Rozdział 44

1.1K 114 23


Całowałyśmy się przez kilka minut. To było takie magiczne... Chciałam żeby to trwało wiecznie. Lindsay chyba też. Nasze usta złączone razem, jej dłonie na moim ciele...

W końcu blondynka przerwała. Kiedy otworzyłam oczy i popatrzyłam na kobietę, miała lekko różowe policzki przebijające się przez makijaż. Już nie płakała. Uśmiechała się. Patrzyła mi w oczy.

- Czy to miało znaczyć, że... - zaczęłam.

- Tak, Annika. Ja też cię kocham - oparła się swoim czołem o moje.

- Ja ciebie też, Lindsay.

Pocałowałam ją raz w usta. Zachichotała i oblizała dolną wargę.

- Marzyłam o tym, żeby cię pocałować... - powiedziała.

- Ja od miesięcy nie mogę przestać o tobie myśleć. Jesteś... najwspanialszą kobietą, jaką spotkałam w całym swoim życiu.

- I naprawdę ci nie przeszkadza to, ile mam lat? Bo bałam się, że będzie...

- Nie, Lindsay. Absolutnie. Jesteś piękna i wspaniała taka jaka jesteś.
W ogóle mi to nie przeszkadza, że jesteś sporo starsza. Kocham cię tak bardzo... - przytuliłam ją mocno.

- Tylko nie uduś mnie, malutka - zaśmiała się.

Puściłam i złapałam ją za ręce.

- A tak właściwie, to ile masz lat, Lindsay? - spytałam.

- A zgadnij.

- Umm... No dałabym ci od trzydziestu pięciu do może czterdziestu. Ile masz?

- Mam już prawie trzydzieści osiem, ale jednak jeszcze trzydzieści siedem - zaśmiała się. - Dzieli nas dwadzieścia dwa lata, Anni.

- Nadal mi to nie przeszkadza - uśmiechnęłam się.

- A ty masz za dwa tygodnie siedemnaście, prawda?

- Tak. Skąd wiesz kiedy się urodziłam?

- Z twoich danych w dzienniku. Jako nauczyciel mam wgląd w takie rzeczy jak twoja data urodzenia, miejsce zamieszkania, numery do rodziców i tak dalej. I tak się dowiedziałam, że masz dwa tygodnie po rocznicy śmierci mojej Charlotte.

- Naprawdę wierzysz w to, że mam jej duszę?

- Nie wiem co mam o tym myśleć... Nie wierzę w reinkarnacje, ale tak to właśnie wygląda. Charlotte też miała kręcone włosy w tym samym jasnobrązowym kolorze, identyczne oczy, podobne usta. Twój głos też brzmi prawie jak jej. Zachowanie też się zgadza. Charlotte lubiła żartować, była zawsze wesoła, opiekuńcza. Zupełnie jak ty. No i teraz jeszcze fakt, że ty również jesteś lesbijką zakochaną we mnie. To wszystko mnie przeraża, naprawdę.

- Dziwne. Może jakoś jesteśmy spokrewnione?

- Może... Twoja mama ma na imię jakoś na M, prawda? Imiona rodziców również są w dzienniku. Wtedy, gdy byłam z nią, znałam jej całą rodzinę od dziadków i ich rodzeństwa do obecnych nam wtedy czasów, bo nie było to zbyt wiele osób. Nie przypominam sobie żadnej dziewczyny ani chłopaka około mojego wieku, którzy mieliby imiona któregoś z twoich rodziców. Jeśli już to pokrewieństwo musiało wystąpić bardzo dawno temu.

- Możliwe. To wszystko jest bardzo ciekawe - uśmiechnęłam się do niej. - Linci? A co teraz z nami?

- Z nami?

- Kocham ciebie, a ty mnie... - zamrugałam do niej.

Uśmiechnęła się szeroko.

- Tak, Anni. Będę twoją dziewczyną - powiedziała.

AnglistkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!