[11] Chapter Eleventh (Second Season)

1.5K 133 14


"Bóg nie umieścił człowieka na zlodowaciałej planecie, Bóg oddał ludzi w ręce ludzi, powierzył ich trosce innych ludzi.Dlatego też człowiek poszukuje przez całe swoje życie, świadomie lub mniej świadomie, drugiego człowieka. Poszukuje i tęskni za miłością, ciepłem serca i zaciszem domowym."

~ Phil Bosmans

Cassandra siedziała z Samuelem w samolocie i zmęczonym wzrokiem obserwowała czarną przestrzeń, rozpościerającą się za oknem. Chciała być już w hotelu i położyć się w swoim łóżku. Po raz pierwszy od dawna żałowała, że nie posłuchała kogoś innego niż siebie. Detektyw Fernandez kilkukrotnie proponował jej, żeby przebukowała bilety o jeden dzień później i poleciała razem z nim i Ericem. Jednak ona chciała jak najszybciej znaleźć się w Berlinie. Doskonale wiedziała, że jeśli Malik chciałby opuścić miasto, domyślając się, że Amerykańska policja nie da mu tak łatwo spokoju, to nie będzie miała na to żadnego wpływu i nic nie zdoła zrobić.

Westchnęła ciężko, opierając się plecami o swój fotel. Wiedziała, że Sam śpi, nawet nie musiała na niego patrzeć. Wystarczyło, że słyszała jego głośne chrapanie. Sama również próbowała kilkukrotnie pogrążyć się we śnie i chociaż przez chwile odpocząć, ale nie była w stanie. Jej myśli przez cały czas zajmował Zayn i nic nie mogła na to poradzić.

Z cichym westchnieniem włączyła sobie muzykę i zamykając oczy zaczęła wsłuchiwać w teksy piosenek, przewijających się w słuchawkach. Miała cichą nadzieję, że na miejscu będzie w stanie się przespać. Chociaż przez kilka godzin.

~*~

Zayn leżał na hotelowym łóżku i beznamiętnym spojrzeniem wpatrywał się w ścianę na przeciwko. Jedną rękę włożył pod głowę, a dłonią drugiej bawił się włosami śpiącej Samanthy, leżącej na jego ramieniu.

Zastanawiał się nad tym, jak szybko się jej pozbyć. Miał dość ciągłego gadania o tym, jak bezgranicznie jest w nim zakochana, chociaż oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak wielkim było to kłamstwem. On wiedział, że jest z nim tylko dla pieniędzy. A ona była świadoma, że może z nich korzystać, dopóki mu się nie znudzi. Ten moment nastał już dawno temu, w dniu kiedy poznał Cassandrę. Od tamtego czasu Sam odeszła w zapomnienie. Już nie podniecała go tak jak na początku ich znajomości. Stała się średnio pożytecznym problemem. Owszem, czasami, kiedy zadanie wymagało kobiecej dyskrecji, angażowali ją do niego. Jednak Zayn coraz częściej odczuwał skutki tych decyzji. Musiał pilnować się dwa razy bardziej, ponieważ w dziwny sposób jego wrogowie dowiadywali się o tym, co chciał zrobić i zjawiali się na miejscu przestępstwa wcześniej niż on.

Z cichym westchnieniem dotknął głowy kobiety i w mało delikatny sposób - aczkolwiek nie na tyle, żeby ją obudzić - zsunął Stredfield ze swojego ramienia. Wziął z szafki pistolet i paczkę papierosów. Wyszedł na balkon nie przejmując się tym, że ma na sobie jedynie bokserki. W końcu nie miał się czego wstydzić.

Usiadł na wiklinowym krześle, odkładając pistolet na stół z tego samego materiału. Wyjął papierosa, od razu umieszczając go między wargami i odpalając. Wypuścił biły dym z płuc, przyglądając mu się uważnie, dopóki całkowicie nie zniknął. Dziś wieczorem miał kolejne spotkanie z Colinem. Musiał być w stu procentach pewny, że trzyma go w szachu.

-- Zimno mi, dlaczego sobie poszedłeś - zaklął cicho pod nosem, słysząc irytujący głos Samanthy. Odwrócił się do niej przodem, nie siląc się na uśmiech. Stała ubrana w jego biały T-shirt ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami i oparta jednym ramieniem o framugę. Pewnie każdy facet ucieszyłby się na taki widok, ale on był wściekły, że w ogóle odważyła się dotknąć jego koszulki.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!