Rozdział 3

1.8K 128 12


Ustawiłyśmy się z Leną pod klasą, czekając jak wszyscy na nauczyciela i kontynuowałyśmy rozmowę o poprzednich szkołach. Wtedy na korytarzu pojawiła się ona. Blondynka od rozlanej kawy. Idąc stukała obcasami o podłogę. Patrzyła bez emocji w dół z lekko spuszczoną głową. W prawej ręce trzymała klucz do klasy. Podeszła do drzwi, spojrzała po nas i od razu jej twarz rozpromieniała. Parę osób przywitało się z nią na co odpowiedziała z uśmiechem. Otworzyła nam drzwi i pierwsza weszła do środka. W klasie stały trzy rzędy dwuosobowych ławek. Usiadłyśmy z Leną w środkowym w drugiej ławce. Nauczycielka podeszła do biurka,  odłożyła klucz, podniosła wzrok.... i wtedy mnie zauważyła. Znieruchomiała ponownie, jak wtedy przed pokojem. Poczułam, że się czerwienie. To było dla mnie dziwne uczucie. Szybko odwróciłam od niej wzrok, a wtedy kobieta zaczęła mówić.
- Dzień dobry, usiądźcie. Nazywam się Lindsay Lloyd - kontynuowała kiedy wszyscy zajęli miejsca. - Dzisiejszy temat to oczywiście lekcja organizacyjna. Kto zapisze na tablicy?
Większość spuściła głowy z nadzieją, że nie zostaną wybrani.
- To może poproszę koleżankę z niebieskimi końcówkami włosów. Jak ci na imię?
- Anastacia - odpowiedziała cicho wstając z krzesła.
Pani Lloyd wyjęła z szuflady biurka nową kredę i podała dziewczynie.
- Zapisz proszę temat "Organizacja pracy na lekcjach języka angielskiego. Przedmiotowy system oceniania.". Słowa "lekcja" oraz "temat" oczywiście po angielsku. Pamiętasz po wakacjach jak to się pisze? - spytała z uśmiechem opierając się tyłem o bok swojego biurka.
- Chyba pamiętam - odpowiedziała dziewczyna i zaczęła pisać.
W tym czasie nauczycielka usiadła przy biurku przed laptopem.
- Sprawdzam obecność - oznajmiła. - Poproszę, żeby wyczytana osoba przy odpowiadaniu podniosła rękę.
Czytała kolejno wszystkie nazwiska.
- Annika Sunder? - wywołała mnie.
- Jestem! - Podniosłam rękę mówiąc.
Nauczycielka spojrzała na mnie uśmiechając się szeroko. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Delikatnie odwzajemniłam uśmiech.
Kontynuowała sprawdzanie obecności.
- W porządku. Wszyscy są - powiedziała, gdy skończyła. - Skoro to nasza pierwsza lekcja, może każdy z was opowie coś o sobie? Myślę, że między sobą nie znacie się jeszcze zbyt dobrze, więc to może być dobra okazja, żeby dowiedzieć się kto ma podobne zainteresowania. Co wy na to?
- A musimy mówić po angielsku? - spytała brunetka żując przy tym gumę.
- Tak, w końcu to język angielski. - Pani Lloyd uśmiechnęła się.
- Ja nie umiem po angielsku tego powiedzieć... To pierwsza lekcja po wakacjach - odezwała się blondynka siedząca ławkę wcześniej.
- No zgoda. Dzisiaj wyjątkowo możecie. Zaczniesz?
- A co mam mówić?
- No na przykład jak się nazywasz, ile masz lat, czym się interesujesz. Ja postaram się zapamiętać wasze imiona. Możesz też wstać, gdy będziesz mówić, wtedy wszyscy na pewno będą cię widzieli.
- No dobrze. - Wstała. - To nazywam się Roxanne Bentley, mam 16 lat, lubię słuchać muzyki, robić zdjęcia. No... i tyle.
- Teraz koleżanka w czerwonym sweterku siedząca z tobą w ławce. Pojedziemy po kolei.
Dziewczyna siedzącą obok Roxanne wstała.
- Jestem Bridget Blake i mam 16 lat. Interesuje się też fotografią...
- Wy jesteście klasą fototechniczną, tak? - wtrąciła nauczycielka.
- Tak - odpowiedziała Bridget.
- Mhm. Coś jeszcze dopowiesz?
- Lubię też zwierzęta i tatuaże.
- Świetnie, następna osoba. Koleżanka za Roxanne.
- Mam na imię Mia... - zaczęła. - Lubię tańczyć, słuchać muzyki...
I tak po kolei każdy opowiadał o sobie.
Zbliżała się moja kolej. Zastanawiałam się co powinnam powiedzieć. Lubię robić naprawdę wiele rzeczy.
- Jestem Lena Hill. - Dziewczyna wstała, gdy przyszła jej kolej. - Lubię czytać książki, oglądać seriale i bawić się z moimi kotami. Mam 16 lat.
Teraz moja kolej. Wstałam.
- Nazywam się Annika Sunder. Lubię... wiele rzeczy artystycznych. Fotografie, muzykę, modę. Czasami maluje farbami, kiedyś pisałam bloga. No i jeszcze lubię malować sobie paznokcie. Nie tak zwyczajnie, tylko w jakieś wzory. Najczęściej to jednak fotografuje wszystko dookoła.
- Dusza artystyczna widzę - Nauczycielka kolejny już raz uśmiechnęła się do mnie.
Następna osoba wstała. Potem przyszła kolej na wybraną niedawno do tablicy Anastacie.
- No więc jestem Anastacia, mam 16 lat. Lubię tatuaże, anime, farbowanie włosów i muzykę metalową - powiedziała.
Po niej było jeszcze parę osób i koniec.
- Dobrze - Nauczycielka wstała. - Myślę, że zainteresowania każdego z was są naprawdę ciekawe i na pewno za jakiś czas zaprzyjaźnicie się wszyscy ze sobą. Teraz wracamy już do lekcji. Rozdam wam moje wymagania edukacyjne.
Skończywszy mówić wzięła z biurka pliczek kartek i dała każdemu po jednej.
- Poproszę was, żebyście po przeczytaniu podpisali się pod tym. Sprawdzę czy to zrobiliście na następnej lekcji. Teraz może przeczytamy wszystko wspólnie. Pierwszy punkt zacznie na głos Taylor.
Czytaliśmy do końca lekcji.
- Na dzisiaj wam dziękuje - uśmiechnęła się. - Jeszcze tylko zapiszcie sobie w zeszycie „Homework: Przygotuję karteczkę z imieniem." Nauczę się wtedy łatwiej waszych imion i nie będę musiała mówić do was tak głupio „ta w czerwonym", „ten w niebieskim".
Lekcja się skończyła i wszyscy opuściliśmy salę.
- Jeszcze tylko ostatnia lekcja. Szybko dzień minął, prawda? – powiedziała Lena, gdy zmierzałyśmy razem pod następną klasę.
- Tak. Czuje się jakby była dopiero jedenasta godzina, a tu już chyba po trzynastej, nie?
- Dokładnie. – Wyjęła telefon z tylnej kieszeni spodni. – Jest trzynasta dwadzieścia dwa.
Ostatnią lekcją dzisiaj był pierwszy przedmiot zawodowy - kompozycja obrazu. Nasza nauczycielka nazywała się Abbey Ellis. Była bardzo miła, ale obiecała, że będzie dużo od nas wymagać. Przez większość lekcji opowiadała nam o czym będziemy się uczyć, a ja ekscytowałam się tym, czego w najbliższych miesiącach się dowiem. Chciałam, żeby już skończyła zapowiadać i zaczęła nas tego wszystkiego uczyć.
Fotografia to moja wielka pasja od kiedy w wieku dziesięciu lat dostałam swój pierwszy telefon komórkowy. Był to jeszcze stary model, bez dotykowego ekranu, ze słabym aparatem, ale jak tylko odkryłam, że można nim robić zdjęcia jednego dnia zapełniłam całą pamięć urządzenia, fotografując wszystko, co się dało po kilka razy. Kiedy okazało się, że więcej zdjęć zrobić się nie da dopóki nie usunie się tamtych, mała Annika rozpłakała się. Rodzice wtedy w tajemnicy usuwali mi z telefonu wszystkie powtarzające się, bardzo zamazane i nie przedstawiające niczego konkretnego fotografie, żebym nie histeryzowała. Kiedy dorastałam i bardziej zaczęłam rozumieć to, co robię, robiłam dziennie po jednym, dwóch, trzech zdjęciach na przykład kwiatów wiosną czy zaśnieżonego krajobrazu zimą. Swój pierwszy aparat fotograficzny dostałam na czternaste urodziny. Czytałam w Internecie wiele, jak prawidłowo powinno się z niego korzystać, jakie powinno być właściwe oświetlenie, jakie są techniki robienia zdjęć. Gdy przyszedł czas wybierania szkoły średniej bez zastanowienia powiedziałam, że chcę iść na fototechnikę. To jest właśnie to, co chcę robić w życiu.
Po skończonych lekcjach rozstałyśmy się z Leną za bramą szkoły, gdyż okazało się, że musimy pójść w przeciwne strony. Do domu wybrałam się pieszo, tak jak poprzedniego dnia.
Od razu po zostawieniu plecaka przy stole w salonie postanowiłam zadzwonić do któregoś z rodziców i opowiedzieć jak było pierwszego dnia w technikum. Wybrałam numer do mamy. To ona zawsze najbardziej dbała o to, żebym rozwijała swoją pasję.
- Cześć mamo, co u ciebie? – powiedziałam, gdy odebrała i położyłam się na kanapie
- No cześć, Anni. Właśnie jestem w pracy i niezbyt mogę rozmawiać, ale tym razem zrobię dla ciebie wyjątek. Opowiadaj jak w szkole – zaczęła z entuzjazmem.
- Fajnie. Bardzo mi się podoba. Panuje tam taka miła atmosfera. Czuję, że jestem we właściwym miejscu, chociaż nadal mam pewne obawy, czy klasa mnie zaakceptuje.
- Poznałaś już kogoś?
- Tak, Lene. Jest trochę zwariowana, tak jak ja. Siedzimy razem w ławce na każdej lekcji.
- A jak tam chłopcy? Masz jakiegoś interesującego kolegę?
- Mamo... - zaśmiałam się. – Już pierwszego dnia? Wiesz, że nie lubię o tym rozmawiać. Na razie mnie do nich nie ciągnie. Może kiedyś.
- Przepraszam. Po prostu chciałabym, żebyś sobie już kogoś znalazła.
- Wiem o tym, ale wybacz, nie śpieszy mi się.
- A jak tam nauczyciele?
Gdy zadała to pytanie pierwsza przypomniała mi się pani od angielskiego. Blondynka, która tak dziwnie się przy mnie zachowywała. A może mi się tylko wydaje, że to ja to powoduje? Może tak być, ale na pewno to na mój widok zbiła kubek z kawą. Patrzyła wtedy tylko na mnie.
- Annika? Jesteś tam? – odezwała się mama.
- Tak, jestem. Zamyśliłam się – powiedziałam. – Nauczycielki też są fajne. Żadna nie wydaje mi się być jakaś wredna czy bardzo wymagająca. Może tylko pani od matematyki jest odrobinę sztywna.
- Obiecaj mi tylko, że nie będziesz się z żadną z nich zaprzyjaźniać. Nie chcę, żebyś znów była nie w humorze, jak po ukończeniu gimnazjum.
- Postaram się – uśmiechnęłam się, chodź poczułam lekki smutek. – Myślę, że tym razem będę zaakceptowana w klasie i nie będę miała takiej potrzeby, by rozmawiać tyle z nauczycielkami.
W gimnazjum odtrącona przez klasę miałam wsparcie tylko w nauczycielach. Szczególnie polubiłyśmy się z nauczycielką angielskiego. Znów pomyślałam o blondynce z nowej szkoły... Chyba anglistki mnie lubią. Pierwsza rzecz, jaka nas połączyła, to moda. Bardzo podobał mi się jej styl. Najpierw rozmawiałyśmy tylko o ubraniach, potem przeszło na inne tematy, aż po roku mogłam powiedzieć jej praktycznie wszystko i w każdej chwili do niej przyjść w szkole. Miałam wrażenie, że jesteśmy przyjaciółkami. Pokazywałam jej moje zdjęcia, ona pokazała mi nagrania z koncertu idola, na którym była rok przed tym, jak się poznałyśmy. Wszystko wydawało się takie kolorowe, aż nie ukończyłam tamtej szkoły. Na zakończeniu roku przytulałyśmy się chyba z kilka minut, mówiłyśmy, że będziemy za sobą tęsknić... Trzy tygodnie później spotkałam ją na ulicy. Usłyszałam jedynie „Dzień dobry". Nawet się nie uśmiechnęła, nie popatrzyła na mnie dłużej, niż kiedy opowiadała. Zatrzymałam się przy niej, chciałam porozmawiać, miałam nadzieje, że ucieszy się, że mnie spotkała. Nic... Przeszła obok nie zwracając uwagi. To był dla mnie straszny zawód. Uświadomiłam sobie, że to, co brałam za przyjaźń z jej strony było tylko codzienną rozmową z uczennicą z problemami. Istniałam dla niej tylko wtedy, gdy była moją nauczycielką. Traktowała mnie jak część swojej pracy. Nie uczyła mnie już wtedy to automatycznie zniknęła nasza relacja. Bardzo mnie wtedy zawiodła... Po pierwszym spotkaniu miałam jeszcze nadzieje, że to tylko jednorazowe, że była zajęta, miała zły dzień, cokolwiek. Niestety się myliłam. Spotkałam ją w wakacje jeszcze cztery razy. Za każdym razem wyglądało to tak samo. Tylko obojętne „Dzień dobry", jakbyśmy nigdy nie spędziły tych trzech lat razem... W pewien sposób złamała mi serce...

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!