[08] Chapter Eighth (First Season)

2.9K 209 26

ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI NIEODPOWIEDNIE DLA CZYTELNIKÓW PONIŻEJ 16 ROKU ŻYCIA. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ - ZOSTAŁEŚ OSTRZEŻONY

Oto światem zewnętrznym możemy kierować dość swobodnie, poddaje się on naszej woli i wielokrotnie możemy go kształtować tak, jak to jest potrzebne do naszego szczęścia. Natomiast kierować własną psychiką jest właśnie bez porównania trudniej, a nieraz jest to wręcz niemożliwe. ~ Władysław Tatarkiewicz

~*~

         Mężczyzna zatrzymał samochód pod jednym z najlepszych klubów w całym Nowym Yorku i od razu z niego wyszedł, obchodząc go i otwierając drzwi blondynce. Ta w odpowiedzi podniosła wysoko jedną brew, ale pozwoliła sobie pomóc, ujmując wyciągniętą w swoim kierunku dłoń. Wzdrygnęła się, kiedy poczuła na odkryty ramionach zimne powietrze. Malik musiał to zauważyć, ponieważ od razu zamknął samochód i szybkim krokiem ruszyła w kierunku wejścia. Nie fatygując się nawet na koniec kolejki podszedł do ochroniarza, który wpuścił ich do środka bez słowa sprzeciwu. Cassandra domyśliła się, że czarnowłosy musiał tutaj bywać częściej i zawsze miał dla siebie zapewnione miejsce.

         Weszła niechętnie do środka, od razu krzywiąc się kiedy tylko zobaczyła całą masę, ocierających się o siebie ludzi. Wzdrygnęła się, czym wywołała cichy śmiech swojego towarzysza. Postanowiła go jednak zupełnie zignorować. Nie zważając na mężczyznę, który cały czas trzymał jej drobną dłoń w swojej, ruszyła przed siebie w poszukiwaniu wolnego stolika. Fuknęła pod nosem, kiedy Malik mocno pociągnął ją za dłoń, tym samym zatrzymując. Od nagłego ruchu zabolały ją plecy. Odwróciła się natychmiast, obrzucając go morderczym spojrzeniem, ale on tylko rozbawiony wzruszyła ramionami. Zaprowadził blondynkę do swojej prywatnej loży, do której tylko on miał wstęp. W sumie, to mogła się tego spodziewać.

-- Za chwilę wyjdziesz za klub i znajdziesz tam mężczyzną, wyglądającego na trzydzieści lat. Weźmiesz kasę i dasz mi to – wyciągnął z kieszeni kurtki niewielki woreczek, wypełniony białym proszkiem i podał go kobiecie. Ta westchnęła cicho, odbierając przedmiot od Malika. Znów się zaczyna.

-- Mam jedną prośbę. Stój gdzieś w pobliżu, bo sądząc po moim stanie fizycznym i psychicznym mogę sobie średnio poradzić, kiedy ten frajer nie będzie chciał współpracować – mruknęła, obserwując rzecz, trzymaną w dłoniach. Zacisnęła powieki, słysząc gardłowy śmiech Mulata i od razu wiedziała, że jest na straconej pozycji.

-- Aniołku, przecież dobrze mnie znasz. Albo sobie poradzisz, albo zginiesz. Innego wyjścia nie ma – powiedział, kładąc dłoń na udo szatynki i gładzą je delikatnie kciukiem.

-- Czy kiedy to zrobię będę mogła iść do domu? – zapytała, strącając z siebie jego rękę. Nie chciała, żeby jej dotykał.

-- Oczywiście, skarbie – nie czekając na nic więcej podniosła się z siedzenia i udała we wcześniej wskazanym kierunku. Chce jak najszybciej mieć to za sobą i móc zaszyć się w swoim łóżku z kubkiem gorącej czekolady i jakąś dobrą książką.

         Potarła swoje ramiona, kiedy tylko zimne powietrze owiało całe jej ciało. Rozejrzała się dookoła, w poszukiwaniu jakiegoś nieprzyjemnie wyglądającego typa i znalazła go. Właśnie przyszedł, a jego postawa wskazywała ewidentnie na to, że czegoś szuka. Odchrząknęła, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Chłopak westchnął cicho i podszedł do niej, od razu wystawiając dłoń w jej kierunku, ale ona w odpowiedzi tylko pokiwała przecząco głową.

-- Nie ma kasy, nie ma towaru – wzruszyła ramionami, robiąc krok do tyłu. Jej „klient” po raz kolejny odetchnął głęboko i nie spuszczając ręki, wyjął z kieszeni niewielki nożyk. Cassie przewróciła teatralnie oczami, ale w dalszym ciągu nie schowała narkotyku, trzymanego w dłoniach.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!