[32] Chapter Thirty-Second (First Season)

1.8K 131 7

Zdziwienie jest tą przyczyną, dla której ludzie zaczęli filozofować.


Siedziała sama w pokoju, do którego zaprowadził ją jeden z ludzi Payne'a. Wpatrywała się pustym wzrokiem w ścianę na przeciwko i czekała na nich. Wiedziała, że przyjechała zdecydowanie za wcześnie, ale jakaś dziwna siła ciągnęła ją do tego miejsca. Doskonale wiedziała, że to jeden z ostatnich razów, kiedy będzie mogła tu bezkarnie wejść. Ta świadomość jakoś dziwnie ją bolała. Potrząsnęła głową. Jest tak strasznie głupia! Powinna to wszystko zakończyć jak najszybciej i zająć się czymś aktualnym, co odciągnie ją od tego całego zamieszania, jakie osobiście wprowadziła w swoje życie przez jednego, głupiego faceta.

- Przyniosłaś coś policyjnego. Mogę to zobaczyć? Na pewno jest bardzo ciekawe... - zanim zdążyła zrozumieć, kto przyszedł i co do niej powiedział, Louis już trzymał w dłoniach teczkę, którą wcześniej miała położoną na kolanach. Przewróciła oczyma, wracając do obserwowania ściany, kiedy ten przeglądał dokumenty. I tak wcześniej czy później dałaby im je do dokładniejszej analizy. W końcu właśnie po to je ze sobą przytargała. - Czemu tak bardzo interesuje cię Aaron Kinkson? Przecież dla policji przestał mieć znaczenie po swojej rzekomej śmierci. Olali go - Tomlinson zmarszczył brwi, przyglądając się uważnie notatkom, które trzymał w dłoniach. Śledził tekst wzrokiem, starając się zapamiętać z niego jak najwięcej.

- Właśnie dlatego się tym interesuję. Kiedy napadli na jego gang, od dwóch lat pracowałam w policji. Brałam udział w akcji, po raz pierwszy tak dużej! Widziałam zarówno tych, którzy polegli, jak i tych uciekających. Żaden martwy nie wyglądał jak przywódca gangu. Nie chciałam uwierzyć w to, że poległ. Przecież broniła go przed tym przynajmniej setka osób... Kiedy powiedziałam to tym na górze, od razu mnie wyśmiali. Tylko Fernandez wstawił się za mną i uznał, że mam rację. Zaczął mi pomagać, stał się moim przełożonym. To on organizował dla mnie wszystko. Mogłam do niego przyjść z każdym problemem, a on pomagał mi w jego rozwiązaniu.. Szczególnie, kiedy rodzice mnie znienawidzili. Dzięki niemu stałam się kimś ważnym - westchnęła ciężko, patrząc na swoje palce, którymi zaczęła się bawić. Widział, że nie do końca tego chciała. Szczególnie, kiedy wspominała o rodzicach. Wiedział, że nie powinien, ze względu chociażby na to, czym się zajmują, ale czuł do niej pewnego rodzaju sympatię. Zdążył ją polubić, szczególnie po ich ostatnim wypadzie do Londynu.

- Naprawdę uważasz, że Jenkins mógłby mieć coś wspólnego z ojcem Malika? Już tak dawno nikt o nim nie słyszał. Może naprawdę umarł? - wzruszył ramionami, ale ona natychmiast pokiwała przecząco głową.

- Tacy ludzie, jak Kinkson nie umierają od tak, po prostu. Musi mieć swoje ostatnie wielkie wejście, żeby przypadkiem ktoś nie zapomniał, że wcześniej chodził po świecie człowiek z jego nazwiskiem - mruknęła, odbierając od niego dokumenty, kiedy podsunął je w jej kierunku.

- Rozumiem. Patrząc na to z twojej perspektywy naprawdę powinniśmy na niego uważać. Nie podoba mi sie to - mruknął Louis, patrząc w tę samą ścianę, co szatynka. Oboje siedzieli w ciszy, dopóki do pomieszczenia nie weszli Daniel, Liam i Niall. Kobieta usiadła prosto, przeczesując włosy palcami. Wiedziała, że musi teraz uważać na Payne'a. Nie życzył jej dobrze i wcale się mu nie dziwiła. Kiedy przechodził obok niej, żeby dostać się do wolnego krzesła u szczytu stołu, czuła jego palący wzrok na swojej szyi.

Cisza jednak w dalszym ciągu utrzymywała się w pokoju z tą różnicą, że teraz nabrała nieprzyjemnej, napiętej atmosfery. Kobieta nerwowo przygryzała swoją dolną wargę. Wiedziała, że powinna jakoś zacząć ich rozmowę, ponieważ oni wszyscy na to liczyli. W końcu jako jedyna przyniosła ze sobą teczkę z ogromnym napisem Aaron Kinkson na wierzchu. Westchnęła ciężko, podnosząc się ze swojego siedzenia. Rzuciła papierami na drewnianą powierzchnię i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!