Rozdział 25

1K 101 9


W niedziele po południu wracałam od rodziców. Od piątku myślę o tej torebce. Jeśli okaże się, że to ta sama, to będę miała coś takiego jak ona. Będę patrzeć na tą torebkę, a to przypominać mi będzie moją śliczną anglistkę. Dzięki temu poczuje się z nią bliżej. Chcę bardzo, żeby ta w sklepie była właśnie tą torebką.

W poniedziałek w szkole nie mogłam doczekać się angielskiego. Jak zwykle. Będzie to nasza pierwsza lekcja od kiedy się pokłóciłyśmy. Byłam ciekawa jak mnie potraktuje. Na zajęciach okazało się, że jakbym przestała dla niej istnieć. Ani razu się do mnie nie odezwała. Ani "Aniołku", ani po imieniu. Nie patrzyła też na mnie, gdy coś tłumaczyła. Straciłam ją... Miałam ochotę płakać. Do tego powiedziała, że dzisiejsze zajęcia po lekcjach są odwołane. Dlaczego..? Chciałam z nią porozmawiać, ale nie starczyło mi odwagi.

Przyjrzałam się za to jej torebce. Tak! Okazało się, że ta, którą znalazłam w sklepie jest identyczna. Po lekcjach szybko pobiegłam na autobus nie zwracając uwagi na śnieg i lód dookoła. Moje szczęście, że się nie poślizgnęłam. Pojechałam do sklepu, wzięłam torebkę z wieszaka, wstępnie sprawdziłam czy nie jest uszkodzona i kiedy okazało się, że wszystko w porządku kupiłam ją. Z galerii handlowej wychodziłam dumna, że ją zdobyłam. Mam taką samą jak Lindsay, mam taką samą jak Lindsay! Ciekawe czy gdybym ją wzięła do szkoły zauważyłaby ją. Pewnie nie, ale i tak na razie lepiej jak nie pokażę, że ją mam.

W domu postawiłam torebkę na komodzie obok mojego aparatu fotograficznego. Potem napisałam o moim zakupie Anastaci, Taylor i Lenie. Anastacia zażartowała, że zwariowałam z miłości, Taylor pogratulowała, a Lena nie odpisała.

Następnego dnia moja pani przyszła już na lekcje bardziej wesoła niż poprzedniego dnia. Lubię patrzeć na nią uśmiechniętą. Moja Linz... Chcę cię mieć bardziej niż tylko na zdjęciu oprawionym w ramkę, z którym śpię...

- W sobotę mamy walentynki. Czy ktoś chciałby zrobić dla mnie jakiś plakat o tym na wystrój do klasy? Oczywiście na ocenę - spytała pod koniec lekcji.

Anni, włącz swoją spontaniczność!

- Ja mogę - zgłosiłam się.

Lindsay popatrzyła na mnie z delikatnym uśmiechem.

- W porządku. Tylko po angielsku, nie? - powiedziała.

- Oczywiście.

Ach, walentynki... Święto zakochanych. Chciałabym dać coś mojej ślicznotce w ten dzień. Może to dobra okazja, by wyjaśnić sobie z nią parę rzeczy? Przeprosze ją chyba za moje ostatnie słowa. Bez względu na to, co ja uważam zrobię wszystko, żeby jeszcze do końca tego tygodnia było między nami jak wtedy. No chyba, że Lindsay już nie będzie chciała.

Postanowiłam przedyskutować wszystko z Leną i Taylor.

- Jak myślicie? Mogę jej coś dać?

- Nie raczej - Lena zaśmiała się.

- Ona ma męża - powiedziała Taylor.

- Nie musiałaś mi przypominać...

Ja wszystko wiem i wszystko rozumiem. Lindsay go kocha dlatego są razem szczęśliwi, ale... Dla mnie to nie jest fajne... Wiem, że jestem lesbijką, bo mam świadomość, że nie pozwoliłabym facetowi mnie dotknąć, a kobiecie już tak. A Lindsay... Lindsay im pozwala... Ma w końcu córkę. Gdybym jej nie kochała to by mnie to nie obchodziło co i z kim robi, ale kocham ją i to jest dla mnie okropne... Ona i mężczyzna... Nie. Nie chcę nawet o tym myśleć, bo jeszcze sobie za dużo wyobrażę i będzie mi z tym bardzo źle...

- Co się tak krzywisz? - spytała po chwili Taylor.

- Nic... Nie ważne... Naprawdę nie mogę nawet anonimowo jej czegoś podrzucić?

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!