[00] Prologue (Third Season)

401 29 0


„Spodziewaj się niespodziewanego, bo niespodziewane prawie na pewno będzie się spodziewało ciebie"
~ Marjorie M. Liu
„Pocałunek łowcy"

Zayn zmrużył oczy, klnąc cicho pod nosem, kiedy reklama na ogromnym ekranie zmieniła się i oślepiła go przez co musiał na chwilę zmrużyć oczy i przyhamować. Nowy York był piękny nocą i nawet on musiał to przyznać, jedynak jedynie z perspektywy spacerowicza, który mógł się zatrzymać i przyjrzeć migającym na budynkach ekranom, a nie z perspektywy kierowcy, który mógł przez nie w każdej chwili spowodować wypadek.

Przyspieszył znowu, kiedy jego wzrok przyzwyczaił się z powrotem do ciemności i zjechał do jednej z bocznych uliczek, parkując w niej na chodniku. Zgasił silnik samochodu i sięgnął po metalową, srebrną walizkę, która leżała na tylnych siedzeniach pojazdu. Przesunął po niej palcami i uśmiechnął się lekko pod nosem, kiedy po chwili wyjął ze schowka pistolet i położył go na niej. Wyjrzał za okno i roztarł dłonie. Styczeń był wyjątkowo mroźny, a on nie chciał marnować benzyny na ogrzewanie. Zamierzał szybko wszystko załatwić.

Sprzedawanie narkotyków nie należało do jego zadań, wręcz przeciwnie – zlecał to ludziom, którzy niewiele znaczyli w gangu. Ostatnimi czasy narzekał jednak na nudę i postanowił urozmaicić sobie czas w każdy sposób, jaki tylko nasunął mu się na myśl, a który nie naruszyłby zbytnio jego wolności. Chłopaki śmiali się z niego, że chciał przypomnieć sobie stare czasy, kiedy starał się udowodnić ojcu, że mógł przejąć jego obowiązki.

Uniósł brew, widząc mężczyznę, szybkim krokiem zmierzającego w kierunku jego samochodu. Był wysoki, niesamowicie chudy, a spodnie opinające się na jego nogach powodowały, że wyglądał dość karykaturalnie, jakby poruszał się na szczudłach. Kiedy podszedł bliżej i stanął w świetle lampy Zayn mógł przyjrzeć mu się dokładniej. Miał na sobie czarną, puchową kurtkę, ciemne spodnie i czapkę-skarpetkę, którą niemalże naciągnął sobie na oczy. Dłonie trzymał wsadzone głęboko w kieszeniach.

Kiedy stanął przy samochodzie, Zayn odblokował drzwi aby wpuścić go do środka. Od razu otworzył drzwi, a po zajęciu miejsca zamknął je za sobą. Pewnie miał nadzieję, że we wnętrzu pojazdu zdoła się chociaż odrobinę ogrzać, jednak temperatura w nim była niewiele wyższa niż na zewnątrz. Malik zmierzył go uważnym, badawczym spojrzeniem. Nie było w nim nic nadzwyczajnego. Ot zwykły nowojorczyk. Na pewno nie kupował narkotyków dla siebie.

— Czy to jest całe zamówienie? — zapytał skrzeczącym, zachrypniętym od mrozu głosem. Czarnowłosy skinął twierdząco głową, obejmując swoimi długimi palcami broń, która wciąż leżała na metalowej walizce, na którą wskazał chłopak. Uniósł ją dopiero, kiedy wyciągnął w jego kierunku ręce.

— Najpierw pieniądze — mruknął cicho, mrużąc lekko oczy. — Ten kto cię tu przysłał na pewno ostrzegł, że najpierw biorę pieniądze, a dopiero potem daję towar — dodał, unosząc wysoko brew.

Chłopak spiął się mocno i wsunął dłonie do kieszeni. Zayn uśmiechnął się lekko pod nosem, jednak nie przestawał śledzić jego ruchów. Nie ufał mu i wydawało mu się przez cały czas, że coś z nim jest nie tak. Owszem, ludzie których spotkał na swojej drodze stresowali się w takich momentach, jednak on nie wyglądał na przestraszonego. Raczej na kogoś, kto mocno bił się ze swoimi myślami.

— Nie mam całej nocy — wymamrotał po chwili Zayn. Chłopak podniósł na niego wzrok, sięgając do kieszeni. Malik uniósł z powrotem pistolet, jednak nie zdążył nic zrobić, ponieważ poczuł jak coś nieprzyjemnie wbiło mu się w udo. Zdziwiony spuścił wzrok na piekące miejsce, a potem uniósł go z powrotem na swojego towarzysza, który uśmiechał się do niego złośliwie.

Nacisnął na spust, jednak nie był w stanie zrobić tego na tyle mocno, aby pistolet wystrzelił, ponieważ już po chwili stracił panowanie nad swoim ciałem. Domyślił się, że została wstrzyknięta mu jakaś trucizna, albo środek nasenny. Jednak nie było jej aż tak dużo, żeby od razu stracił świadomość. Czuł jak chłopak odpina jego pas, przez co uderzył boleśnie głową w kierownicę. Poczuł pieczenie na czole, jednak nie był w stanie nic powiedzieć, dlatego wydał z siebie przeciągły jęk, czym rozbawił chłopaka, który zaczął szarpać się z jego bezwładnym ciałem, starając się przeciągnąć je na miejsce pasażera.

Zayn starał się poruszyć chociażby koniuszkiem palca, ale substancja krążąca w jego żyłach skutecznie uniemożliwiała mu nawet tak drobny ruch. Dlatego w końcu się poddał i zaczął pomstować na chłopaka, który z piskiem opon ruszył jego samochodem, przez co boleśnie odbił się od deski rozdzielczej, a potem drzwi, kiedy jego oprawca gwałtownie skręcił, z powrotem wyjeżdżając na główną ulicę. Malik nie widział tego, jednak głosy, które docierały do niego jakby zza tafli wody uświadomiły go w tym.

— Masz te swoje prochy Malik — chłopak ze śmiechem rzucił mu metalową walizkę na kolana, jednak przez gwałtowną jazdę i szarpanie samochodem szybko spadła mu na stopy. — Nie przydadzą mi się do niczego. Ale ty za to bardzo — zaśmiał się znowu.

Malik spróbował coś wybełkotać, jednak udało mu się wydobyć z siebie jedynie cichy syk. Głośny śmiech oprawcy zaczął go irytować, dlatego w pewien sposób ucieszył się, kiedy znów poczuł ukłucie w udo, tym razem lewe, po którym natychmiast odpłynął.

~*~

PRZEPRASZAM, ale pisałam to 3 razy. Najpierw skasowało mi wszystkie pliki z pendrive'a, potem w nocy zaktualizował mi się komputer, a potem na szczęście się udało.

Wiem, znowu, ale obiecuję tym razem żadnych zamienników.

Studentom życzę udanej końcówki wakacji, a całej reszcie udanej końcówki pierwszego miesiąca szkoły x

Jesica Evans

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!