Rozdział 67

960 108 19

Po historii był WF. Nie ćwiczyłam, bo byłam świeżo po chorobie. Następną lekcją była wiedza o społeczeństwie, a potem polski z Lorettą. Oczywiście przypomniała nam o dzisiejszej nocy filmowej. Tym razem nie będę na niej samotna. Tristiana zgodziła się pójść ze mną.
Na lekcji Lora tłumaczyła nam jak opisać dzieło sztuki. Dla mnie fajny temat.
- Anni! - zawołała mnie Tristiana, siedząca ławkę za mną.
- Tak? - odwróciłam się do niej
- Tak co do dzisiejszej lekcji. Wiesz ile obrazów powstało na podstawie dramatów Szekspira? Idea fanartów istnieje dłużej niż ludzie myślą - powiedziała uśmiechając się.
- W sumie racja.
- Annika, nie odwracaj się do koleżanki - powiedziała Loretta.
Odwróciłam się do nauczycielki.
- Przepraszam...
Kontynuowała opowiadanie i podyktowała notatkę.
- To teraz otwieramy podręczniki na siedemdziesiątej trzeciej stronie. Macie tam obraz. Zaczniecie teraz go opisywać zgodnie z tym, co podałam. Nie zdążycie do końca lekcji, bo zostało sześć minut, więc zrobicie to jako zadanie domowe - powiedziała nauczycielka.
Wszyscy otworzyliśmy podręczniki. Obraz na wskazanej przez Lorette stronie przedstawiał zastawiony stół.
- Anni! - znów zawołała mnie Tristiana. 
Odwróciłam się do niej.
Wskazała mi na obrazie w podręczniku butelkę wina.
- Wiem, wiem... - zaśmiałam się. - Lubisz wino.
- Tak. Wolę wódkę od wina, kawę od wódki, herbatę od kawy i wino od herbaty. Trochę jak "papier, kamień nożyce".
Śmiałam się.
- Ty! A wiesz, że plamę z czerwonego wina można wybarwić białym winem? - spytała
- Super.
- To straszne marnowanie wina.
- Tres...
Teraz to ona się zaczęła śmiać.
- Annika, proszę cię... - powiedziała Loretta.
- Już, już. Tylko pomagałam Tristianie.
- Pracuj, Anni. Będziesz mieć mniej do domu, jak teraz zaczniesz.
- Już.
Po polskim zostały już tylko trzy lekcje i do domu. Uprzątnęłam trochę mieszkanie i wieczorem wróciłam do szkoły. I tym razem samorząd szkolny częstował słodyczami przed wejściem. Dostałam od nich różowego lizaka w kształcie serca.
Udałam się do biblioteki. Loretta już była, Lindsay jeszcze nie. Tristiany też nie było. Zajęłam sobie miejsce w pierwszym rzędzie.
Długo nie musiałam czekać na przyjście Tristiany. Usiadła obok mnie.
- Hej. I co? Twojej pani jeszcze nie ma? - spytała.
- Nie. Może jeszcze zdąży. Ma piętnaście minut.
- Ale Loretta ma ładną spódnicę.
Spojrzałam na brunetkę.
- No racja. Ale nie miała jej dziś na lekcji. Ciekawe czemu się przebrała.
- Może się pobrudziła albo miała ochotę zmienić.
Tristiana zaczęła nucić fragment znanej piosenki, a ja patrzyłam na drzwi wejściowe do biblioteki czekając na Lindsay.
Blondynka zjawiła się minutę przed dwudziestą. Ona to ma czasem wyczucie czasu... Wbiegła do środka, podeszła do Loretty, porozmawiały kilka minut i rozpoczęły prowadzenie zajęć. Tym razem Loretta opowiadała krócej, bo film, który będziemy oglądać jest bardzo długi.
Po wykładzie włączyła film i usiadła przy biurku. Lindsay za to, jak ostatnim razem poszukała sobie miejsca w tłumie. Znów udało mi się zostawić wcześniej wolne miejsce obok mnie. Miałam nadzieję, że Linz ze mną usiądzie, ale jednak nauczycielka poszła do trzeciego rzędu.
Przez pierwszą godzinę filmu oglądałam go uważnie. Później zaczęło mi się już nudzić. Spoglądałam na Tristiane, na Lorette, oglądałam się za Lindsay, rozglądałam po sali. No nie przepadam za "Titaniciem". Nigdy nie wytrzymuje do końca.
Przez ostatnie pół godziny opierałam się głową o ramię Tristiany mając zamknięte oczy. Dobrze, że nie zasnęłam.

*Lindsay*
Film trwał na tyle długo, że od razu po nim wypuściłyśmy z Lorą uczniów do domów. Tym razem, żeby nie mieć za dużo pracy poprosiłyśmy, by każdy wychodząc zabrał ze sobą krzesło, na którym siedział, i zaniósł do klasy, z której było tu przyniesione. Wszyscy wyszli z wyjątkiem Anniki.
- I jak tam, słoneczko? - podeszła do mnie.
- Dobrze, a ty? Wyglądasz na zmęczoną - powiedziałam.
- Jak dla mnie film był zbyt długi. I niezbyt go lubię.
- Bywa. Ale początkowa prezentacja była ciekawa, prawda? - spytała Loretta.
- Oczywiście, proszę pani.
Lora się zaśmiała.
- A Lindsay pochwaliła się pani jakie jej zrobiłam paznokcie? - spytała.
- No jasne, że się jej pochwaliłam - powiedziałam.
- Tak. Bardzo ładnie zrobione - powiedziała brunetka.
- A zrobić pani też? Bo mogę. Chce pani?
- No nie wiem...
- Może pani to spokojnie przemyśleć. Ja nic nie chcę za to. Tylko ładny uśmiech starczy.
Szturchnęłam swoją dziewczynę. Co jej ostatnio odbija... Zachowuje się, jakby podrywała Lorette.
- No co? - spojrzała na mnie.
- Nic... Jedziemy, Anni. Lora, dasz sobie radę? Do wyniesienia zostały cztery krzesła, trzeba ustawić stoliki, zamknąć bibliotekę na klucz i tyle.
- Jasne, że dam. Miłej nocki, dziewczyny.
- Dziękujemy - odpowiedziała Annika.
Razem z nastolatką zabrałyśmy swoje rzeczy i wyszłyśmy na korytarz.
- Czy ty flirtujesz z moją przyjaciółką? - spytałam poddenerwowana.
- Co? Skąd ten pomysł? - zdziwiła się.
- "Ja nic nie chcę za to. Tylko ładny uśmiech..."
- Tylko jestem miła - broniła się. - Lindsay, przecież już ci mówiłam, że w moim serduszku mieszkasz tylko ty.
- No dobrze... Może się za bardzo czepiam...
- Ostatnio trochę tak, ale to nie szkodzi. Zazdrość jest normalna.
Miałam ochotę ją objąć, ale nie mogłam przez szkolny monitoring. Eh...
Razem udałyśmy się na parking. Otworzyłam samochód i obie do niego wsiadłyśmy.
- Podjedziesz na chwilę pod sklep? - spytała, gdy ruszyłam.
- Mogę. A jaki?
- Spożywczy. Obojętnie który. Jak ci wygodnie. Chciałam kupić coś na kolację. Jestem głodna, a ty?
- Też. A co chcesz kupić dobrego?
- Co powiesz na pizze?
- Uwielbiam, ale nie powinnam jej jeść. Szczególnie przed snem.
- Hmm... To możemy zjeść jakieś kanapki. I napiłabym się gorącej czekolady. Lubisz?
- Lubię, ale znów czy ja powinnam pić to na noc?
- Umm.. To nie wiem... Wszystko na co mam ochotę, to ty nie chcesz...
- To, że ja nie chcę, to nie znaczy, że ty nie możesz. Nie musimy jeść tego samego. Kup sobie tę pizzę, kakao, czy co tam chcesz. Jeśli ci nie zaszkodzi to jedz. Ja mogę zjeść sobie jogurt, wypić herbatę i mi to wystarczy.
- No dobrze. Jaki ci jogurt kupić? Bo nie mam w domu już żadnych.
- Truskawkowy. Jakiś najtańszy. Nie chcę cię narażać na żadne koszty.
- Ze spokojem, Lindsay. To tylko jeden jogurt. To nie jest dużo.
Po kilku minutach zaparkowałam pod sklepem.
- Poczekam - uśmiechnęłam się do niej.
Wysiadła i przeszła do budynku. Sięgnęłam do swojej torebki po telefon. Nieodebrane połączenie od Bradleya. Oddzwoniłam do niego. Odebrał.
- Cześć, co chciałeś? - spytałam.
- Dowiedzieć się, czy dziś też nie wrócisz jak miesiąc temu. Śpisz u Lory?
- Tak. Wiesz, że my się tak lubimy, że nigdy nie mamy dość rozmów - zaśmiałam się.
- Wiem. Więc życzę ci miłej nocy, kochanie.
- Dziękuję. Dobranoc.
- Kocham cię.
- Ja też - rozłączyłam się i popatrzyłam w stronę sklepu.
Anniki nie było długo. Wróciła po trzydziestu minutach z pełną siatką zakupów.
- Jestem - powiedziała wsiadając do samochodu.
- I co tam kupiłaś?
- Pizze mrożoną z salami, kakao, jogurt truskawkowy dla ciebie, trzy jogurty dla mnie, sok jabłkowy i banany.
- Świetnie. Czyli możemy już jechać?
- Możemy.
Kilkanaście minut i byłyśmy w jej mieszkaniu. Annika zaczęła od rozpakowania zakupów, a ja usiadłam przy stole.
- Jak tam w szkole, malutka? - spytałam
- Dobrze. Całe szczęście, że w poniedziałek nie mam żadnego sprawdzianu. Ostatnio po naszej nocy byłam w szkole totalnie rozkojarzona i w takim stanie napisałam kartkówkę z informatyki na dwójkę. Nic nie umiałam. Pamiętałam tylko jak słodko mnie przytulałaś w nocy.
- Ooo... Ale na wtorek nauczysz się z trzech ostatnich lekcji na angielski, tak?
- A po co? - spojrzała na mnie.
- To tylko taka moja dobra rada.
Lekko się uśmiechnęła i zajęła się rozpakowaniem pizzy.
- Ale z trzech co były, czy dwie plus ta co w poniedziałek? - spytała po chwili.
- Trzy pierwsze tematy z tego działu, co teraz omawiamy, Annisiu.
- Dobrze. A tylko ja, czy wszyscy mają się nauczyć?
- Wszyscy to i tak powinni umieć. Ale tylko ty możesz wiedzieć dlaczego akurat tego dnia, rozumiesz?
- Rozumiem.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam mówiąc jej o kartkówce, ale i tak już się z tego nie wycofam.
Dziewczyna włożyła swoją pizze do piekarnika a potem wstawiła wodę w czajniku. Następnie podała mi jogurt i łyżeczkę, a sama poczęstowała się jednym banananem. Usiadła przy stole naprzeciwko mnie. Skupiłam się na jedzeniu. W pewnym momencie poczułam dotyk na swojej nodze. Podniosłam wzrok kierując go na nastolatkę. Siedziała podpierając głowę ręką o stół i z uśmiechem wpatrywała się we mnie. Przy tym delikatnie pocierała stopą o moją łydkę.

//////////////////
Hej ^^ Co u was? Jak podobał się rozdział? Pewnie nie możecie się doczekać co będzie dalej. ^^

Na koniec mam dla was zapowiedź nowej postaci, która zawita do książki już niedługo i trochę namiesza. 😉 Przed wami Tamara. Jakieś teorie kim będzie? 😊

 Jakieś teorie kim będzie? 😊

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Do następnego 💕

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!