Rozdział 50

922 95 21

W środę moja Lindsay zaczynała na trzecią lekcje. Najpierw na przerwie spacerowałam korytarzem przed pokojem nauczycielskim, żeby przy okazji podejrzeć jak wygląda sytuacja miedzy pokłóconymi przyjaciółkami. Nadal Loretta siedziała z kimś innym, a Lindsay zrobiła sobie coś ciepłego do picia i wyszła na korytarz, by usiąść przy drzwiach na ławce. Gdy już zajęła miejsce stanęłam w dość dużej odległości od niej i przyglądałam się kobiecie. Miała lekko opuszczoną głowę i powoli sączyła napój z kubka. Przy tym cały czas wpatrywała się w jeden punkt. Od razu było widać, że odcięła się myślami od rzeczywistości. Często to robi. Kiedyś nie wiedziałam dlaczego. Teraz wiem ile w życiu przeszła. Stale ma tyle problemów na głowie. Biedna ta moja księżniczka.

Po kolejnej lekcji znów przyszłam w to samo miejsce. Lindsay zjawiła się jako pierwsza. Spróbowała otworzyć drzwi, ale niestety były zamknięte. Zaczęła się więc rozglądać za którymś z pozostałych nauczycieli. Jestem pewna, że zapomniała kluczy.

Po chwili przyszła pani Abbey Ellis i wpuściła ją do środka. Na minutę Lindsay zniknęła za drzwiami pokoju, po czym znów wyszła siedzieć na korytarzu. Tym razem zamiast ją obserwować podeszłam do niej.

- Mogę się do pani dosiąść? - spytałam.

- Możesz, Aniołku - uśmiechnęła się i przesunęła się trochę, aby zrobić mi miejsce.

Usiadłam obok niej.

- Dlaczego je... pani dziś taka zamyślona?

Zachichotała.

- No... Loretta - powiedziała cicho - Tęsknię za nią.

Wtedy kątem oka zauważyłam jak z drugiego piętra jej przyjaciółka schodziła po schodach. Podeszła pod drzwi pokoju, złapała za klamkę i popatrzyła smutno w naszą stronę. Jej wzrok spotkał się z moim. Również jak Lindsay wyglądała jakby też miała dość tej kłótni i tęskniła za przyjaciółką. Blondynka po chwili zorientowała się, że patrzę gdzieś za nią i odwróciła się. Obie kobiety popatrzyły na siebie nawzajem, po czym Loretta spuściła głowę i weszła do pokoju nauczycielskiego. Lindsay przez chwilę dalej patrzyła w tamtym kierunku, a potem odwróciła się ponownie do mnie wzdychając.

- Wiesz co? - powiedziałam szeptem.

- Co?

- Zanim na nią spojrzałaś patrzyła w naszym kierunku jakby z tęsknotą. Też jej ciebie brakuje.

- To niech mnie przeprosi za to, co powiedziała...

- Lindsay... Mimo, że to ty miałaś rację to spróbuj wyciągnąć do niej rękę. Pogódźcie się. Ja nie chcę być powodem rozpadu waszej przyjaźni...

- Nie jesteś, Anni. Chociaż... - znów westchnęła - Przepraszam... Nie umiem wpłynąć na Lorette, żeby zmieniła swoje zdanie. Nie wiem co mam jej powiedzieć...

- A mogę ja z nią porozmawiać?

- Jeśli chcesz... Już ci zresztą mówiłam.

- Tak. Jeśli nie słucha ciebie może mi się uda - wstałam.

- Wątpię, ale... rób jak chcesz. Chcę ją po prostu odzyskać...

Podeszłam pod pokój nauczycielski i poprosiłam panią Fedeline o podejście.

- Słucham? - spytała.

- Ja wiem, że to nie moja sprawa, ale nie chcę być powodem rozejścia się dwóch wspaniałych przyjaciółek... Widzę, że obie panie się potrzebują nawzajem i czuję, że żadna z pań nie potrafi przeprosić. Postanowiłam więc, że wezmę sprawę w swoje ręce. Pani Lloyd bardzo za panią tęskni. Niech pani nie myśli, że zastąpiła sobie panią mną.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!