[10] Chapter Tenth (Second Season)

1.6K 147 12


"Argument stoi pierwszy, wykręt na szarym końcu. Ale jedynie - w słowniku."

~ Władysław Grzeszczyk

"Parada paradoksów"

-- Moim zdaniem jesteś totalną kretynką, Cassie. Nie rozumiesz, że powinnaś trzymać się jak najdalej od tego faceta? Dlaczego do jasnej cholery z uporem maniaka starasz się pokazać wszystkim dookoła, że już o nim zapomniałaś, skoro doskonale wszyscy wiedzą, że w cale tak nie jest? - Samuel siedział wraz ze swoją najlepsza przyjaciółką w poczekalni w szpitalu. To właśnie tamtego dnia Willson miała przejść przez pierwszą kontrolę od czasu założenia szwów. Po cichu liczyła na to, że pozbędzie się w końcu nadmiaru bandaża, który znacznie utrudniał jej większość wykonywanych czynności.

-- Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz Sam. Może i jestem kretynką, ale na pewno niczego nie udaję. To ty masz jakieś urojenia. Ten idiota jest mi zupełnie obojętny, a złapanie go należy po prostu do moich obowiązków służbowych - kobieta przewróciła oczami, spoglądając na drzwi do gabinetu lekarskiego. Już za chwilę miała do niego wejść, czego nie mogła się doczekać. Miała serdecznie dość bezsensownej paplaniny Rossiego o tym, jaka to nieodpowiedzialna była. Przede wszystkim skończyła osiemnaście lat, co upoważniało ja do samodzielnego podejmowania decyzji. Po drugie żyła w wolnym kraju, gdzie kobiety posiadały dokładnie takie same prawa jak mężczyźni, dzięki czemu mogła mieć ich zdanie w poważaniu.

Poderwała się z plastikowego krzesła, kiedy usłyszała swoje nazwisko. Czuła się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, mogąc w końcu pozbyć się ciągle gadającego przyjaciela. Kochała go jak brata, ale czasami był po prostu nie do zniesienia.

Uśmiechnęła się w kierunku lekarza, który rozmawiał przez telefon. Mężczyzna odwzajemnił gest, wskazując dłonią na krzesło, postawione z drugiej strony biurka. Usiadła na nim, obserwując starszego mężczyznę. Jego siwe włosy ubywały ręcz w zastraszającym tempie. Była pewna, że podczas ostatniej wizyty miał ich nieco więcej. Pod białym kitlem założony miał czarny garnitur, a na serdecznym palcu prawej dłoni złoty sygnet. Pożegnał się ze swoim rozmówcą i zakończył rozmowę, odkładając telefon na ciemne biurko, między poukładanymi papierami.

-- Przepraszam za to, musiałem załatwić kilka ważnych spraw, dotyczących sympozjum, które mam poprowadzi - westchnął ciężko, przecierając oczy palcem wskazującym i kciukiem. Szybko jednak wyprostował się i przywrócił uśmiech na twarz. - Ale nie ważne. Zajmijmy się sprawami priorytetowymi. Powiedz mi, czy ręka boli cię mniej niż ostatnio, czy ból w dalszym ciągu się utrzymuje?

-- Jest jak najbardziej w porządku. Można już zrezygnować z tego bandaża. Tylko pogarsza całą sprawę - poszerzyła uśmiech, chcąc przekonać go do swoich racji. Musiała być w miarę sprawna, jeżeli chciała z powrotem zamknąć Malika w więzieniu. Ale tym razem przeniesie go do Stanu, gdzie kara śmierci nie jest już praktykowana.

-- O tym zaraz się przekonamy - doktor Mortez podniósł się i podszedł do swojej pacjentki. Ciemnowłosa z cichym westchnieniem zdjęła z siebie lawendową bluzkę. Mężczyzna ostrożnie odwinął bandaż i skrzywił się, widząc mocne zaczerwienienie dookoła rany. - Czy aby na pewno w pełni stosowałaś się do moich zaleceń, dotyczących nadwyrężania tej reki? - westchnął ciężko, odkładając opatrunek na biurko. Cassie przewróciła, po raz kolejny tamtego dnia, oczami.

-- Może nie do końca, ale przez pierwszy dzień nawet nim nie ruszałam - podniosła dłoń zdrowej ręki, jakby składała przysięgę wagi państwowej. Doktor pokręcił przecząco głową, wydobywając maść z jednej z szuflad.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!