Rozdział 57

843 109 14


W środę jak zwykle umówiłyśmy się z Lindsay u mnie. Najpierw się uczyłyśmy, a potem znalazł się czas, żeby porozmawiać. Postanowiłam poruszyć temat szkolnego konkursu.

- Linz? A mam do ciebie jeszcze takie pytanie. Pewnie się nie zgodzisz, ale dla pewności spytam.

- Nie zakładaj z góry, że się nie zgodzę. O co chodzi?

- W szkole jest ten konkurs fotograficzny. Ten temat o miłości kojarzy mi się tak bardzo z tobą... Bardzo bym chciała wziąć udział i mam pomysł na ładne zdjęcie, tylko chciałabym, żebyś była na nim ty.

- Nie wiem, Anni... Chciałabym, ale nie wiem czy mogę. Wiesz, pani dyrektor jest jedną z osób, które rozstrzygają konkurs. Nie wiem co by powiedziała, gdyby zobaczyła mnie na twoim zdjęciu. Mogłaby nie być zadowolona, że się spoufalam z uczennicą.

- Wiedziałam...

- Ale nie bądź smutna. Annika... - uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę.

- A nawet jeśli nie na konkurs, to może zgodziłabyś się na sesję zdjęciową tylko dla nas? Bo mam w głowie taki pomysł, który aż nie daje mi w nocy spać. Tak bardzo mam ochotę go zrealizować.

- To jest bardzo dobry pomysł. Jeśli tylko dla nas to możesz mnie fotografować ile chcesz. Tylko co to by miały być za zdjęcia?

- Moja wizja to ty w parku wśród natury. Taka bardzo zmysłowa sesja. Chciałabym spróbować wydobyć twoje prawdziwe emocje i mam nadzieję, że ukażesz mi je przed obiektywem. One są bardzo silne dlatego może być trudno je okiełznać, ale jeśli się uda gwarantuję, że zdjęcia będą genialne, bo ty bardzo pięknie wyglądasz, gdy pokazujesz co czujesz. Najbardziej zależy mi na niewinnym zauroczeniu. Takim jakie widać, gdy mi się rumienisz, kiedy jestem blisko ciebie.

- Spróbuję, tylko czy to bezpieczne, żebyś fotografowała mnie w parku? A jak ktoś ze szkoły przyjdzie?

- Proszę, Linz. Ten jeden raz. Zrób to dla mnie. Nie musi to być park w naszym mieście. Może być gdzieś dalej. Możesz go sama wybrać. Tylko się zgódź.

- Ja... Zastanowię się, dobrze, Anni?

- Dobrze. Wiedz tylko, że mi bardzo zależy. Masz czas tak długo, jak na drzewach są zielone liście i kwitną kwiaty. To idealna pora na moją sesję.

- Twój pomysł mi się bardzo podoba, tylko się boję. Przemyślę to i popatrzę, gdzie mogłybyśmy to zrobić.

- Mogę ci jeszcze zaproponować, żebyś pojechała ze mną do mojej rodzinnej wsi. Tam jest bardzo ładny park. Minusem tego jest tylko odległość. Nie wiem czy będzie ci się chciało jechać osiemdziesiąt parę kilometrów tam i z powrotem tylko dla paru zdjęć. Ale plusem jest to, że w naszej szkole nie ma nikogo z mojej wsi. Tam moglibyśmy chodzić nawet za rękę po ulicy. Spotkałybyśmy się tylko za takie coś z nietolerancją, ale to inna sprawa.

- Przemyślę to, obiecuję - uśmiechnęła się. - A teraz ja mam do ciebie taką propozycję. Chciałaś jechać ze mną do mojej Charlotte. Możemy to zrobić za tydzień po naszych lekcjach, ale nocą. W ciemności będę się bezpieczniej czuła z tobą przy mnie na ulicy.

- Dobrze, zgadzam się. A co na to twój Bradley? Nie odstawi znów sceny zazdrości, że jest ciemno, a ty nie wracasz do domu?

- Uprzedzę go, że po naszych lekcjach pojadę na cmentarz. Akurat do moich częstych wizyt tam jest przyzwyczajony, więc myślę, że nie będzie podejrzliwy i nie będzie mnie nigdzie szukał.

- Mam nadzieję. 

- Jestem tego pewna. Poza tym po ostatniej sytuacji u Loretty, gdy byłam u ciebie na noc chyba poczuł, że przesadza i jest dla mnie miły do przesady. Szczególnie, że oświadczyłam mu, że nie będę spała z takim zazdrośnikiem w jednym łóżku póki się nie uspokoi i od tamtego czasu śpię w nocy w pokoju gościnnym.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!