Rozdział 28

1.2K 131 14


Cały wtorek żyłam numerem telefonu do Lindsay. Od teraz mogę do niej dzwonić gdy tylko chcę.

Od rana w środę myślałam tylko o tym, że pojadę do niej do domu. To takie ekscytujące! Mam tylko nadzieje, że nie spotkam się z jej mężem. Póki nie wiem jak on wygląda żadne sny czy przypadkowe myśli o tym, że są razem szczęśliwi nie mają twarzy. Nie chcę, by to się zmieniło.

W szkole na każdej przerwie męczyłam Anastacie słowami "Pojadę do niej!". Raz zrobiłam to, gdy siedziałyśmy z Tristianą. Spytała o kogo chodzi, ale się nie przyznałam. Lenie i Taylor też postanowiłam nie mówić. Chyba nie są gotowe usłyszeć, że zaczniemy się u niej spotykać.

Lekcje mi się bardzo dłużyły. Na każdej kolejnej czułam się coraz bardziej podniecona. Ciekawe jak tam będzie. Gdzie ona dokładnie mieszka? W domu czy w bloku?

W końcu się doczekałam dzwonka kończącego ostatnie zajęcia tego dnia. Pobiegłam szybko do szatni po kurtkę i wybiegłam ze szkoły. Wcale nie musiałam biec, ale miałam w sobie tyle energii, że jakoś musiałam ją wykorzystać. Umówiłyśmy się z Lindsay w najbliższej galerii handlowej. Dotarłam na najwyższy parking, a ona już tam na mnie czekała.

- Hej! - krzyknęłam do nauczycielki z daleka i pomachałam do niej.

Lindsay stała przy swoim samochodzie oparta o niego tyłem i robiła coś na telefonie. Kiedy ją zawołałam, spojrzała w moją stronę i uśmiechnięta czekała aż podejdę.

- Gotowa? - spytała, gdy stanęłam przed nią.

Popatrzyłam jej w oczy po czym ją przytuliłam.

- Anni... Proszę cię... - zaśmiała się.

- Co?

- Bez przesady z tymi czułościami. Przytulasz mnie prawie codziennie. Ja nie wiem czy to tak dobrze - śmiała się dalej.

Puściłam ją.

- Jeśli nie chcesz to ok - powiedziałam.

Uśmiechnęła się.

- Wsiadaj, Anni - otworzyła mi drzwi od strony pasażera, a sama poszła usiąść za kierownicą.

Usiadłam na przednim siedzeniu w jej samochodzie. O jeju, jestem w aucie Lindsay!

Rozejrzałam się dyskretnie. Na tylnych siedzeniach był jakiś bałagan. Leżała tam torba na zakupy, jakaś kurtka i pusta butelka po wodzie. Kolejna butelka leżała między przednimi siedzeniami, a razem z nią trzy papierki po cukierkach. Lin chyba niezbyt często tu sprząta.

- Zapnij pasy, malutka - powiedziała do mnie, gdy wsiadła.

- Już - zrobiłam to. - Daleko mieszkasz?

- Na przedmieściach.

- W domu czy w bloku?

Zaśmiała się i ruszyła.

- Zobaczysz, Anni.

Postanowiłam nie męczyć jej pytaniami, gdy prowadziła samochód, więc całą drogę patrzyłam przez okno i starałam się zapamiętać drogę. Nigdy wcześniej nie byłam w tej części miasta.

Do celu dojechałyśmy po trzydziestu minutach. Nauczycielka stanęła przed bramą domu o beżowych ścianach. Sięgnęła do torebki po pilot do bramy i garażu, a potem kolejno je otworzyła. Zaparkowała w przyciemnionym pomieszczeniu.

- Czyli mieszkasz w domu - powiedziałam dumna ze swojego wniosku.

- Tak, Anni - zaśmiała się i odpięła mi pasy, a następnie sobie. - Ciekawska jesteś. Lubisz dużo o ludziach wiedzieć, prawda?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!