Rozdział 27

1.1K 120 27

W sobote płakałam trochę od rana. Wszędzie w internecie było pełno zdjęć zakochanych par, a ja jestem taka samotna... Ciekawe ile jeszcze będę musiała czekać aż spotkam tą jedyną. Bo Lindsay na pewno nią nie będzie. Nigdy mnie nie pokocha. Już ma swoją rodzinę... Nigdy wcześniej jej źle nie życzyłam, ale muszę dziś zrobić wyjątek i mam nadzieje, że walentynki spędzi samotnie.

W poniedziałek mam sprawdzian z technologii, więc uczyłam się na niego prawie cały weekend, żeby nie myśleć o niczym, co mnie smuci. Potem w ten dzień specjalnie przyjechałam wcześniej do szkoły, żeby przypomnieć sobie wszystko jeszcze przed lekcjami. Siedziałam na podłodze na korytarzu, kiedy zauważyłam, że przyszła Tristiana. Miała ze sobą poza torbą na książki mały worek, z którego wystawała włóczka. Sznurek ciągnął się z siatki aż do jej rąk, a ona robiła coś na drutach. Poważnie! Na takich samych drutach jak zwykle mówi się, że robią tylko babcie.

Nowa usiadła niedaleko mnie. Zaciekawiona cały czas przyglądałam się jak przeplatała włóczkę przez kolejne oczka. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak młody zajmował się czymś takim. Ona musi być naprawdę interesująca skoro ma takie nietypowe zainteresowania.

Moja ciekawość wzięła górę i w końcu przysunęłam się bliżej jej.

- Co ty takiego robisz? - spytałam.

Spojrzała na mnie zdziwiona.

- Robię sobie sweter na drutach - powiedziała.

- Z tego będzie sweter? Wow, kto cię nauczył?

- Ciocia - uśmiechnęła się. - Kiedy go skończę zajmę się robieniem czapki dla mojego braciszka.

- To fajnie. Ile on ma lat?

- Pół roku.

- To jeszcze malutki. Ja mam starszą siostrę, która jest już dorosła.

- Chcesz, żebym ci pokazała jego zdjęcie?

- No zgoda.

Wyciągnęła z kieszeni spodni swój telefon. Poszukała zdjęcia i pokazała mi.

- Zobacz. To on z moim dziadkiem. Normalnie kocham to zdjęcie - uśmiechnęła się.

- Fajne.

- No! Uwielbiam fotografować brata.

Pokazała mi jeszcze parę innych zdjęć.

- Kurcze, przepraszam cię, ale możesz przypomnieć mi jak masz na imię? - spytała potem.

- Pewnie. Jestem Annika - podałam jej rękę.

- Tristiana.

- Masz bardzo ciekawe imię. Słyszę je pierwszy raz.

- Dzięki. W wolnym tłumaczeniu oznacza ono "smutna", chociaż jeśli chodzi o mnie, to jestem raczej wesoła.

Zaśmiałam się.

- Widzę. Słyszałam, że przyjechałaś tutaj z Anglii. Długo tam mieszkałaś?

- Trzy lata.

- A dlaczego wróciłaś?

- Tęskniłam, bo wychowywałam się w tym mieście. Chciałam też chodzić tu do technikum. Miałam przyjechać w wakacje, ale nie byłam jeszcze pewna dlatego mój przyjazd opóźnił się o pół roku. No, bo będąc w Anglii tęskniłam za domem, a teraz, kiedy zdecydowałam się wrócić tęsknię za mamą i bratem, bo oni tam zostali. Wciąż nie wiem czy dobrze zrobiłam. Okaże się.

Cały czas, gdy mówiła patrzyła na mnie i jednocześnie dalej robiła swój sweter na drutach. To chyba jakaś magia.

- Jestem pewna, że ci się tu spodoba. Szkoła ma super atmosferę, klasa jest fajna, no i nauczycielki.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!