Rozdział 48

912 103 33

Przyjechałyśmy do mojego domu. Loretty na szczęście jeszcze nie było. Annika usiadła przy stole i zaczęła robić coś w telefonie. Ja wstawiłam wodę na kawę. Szybko się zagotowała, i w tym samym czasie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi.

- Anni, wyłączysz wodę i zaparzysz kawę? Ja otworzę - powiedziałam.

- Pewnie - uśmiechnęła się i wstała.

Poszłam otworzyć drzwi.

- Cześć, Lindsay - przywitała mnie przyjaciółka.

- Cześć - przytuliłam ją.

Zaprosiłam kobietę do środka. Weszłyśmy do salonu, gdy akurat Annika stawiała kubki na stole.

- Annika? Co ty tutaj robisz? - Loretta zdziwiła się.

- Dzisiaj też jest zaproszona - powiedziałam.

- Dzień dobry, pani - nastolatka uśmiechnęła się do czarnowłosej.

- Dzień dobry... - odpowiedziała.

Usiadłyśmy przy stole.

- Anni, mów - zaczęłam.

- No dobrze. Pani Loretto, bo ja jestem tu dzisiaj nie bez przyczyny. Nasza Linz jest tchórzem i kazała mi to pani powiedzieć - zaśmiała się.

- No dzięki... - zaśmiałam się.

- Nie rozumiem - Loretta spojrzała na mnie i znów na Anni.

- Ja i Lindsay jesteśmy razem - złapała mnie za rękę.

- O mój Boże, nie mówicie poważnie? - zakryła ręką usta.

- Całkiem poważnie. Od wczoraj jest moją dziewczyną. A ty tak się upierałaś, że nie mam szans - powiedziałam.

- Ale... Jak to możliwe...?

- Kocham Lindsay. Po prostu. Podobają mi się dziewczyny i pokochałam właśnie ją. Teraz jestem najszczęśliwsza na świecie.

- Wybacz, ale nie mówiłam ci wszystkiego, Lora. Zawsze, gdy opowiadałam o udzielaniu korepetycji Annice pomijałam momenty, które najbardziej nas zbliżały. Pewnego dnia miziałyśmy się dobre pół godziny. Nie powiedziałam ci, bo się bałam. No i pocałowała mnie kilka razy w policzek czy w głowę. Ja ją też.

Loretta patrzyła na nas z niedowierzaniem.

- Ojej! Zapomniałam o ciasteczkach, które kupiłam - wstałam nagle i podeszłam do jednej z kuchennych szafek.

- Proszę. Niech pani to zrozumie. Ja wiem, że to nietypowa miłość. Że będzie nam trudno. Ale prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Będziemy ostrożne i nikt się nie dowie - Annika mówiła cicho do Loretty.

Nie odpowiedziała jej.

- Są ciasteczka - wróciłam na miejsce kładąc pudełko ciastek na stole. - Wiesz, Anniś. Zawsze, gdy się spotykamy ja zjem maksymalnie trzy ciastka, a Loretta resztę. W pewien sposób ją dokarmiam - zaśmiałam się. - Lora, dziś masz ciasteczka kokosowe.

- Dziękuje, ale... Dziś nie mam ochoty na słodkie - powiedziała.

- No dobrze. A ty? Poczęstujesz się? - podsunęłam Annice pudełko

- Chętnie - wzięła jedno ciastko.

- Coś powiesz, Lora? Co tak siedzisz? Zawsze taka rozgadana, a dzisiaj co?

- Nic... Nie mam humoru. Po prostu - powiedziała.

- Czy to przeze mnie? - spytała Annika.

- Nie, to nie twoja wina. Nie o to chodzi - uśmiechnęła się lekko.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!