Rozdział 12

1.3K 113 7


W poniedziałek, tak jak obiecałam pani Lloyd zostałam po lekcjach. Gdy zjawiłam się pod salą okazało się, że jednak nie będę z nią sama. Na nauczycielkę czekało jeszcze parę innych osób, w tym moja koleżanka Maya. Podeszłam do niej i przytuliłyśmy się na powitanie.

- Też przyszłaś coś poprawiać? - spytała.

- Nie do końca. Najpierw muszę się nauczyć, a potem mogę poprawiać. Chcę, żeby mi wytłumaczyła lekcje, bo nie rozumiem.

- Spoko. Ja muszę napisać jeszcze raz ostatni sprawdzian, bo dostałam jedynkę. Nie chciało mi się uczyć.

- Pamiętam. Niedawno jak jechałyśmy razem do szkoły mówiłaś mi o tym - uśmiechnęłam się.

Rozmawiałyśmy aż nie przyszła pani Lloyd. Obserwowałam ją ostrożnie już z daleka i zauważyłam, że chyba się ucieszyła, że przyszłam. Upewniłam się w tym, kiedy wchodziłam do klasy, a ona z uśmiechem popatrzyła mi w oczy. Myślę, że się cieszy, że w końcu wzięłam się za naukę i przyszłam do niej.

Usiadłam w ławce z Mayą.

- Poproszę, żeby osoby piszące sprawdziany czy kartkówki usiadły osobno od pierwszych ławek w tył, a ci którym mam coś wytłumaczyć od ostatnich ławek, również osobno.

Musiałyśmy się więc rozstać. Życzyłam koleżance powodzenia i usiadłam pod oknem z tyłu klasy. Nauczycielka rozdała sprawdziany i jako pierwsza podeszła do dziewczyny siedzącej ławkę przede mną. Tamta wyciągnęła zeszyt, a pani Lloyd usiadła obok niej i zaczęła jej coś po cichu tłumaczyć. Przyglądałam się nauczycielce. Miała tego dnia związane włosy w luźnego koka z tyłu głowy, granatową marynarkę, jasnoróżową bluzkę z naszytymi co kawałek perłowymi koralikami, a na nogach klasyczne dżinsy i modne kozaczki. Wyglądała bardzo pięknie. Może i nawet seksownie. Gdybym tak mogła ją przytulić... Annika, przestań! Spuściłam głowę odrywając od niej wzrok. Każda inna tylko nie Lloyd. Dlaczego nie mogłam zwrócić uwagi na przykład na którąś z koleżanek z klasy? To byłoby jeszcze realne. A nauczycielka? Nigdy tak na mnie nie popatrzy, jak ja na nią. Nie wolno mi nic do niej czuć. Nie mogę, muszę przestać.

Po pięciu minutach pani Lloyd zadała dziewczynie jakieś zadanie w podręczniku, wstała i przysiadła się do mnie.

- A więc w czym ci pomóc, Aniołku? - spytała z uśmiechem.

Spojrzała mi przy tym w oczy. Nie umiałam się odezwać. Ona... Tak blisko mnie... Patrzy na mnie... Jeju...

Po chwili widząc moją reakcje popatrzyła na mnie pytająco. Dasz radę, Anni. Powiedz coś.

- Noo... - przerzuciłam parę kartek w zeszycie. - Użycie "some" i "any" w zdaniach, i... te wszystkie "puszka coli", "paczka mąki", te... no... opakowania - powiedziałam nieco chaotycznie.

- Dobrze. Zaczniemy może od tych słówek. "Some" i "any" używamy, Aniołku, gdy mówimy o czymś, czego nie możemy policzyć - zaczęła tłumaczyć.

Mówiła spokojnie, powoli wszystko opisując i dając mnóstwo przykładów. Zrozumiałam o co chodzi mimo, że brzmienie jej głosu działało coraz bardziej na moje zmysły.

- Teraz może spróbujesz sama zrobić zadanie drugie. Zawołaj mnie, kiedy skończysz - uśmiechnęła się i przeszła do kolejnej osoby.

Zajęłam się zadaniem. Kiedy robiliśmy je na lekcji nie umiałam, a teraz wydało mi się ono prostsze niż wtedy. Mogłam posłuchać jej od początku i przychodzić tu po lekcjach. Gdy skończyłam zawołałam nauczycielkę. Dokończyła z tamtą osobą i podeszła.

- Świetnie. Widzę, że zrozumiałaś. Chcesz zrobić jeszcze jedno, czy przechodzimy dalej? - powiedziała nachylając się od tyłu przez moje ramię.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!