Rozdział 52

924 113 29

*Lindsay*

Po spotkaniu z Anniką wróciłam do domu. Bradleya jeszcze nie było. Od razu po przyjściu pobiegłam do sypialni i odszukałam wśród ubrań swoje apaszki. Wybrałam różową i związałam ją sobie na szyi. Teraz już malinki nie widać.

Zaraz po tym odgrzałam córce obiad, a potem zajęłam się poprawą sprawdzianów. Kiedy prawie kończyłam do sypialni wszedł mój mąż.

- Cześć, Lindsay - przywitał mnie.

- Cześć - odpowiedziałam nie przerywając zajęcia.

Podszedł i położył mi ręce na ramionach.

- Zajęta jesteś? - spytał.

- Tak. Oceniam sprawdziany.

- To nie przeszkadzam - cofnął się.

- Chciałeś coś?

- Właściwie tak.

Przerwałam pracę i odwróciłam się do niego.

- Wiesz... Trochę nam się ostatnio nie układa, prawda? - zaczął.

Przytaknęłam.

- Może powinniśmy spróbować się pogodzić?

- W jaki sposób? - spytałam

- Sam nie wiem...

- Najlepiej przestań mnie w końcu oskarżać o różne dziwne rzeczy. Myślę, że wtedy nasza relacja się poprawi.

- Tak, wiem...

- To dobrze, że wiesz.

Wróciłam do pracy.

- Lindsay, a...?

Spojrzałam znów na niego.

- Może zgodziłabyś się dzisiaj na wspólną noc, hm? Bliskość poprawia relacje w małżeństwie - uśmiechnął się.

- Wybacz, wolę nie.

- No Lindsay... Wiem, że jesteś prawie aseksualna, ale proszę, zrób to dla mnie. Kocham cię.

- Właśnie dlatego, że jestem nie powinniśmy robić tego w kłótni. Doskonale wiesz, że tego nie lubię, że bardziej mnie to irytuje niż podnieca. Poczekajmy z tym aż będzie między nami lepiej. Wtedy się zgodzę. Z miłości.

- No jak chcesz. Poczekam - wyszedł z pokoju.

Pracowałam do późna. Poprawianie prac uczniów dziś wyjątkowo mnie odstresowuje.

Gdy skończyłam poszłam się umyć. Do spania ubrałam koszulę nocną z najmniejszym dekoltem jaki mogłam. Udało mi się w ten sposób znowu ukryć malinkę. Ah, ta moja Anni. Coraz więcej stresu mnie kosztuje, a ja wciąż ją tak kocham.

Położyłam się do łóżka. Bradley chyba już spał. Ja też powoli zasypiałam, kiedy nagle poczułam ręce męża na swoich biodrach. Chyba znów muszę go spławić...

- Kochanie? Może chociaż pozwolisz mi na trochę? - przysunął się blisko i zaczął szeptać mi do ucha. - Jesteś kobietą mojego życia. Kocham cię... - pocałował mnie w policzek.

Chwycił mnie delikatnie za brodę i odwrócił sobie moją głowę do siebie, a potem zaczął mnie całować w usta. Najpierw się lekko odsunęłam, ale nie dawał za wygraną. Ponownie zbliżył się do mnie i całował. Wtedy zrozumiałam, że muszę mu na to pozwolić. Nie przestanie. Jeśli nie będę się choć chwilę z nim całowała to dalej będzie się do mnie próbował dobierać albo ponownie osądzi mnie o coś. A tak może po chwili da mi spokój.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!