Rozdział 81

595 83 13

W poniedziałek w szkole dzień minął mi dość zwyczajnie. Najpierw była moja ukochana chemia, potem język niemiecki. Trzecia lekcja była z moją dziewczyną. Jak zwykle wyglądała przepięknie. Kolejny był polski z Lorettą. Przypominała nam o jutrzejszej wycieczce. Następnie były dwie technologie. Mieliśmy jakiś nudny temat o budowie kolejnego już urządzenia używanego w fotografii i prawie zasnęłam. No a na ostatniej lekcji mieliśmy wiedze o kulturze. Całkiem ciekawy przedmiot, chociaż dziś pani zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę, do której nie byłam przygotowana. Mam nadzieję, że nie poszło mi aż tak źle.
Po lekcjach udałam się do domu, odrobiłam pracę domową na środę, zjadłam coś i poszłam spać jeszcze przed dwudziestą. Jutro w końcu pobudka o czwartej trzydzieści.
W nocy miałam dziwny sen, że byłam w szkole i nagle ktoś zawołał do Lindsay "Emma", a potem okazało się, że to jest jej prawdziwe imię, a nie "Lindsay". Kiedy się obudziłam zastanawiałam się nad sensem tego snu, ale go nie znalazłam.
Ubrałam się w coś wygodnego, umalowałam się, zjadłam śniadanie, uszykowałam sobie jedzenie i picie na drogę i wyszłam z domu. Dawno nie wstawiłam tak wcześnie. Czułam się dziwnie wyspana i niewyspana na raz.
Podjechałam autobusem pod szkołę. Już wiele osób tam czekało. Ale Lindsay jeszcze nie było. Tak samo Loretty. Była za to Anastacia. Podeszłam do niej i zaczęłyśmy rozmawiać. Jednocześnie też rozglądałam się za nauczycielkami. Pierwsza przyjechała Loretta. Ubrała się w dżinsy, białą bluzkę, granatową cienką kurtkę i miała niebieski plecak. Szybko zjawiła się też Lindsay. Miała na sobie białą bluzkę w róże i dżinsy. Wyglądała nawet podobnie do swojej przyjaciółki. To tak, jakby się umówiły.
Bardzo się zdziwiłam, gdy zobaczyłam, że z Lindsay jest Lexy.
- Po co ona wzięła Lexy? - powiedziałam do Anastaci.
Dziewczyna popatrzyła na córkę nauczycielki.
- Nie wiem, ale pierwszy raz ją widzę na żywo. Podobna do swojej mamy.
- Zapytam potem Linz.
Czekaliśmy jeszcze parę minut. Przyszła Tristiana, a niedługo po niej przyjechał autokar. Lindsay razem z Lorettą wyciągnęły listę i czytały z niej nazwiska uczniów. Wyczytana osoba miała wsiąść do pojazdu.
- Dziewczyny? To jak siadamy? Jesteśmy w trzy a są po dwa miejsca - powiedziałam.
- Zawsze mam ten problem. Już przed tą szkołą, w gimnazjum też miałam dwie przyjaciółki - powiedziała Anastacia.
- Tristiana Strickler - Loretta wyczytała ją z listy.
- Siadaj gdzieś z przodu autokaru - szepnęłam do niej.
Brunetka weszła do pojazdu.
- Anastacia Harrison - wyczytała czarnowłosa.
Przyjaciółka spojrzała na mnie i poszła za Tristianą.
- Annika Sunder.
Przyszła kolej i na mnie. Dałam znać nauczycielce, że jestem i weszłam do autokaru. Tristiana i Anastacia siedziały już razem po lewej w drugim rzędzie od przodu. Za i przed nimi miejsca już były zajęte. Na szczęście wolne były miejsca obok po lewej. Usiadłam tam.
Czekałam aż wszyscy wejdą do autokaru z nadzieją, że na wolnych miejscach przede mną usiądą Lindsay i Loretta. Niestety jednak te miejsca zostały zajęte przez jakieś dziewczyny.
Na samym końcu wsiadła Lexy i poszła usiąść gdzieś z tyłu pojazdu. Nauczycielki jeszcze chwilę porozmawiały z kierowcą na dworze i również wsiadły. Lindsay rozejrzała się po przedniej części autokaru.
- Przykro mi, kochani, ale my jako nauczycielki musimy siedzieć z przodu. Któreś z was musi zwolnić nam miejsca. Niestety takie są przepisy - powiedziała.
Cztery osoby siedzące na przednich siedzeniach popatrzyły po sobie. Żadne z nich nie chciało ustąpić.
- No dalej. Chyba, że mamy usiąść z panią Fedeline komuś na kolanach - zaśmiała się.
Wtedy Tristiana z uśmiechem wskazała mnie. Lindsay skierowała wzrok w moim kierunku i lekko się zaczerwieniła.
- No dobrze. Nie mamy całego dnia. Tracy, Agnes, wy się przesiądziecie. No już - zwróciła się do dziewczyn siedzących tuż przede mną.
Drugoklasistki ponarzekały chwilę, ale potem grzecznie zwolniły miejsca. Lindsay i Loretta usiadły i mogliśmy ruszać.
- Hej, malutka - usłyszałam cichy głos.
Przez przerwę między dwoma siedzeniami patrzyła na mnie Lindsay. Uśmiechnęłam się do niej.
Ruszyliśmy.
- Anni? Chodź, posłuchaj też - powiedziała Lindsay.
Przybliżyłam się znów do przerwy między siedzeniami i patrzyłam na usta nauczycielki.
- Wiesz, Lora - zaczęła mówić patrząc na przyjaciółkę. - Wczoraj rozmawiałyśmy o sesji, którą Anni mi robiła. Mówiłam ci też, że Bradley nakrył nas razem w garderobie. Rozmawiałam z nim o tym wieczorem.
- I co powiedział? - spytała Loretta.
- Cóż... Znów było "Masz romans z jej ojcem czy jest twoją córką?! Dlaczego jesteście tak blisko?!" Co więcej powiedział, że mam spać w pokoju gościnnym, bo ma mnie dosyć.
- Bardzo na ciebie krzyczał? - spytałam zmartwiona.
- Tak...
- Moja biedna księżniczka.
- Wiecie... Z jednej strony chcę zakończyć to małżeństwo, ale jednocześnie też jest mi szkoda Bradleya. Całe życie był oszukiwany przez kobietę, którą kocha...
- Nie pogodzisz całego świata, Lindsay - Loretta złapała ją za rękę. - Szkoda go, ale ważniejsze powinno być dla ciebie szczęście twoje i Anniki.
- I tak jest, dlatego zaraz, jak tylko ten list przyjdzie razem z Anni pójdziemy mu powiedzieć, nie? - blondynka spojrzała na mnie.
Przytaknęłam uśmiechając się do niej.
Niedługo po tym przyjaciółki zaczęły rozmawiać o swoich sprawach, więc oparłam głowę o okno i podziwiałam widoki.
Jechaliśmy ponad dwie godziny. W tym czasie rozmawiałam trochę ze swoimi przyjaciółkami, trochę z Lindsay, jadłam ciastka, patrzyłam za okno i słuchałam muzyki. Kiedy byliśmy już na miejscu kierowca zaparkował pod muzeum. Wysiedliśmy i obie nauczycielki policzył nas wszystkich. Nikogo nie brakowało, więc mogliśmy iść.
Od razu włączyłam aparat i zrobiłam parę zdjęć budynku z zewnątrz.
Po przekroczeniu progu muzeum jako pierwsze zwróciłam uwagę na sklepik z czekoladkami po lewej.
- Oh, jak ja kocham czekoladę! - zaczęłam się cieszyć.
- Pilnujmy ją, bo zje całe muzeum - zaśmiała się Tristiana.
Zaraz po tym przyszedł przewodnik. Nauczycielki odebrały zarezerwowane bilety na zwiedzanie i mogliśmy ruszać. Najpierw oglądaliśmy ekspozycję i słuchaliśmy historii powstawania czekolady od ziarenka kakao. Następnie przeszliśmy do sali, by obejrzeć niedługi filmik o pracy w fabryce czekolady. Usiadłam w pierwszym rzędzie, obok mnie Anastacia, a dalej Tristiana. Na dwóch miejscach po mojej lewej usiadły nauczycielki. Lindsay oczywiście obok mnie. Uśmiechnęłam się do niej, a ona puściła do mnie oczko.
Zgasło światło i film się zaczął. Nie minęło parę minut i usłyszałam jakiś szelest od strony nauczycielek. Zerknęłam na nie. Loretta trzymała w ręku parę cukierków, a jednego już bez papierka wkładała do buzi. Podsunęła na dłoni pozostałe słodycze przyjaciółce. Lindsay wzięła od niej jednego, odpakowa również szeleszcząc i zjadła. Zaczęłam patrzeć na filmy. Po paru minutach znów usłyszałam szelest i zaraz po nim kolejny. Popatrzyłam na nauczycielki i przewróciłam oczami. Naprawdę znalazłyście idealny moment na jedzenie cukierków, kochane...
Film trwał pół godziny. Widząc na nim produkcję czekolady nabrałam na nią wielką ochotę. Choć jeszcze bardziej niż głodna byłam zirytowana. Lindsay i Loretta podczas filmu zjadły prawdopodobnie całą paczkę cukierków. Wiedząc ile zazwyczaj jest ich w paczce, i że każdy kolejny szelest denerwował mnie jeszcze bardziej, można stwierdzić, że moja frustracja była ogromna. Byłam dosłownie o krok od nakrzyczenia na nie. Na szczęście powstrzymało mnie to, że nie wypada tak przy wszystkich. Kiedy wychodziliśmy z sali wzięłam telefon i przelałam złość do smsa i wysłałam go Lindsay.
Annika: CZY WY JESTEŚCIE POWAŻNE?! JAK DZIECI NORMALNIE, JADŁY CUKIERKI CAŁY FILM, A JA SŁYSZAŁAM TYLKO SZELEST TYCH GŁUPICH PAPIERKÓW!!! JAK MYŚLISZ, CZY DA SIĘ PRZY TYM DŹWIĘKU ZACHOWAĆ SPOKÓJ I SKUPIĆ SIĘ NA FILMIE???!!!!
Wysłałam i stanęłam na korytarzu tak, by mnie widziała. Lindsay usłyszała, że dostała wiadomość. Odczytałają i najpierw zakryła usta ręką, a po chwili uśmiechnęła się i pokazała smsa Lorettcie. Czarnowłosa zdawała się lekko zmartwić. Popatrzyła na Lindsay, a potem zauważyła mnie. Szturchnęła blondynkę i pokazała dyskretnie w moją stronę. Patrzyłam na nie zdenerwowana. Lindsay skierowała na mnie swój wzrok, a następnie zaczęła coś robić w telefonie. Po chwili dostałam smsa.
Lindsay: Wybacz hihi.
Popatrzyłam na nią. Uśmiechała się do mnie.
Kiedy wszyscy wyszli z sali nauczycielki ogłosiły dziesięć minut na pójście do toalety i do sklepiku z czekoladą. Zaraz po tym będą warsztaty.
Odszukałam w tłumie przyjaciółki.
- Co tam, Anni? Jak ci się podobało? - spytała Tristiana
- Spoko, tylko jestem bardzo wkurzona zachowaniem Linz i Lory. Cały film jadły cukierki i szeleściły przy tym papierkami. Jestem taka sfrustrowana...
- Też to trochę słyszałam - powiedziała Anastacia. - Ale nie przeszkadzało mi to aż tak. Dużo osób za mną co chwilę coś szeptało, więc był ogólny hałas.
- Muszę się teraz odstresować. Idziemy kupić czekoladki? - spytałam.
- Jeszcze się pytasz? - zaśmiała się Tristiana.
Skierowałyśmy się do sklepiku. Była dość spora kolejka. Stałyśmy w niej pięć minut. Anastacia kupiła dwie czekolady z suszonymi owocami, Tristiana jedną z orzechami i czekoladowego lizaka, a ja jedną tabliczkę z owocami i pudełko pralinek.
Stanęłyśmy gdzieś przy ścianie i rozmawiałyśmy czekając na warsztaty. Zostały jeszcze dwie minuty i nagle podeszła do nas Lindsay. W ręku trzymała białą siatkę foliową z zakupami ze sklepiku.
- Jak tam, dziewczyny? Podobało wam się w muzeum? - spytała z uśmiechem.
- Fajnie było - powiedziała Anastacia.
- Zrobiłam się głodna przez to wszystko - zaśmiała się Tristiana.
- Ja też - powiedziałam.
- Dobrze. Anni? - popatrzyła na mnie, a potem rozejrzała się.
Sięgnęła do swojej siatki i wyjęła dużego czekoladowego lizaka w kształcie serca z białym napisem "I love you".
- Dla ciebie, kochanie. Przepraszam, za te cukierki na filmie - uśmiechnęła się patrząc mi w oczy.
- Oooo... - zrobiły na raz Tristiana i Anastacia.
- Dziękuję, Linci. Kochana jesteś. Przesyłam ci całusa. Takiego mocnego. Dostaniesz go dopiero jak będziemy same - powiedziałam cicho.
- Czekam - puściła do mnie oczko i poszła.
- Jaka ona kochana... - powiedziała Tristiana.
- Tak... - uśmiechnęłam się przytulając do siebie lizaka.
Niedługo po tym przyszła po nas pani prowadząca warsztaty. Porozmawiała chwilę z Lindsay i Lorettą, i zaprowadziła nas na zajęcia do piwnicy muzeum.
W dużej sali stały dwa rzędy stołów, a przy nich krzesła. Wszyscy zajęliśmy miejsca i pani zaczęła opowiadać na czym będą polegały nasze warsztaty.
Najpierw dostaliśmy fartuszki, by się nie ubrudzić. Były w różnych kolorach. Mój był zielony, Tristiany też, a Anastaci czerwony. Lindsay i Loretta stały z boku i patrzyły na nas wszystkich.
- A może panie też by chciały wziąć udział? - spytała je prowadząca.
- A możemy? - spytała Loretta.
- Pewnie.
Obie dostały żółte fartuszki i usiadły przy drugim stole.
Prowadząca przyniosła skrzynkę z foremkami w różnych prostych kształtach. Część z nich była przeznaczona na lizaki, a pozostałe na tabliczki czekolady. Kobieta po kolei pochodziła do wszystkich i rozdawała je. Ja wybrałam sobie foremkę w kształcie serca na tabliczkę czekolady. Następna w kolejce była Tristiana. Wzięła trójkątną foremkę na lizaka. Kolejna Anastacia wybrała tabliczkę w kształcie gwiazdy. Zaciekawiona popatrzyłam w stronę nauczycielek, by zobaczyć co one wybrały. Loretta miała klasyczną prostokątną tabliczkę a Lindsay identyczną jak ja.
Kiedy już każdy miał swoją foremkę prowadząca zaczęła nam tłumaczyć co będziemy robić dalej. Do wyboru będziemy mieć czekoladę gorzką, mleczną i białą. Do ozdobienia słodyczy dostaniemy różne suszone owoce, orzechy, posypki, cukierki, a nawet żelki. Kiedy ktoś skończy ma podnieść rękę, a wtedy pani zabierze nam czekoladę do wystygnięcia. Będzie twardnieć pół godziny, a gdy to się już stanie dostaniemy ją z powrotem do samodzielnego zaparkowania w folię. Zapowiada się bardzo ciekawie.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!