Rozdział 7

1.5K 125 3

*Annika*
Zaraz po lekcjach zadzwoniła do mnie siostra i zapytała, czy może mnie dziś odwiedzić. Bardzo się ucieszyłam i zgodziłam  na jej propozycje. Nim doszłam ze szkoły do domu, ona czekała już pod moim blokiem. Dziewczyna miała dwadzieścia dwa lata i była mniej więcej mojego wzrostu. Łączył nas też kształt twarzy, kolor włosów i figura. Byłyśmy do siebie bardzo podobne z wyglądu. Ubierała się według mnie bardzo ładnie. Dziś założyła na siebie dżinsy i zieloną koszulkę.
- Cześć Anni! - zawołała do mnie z daleka.
- Hej Matilda. - Podbiegłam i przytuliłam ją.
Zaprosiłam dziewczynę do mieszkania, zrobiłam nam herbatę, a potem razem usiadłyśmy w salonie.
- Prawie miesiąc się nie widziałyśmy. Opowiadaj wszystko. Jak szkoła? Jak znajomi? - zaczęła.
- Wszystko super. Cała klasa mnie lubi, nikt mnie nie obraża, ani nie obrzuca papierkami. W końcu chodzę do normalnej szkoły.
- To bardzo się ciesze. Z kimś się bardziej zaprzyjaźniłaś?
- Tak. Najbardziej z Leną. Jest podobna do mnie. Lubimy wiele rzeczy tych samych, mamy podobne zdanie na każdy temat. Mieszka za miastem, a więc długo dojeżdża, i przez to nie spotykamy się po szkole. Obiecałam za to, że odwiedzę ją w domu jak będą ferie. Lubię też na przykład Anastacie, ale nie rozmawiamy aż tak często. Jest moim przeciwieństwem, ale za to świetnie się rozumiemy. Jak tak pomyślę, to czasem też rozmawiam z Taylor. Chyba z każdym z klasy już zamieniłam parę słów i nikt mi nic nie zrobił. To cudowne uczucie.
- Cieszy mnie widok ciebie takiej szczęśliwej - uśmiechnęła się. - Czy mi się zdaje, czy zrobiłaś się większą gadułą niż kiedyś?
- Chyba tak. Anastacia też ostatnio stwierdziła, że mi się buzia nie zamyka.
- No ładnie. A jak tam oceny? Jak nauczyciele? Da się wytrzymać?
- Oceny mam o stopień wyższe niż w gimnazjum. Poprawiłam się albo jest tu niższy poziom - zaśmiałam się. - Mam już na pewno dwie czwórki z biologii, piątkę z chemii, czwórkę z niemieckiego i coś tam jeszcze, ale nie pamiętam.
- A jedynki?
- Na razie tylko jedna z historii. A co do nauczycieli to tak, są fajni. Bardzo polubiłam panią od polskiego i panią od angielskiego. Obie są bardzo miłe, dobrze tłumaczą i tak dalej. Pani Fedeline, ona uczy polskiego, jest chyba największą gadułą świata. O wszystkim nam chyba już opowiedziała co wie, i to dwa razy. Często tyle nam mówi, czy to na temat lekcji, czy nie, że nie zdąży czegoś dokończyć, bo kończy się lekcja. Ta druga, od angielskiego nazywa się Lloyd. Zawsze jest na lekcji uśmiechnięta, często opowiada o swojej córce, Lexy. Jest bardzo pomocna i słyszałam, że prawie wszyscy ją lubią. Jakiś czas temu zaczęła do mnie stale mówić "Aniołku". Najpierw mnie to denerwowało, ale potem jakieś dziewczyny powiedziały mi, że ona tak mówi, bo mnie lubi. Od tamtej pory już mi to nie przeszkadza. Fajnie, że mnie lubi, ja ją też. Bardzo dobrze tłumaczy wszystko na lekcji. Mówiłam jej, że trudno mi się uczy języków, więc jak teraz opowiada coś ważnego to patrzy najczęściej na mnie, pyta czy rozumiem. Jest tak fajna, jak pani Agatha Flores z gimnazjum. Nadal za nią tęsknię, ale pani Lloyd jest równie fajna.
- Widziałam ostatnio tą twoją panią Flores w sklepie. Była z synami. Dzieci biegały wokół niej, a ona co chwile musiała je wołać, żeby nie uciekały.
- O jej... Fajnie, że ją widziałaś. Ja pewnie niezbyt szybko ją ponownie spotkam. To i tak nie ważne, bo przecież nie jestem i nie byłam dla niej ważna...
- Annika... Ona cie lubi, tylko to nauczycielka. Nie może się z tobą przyjaźnić.
- Tak, wiem... - Od razu dałam za wygraną mimo, że mam inne zdanie.
Nie będę się kłócić o to, co ona uważa, a co ja. To bezcelowe.
- O właśnie. A jak idą ci przedmioty zawodowe?
- Też dobrze. Najbardziej lubię technologie. Dowiedziałam się w ogóle, że za rok już nie będę miała takich przedmiotów jak fizyka, biologia czy chemia, a ja tak kocham chemię.
Od początku uwielbiam ten przedmiot ścisły. Radzę sobie w nim świetnie. Mam prawie same szóstki.
- To będziesz nieszczęśliwa bez chemii. I jak ty będziesz żyła? - zażartowała.
- Nie wiem - zaśmiałam się.
Rozmawiałyśmy bardzo długo. Opowiadała mi o swojej nowej pracy, o swoim chłopaku i o studiach. Wieczorem przygotowałam dla nas kolacje. Zjadłyśmy, a niedługo potem pojechała. Zastanawiałam się, czy opowiedzieć jej o mojej ostatniej sytuacji z dziewczyną w autobusie, ale stwierdziłam, że najlepiej będzie jeśli zachowam to dla siebie. Nie wiem dla czego, ale wciąż nie mogę o tym zapomnieć. Jestem dziwna i mam czasem głupie myśli. Powinnam to zignorować. Tak zrobiłam. Po tygodniu przemyśleń dałam sobie spokój, a po miesiącu zapomniałam o wszystkim.
Zaczął się listopad. Na dworze było coraz zimniej. Liście na drzewach przybrały jesienne barwy, a deszcz był coraz częstszym zjawiskiem.
- No dobrze. Mamy zaraz koniec lekcji, więc zadam jeszcze tylko zadanie domowe - powiedziała pani Fedeline siadając przy biurku. - Ponieważ chodzicie już do szkoły dwa miesiące na pewno przydarzyło wam się tu coś ciekawego. Napiszecie na za tydzień wypracowanie pt. "Moja nowa szkoła". Musi być długie na co najmniej jedną kartkę A4 i musicie opisać tam chociaż jedną sytuacje, jaka zdarzyła wam się w technikum. Może to być cokolwiek. Jak poznaliście się wszyscy na początku roku albo opis waszej ulubionej lekcji. Cokolwiek.
- A czy można napisać na komputerze i wydrukować? - zapytał Logan.
- Nie bardzo. Wolałabym, żebyście napisali odręcznie - nauczycielka uśmiechnęła się.
Szturchnęłam Lene siedzącą ze mną w ławce.
- Napiszę o tej sytuacji z nią i panią Lloyd pierwszego dnia, jak się na mnie patrzyły - zachichotałam.
Lena uśmiechnęła się.
- To na pewno zabawny pomysł. Nie wiem, czy dobry.
- Dlaczego?
- To była dziwna sytuacja. Lepiej o tym nie pisz. Dla nich pewnie też to nie jest miłe wspomnienie.
- No ok - zgodziłam się, chodź wiedziałam, że i tak o tym napiszę.
Zadzwonił dzwonek i wyszłyśmy z klasy. Do Leny podbiegła Taylor mówiąc o czymś, czego nie zrozumiałam i obie poszły gdzieś korytarzem. Do mnie podeszła Anastacia.
- Wiesz co? - odezwałam się do niej. - Nie lubię dzielić się przyjaciółmi. Wolę mieć każdego dla siebie.
Dziewczyna popatrzyła na mnie pytająco.
- Lena ostatnio spędza z Taylor tyle samo czasu co ze mną, a wolałabym żeby była tylko ze mną - wytłumaczyłam.
- Spokojnie, przecież ona cię lubi.
- Wiem, że lubi, ale tak jakoś... Nigdy wcześniej nie miałam przyjaciół i tak trochę teraz chciałabym trzymać wszystkich dla siebie. No, ale nikogo do niczego nie zmuszę. Jeśli one się lubią, to dlaczego nie miałyby też się przyjaźnić.
- Nie bądź smutna - uśmiechnęła się. - Teraz twoja ulubiona lekcja, czyli angielski.
- Chemia to moja ulubiona lekcja - poprawiłam ją. - Angielskiego nie lubię, ale uwielbiam panią Lloyd.
- Mniejsza o to. Chodźmy pod klasę.
Skierowałyśmy się w stronę sali nr 18. Stanęłyśmy pod drzwiami.
- Anni wiesz, że mój kot mi gdzieś uciekł? - powiedziała Anastacia.
- Naprawdę?
- Ponad tydzień temu wyszedł z domu i nadal go nie ma.
- Na pewno wróci. U siebie w domu u rodziców też mam kota. Czarnego. Też często wychodzi, ale zawsze wraca.
- On nigdy nie znikał na aż tak długo. Boje się o niego trochę.
- Wróci, zobaczysz. Próbowałaś go szukać?
- Tak. Nigdzie go nie ma.
Wtedy ktoś przerwał naszą rozmowę. Była to pani Lloyd. Podeszła do nas z kluczem do sali w ręce.
- Aniołku? Mogę cię poprosić, żebyś otworzyła drzwi, jak będzie dzwonek? Po co macie stać na korytarzu. Ja muszę coś szybko załatwić, a myślę, że zajmie mi to trochę czasu - powiedziała patrząc na moje usta.
- Dobrze - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam do niej rękę, żeby dała mi klucz.
Kobieta położyła go ostrożnie na mojej dłoni, a gdy zabierała rękę delikatnie i przeciągnęła opuszkami swoich palców po moich. Robiła to powoli i z przejęciem patrzyła na swój ruch. Im bliżej było końca ona bardziej zwalniała. Jakby chciała, żeby ta chwila nigdy nie dobiegła końca. Miała bardzo czuły dotyk. Sama chyba też nie chciałam, żeby kończyła. 
Jednak nasze dłonie w końcu się rozstały. Blondynka ostrożnie podniosła głowę i jej wzrok spotkał się z moim. Jej oczy błyszczały pięknym niebieskim kolorem. Moje serce zaczęło bić szybciej. Chyba się nawet zarumieniłam. Nauczycielka ponownie spuściła głowę i poszła. Ja stałam bez ruchu. Cała sytuacja trwała zapewne kilka sekund, choć ja miałam wrażenie, że kobieta dotykała mojej ręki parę minut, a następnie kolejne parę wpatrywała się we mnie. Anastacia zaczęła coś do mnie mówić, ale do mnie nic nie docierało. Po chwili szturchnęła mnie czym sprowadziła moje myśli z powrotem na ziemię. Dziewczyna pewnie nawet nie zwróciła uwagi na to, co stało się przed chwilą.
- Słyszałaś? - spytała.
- Co?
Popatrzyła na mnie dziwnie.
- Pytałam o twojego kota.
- Wybacz, zamyśliłam się...
- Jak długo go masz? Mój kot jest u mnie cztery lata.
- Mój ma dwa lata.
Mimo, że kontynuowałam dalej rozmowę z koleżanką, wciąż czułam się dziwnie. Było mi gorąco, a w głowie wciąż widziałam te błyszczące oczy nauczycielki. Czy ja stale muszę robić i myśleć jakieś dziwne rzeczy..?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!