drugie zadanie są realnymi zadaniami z podręcznika "Gateway 3 plus" do szkoły średniej. A wygłupy Anniki moją i mojej przyjaciółki realną reakcją na nie. 😂😂😂 Nie ma to jak głupawka na angielskim. 😂

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!