[07] Chapter Seventh (First Season)

3.4K 233 14

Znaczną część życia wypełnia ten sam dylemat: jak sprawiać wrażenie kogoś stanowczego i pełnego energii […] ~Kurt Vonnegut

~*~ 

         Uchyliła po woli powieki, starając się przyzwyczaić wzrok do dziennego światła. Kiedy w końcu jej się to udało natychmiast przekręciła się na plecy, owijając szczelniej kołdrą. Klęła na siebie w myślach za to, że zostawiła na całą noc otwarte okno, ponieważ teraz czuła się, jak w jakiejś zamrażarce. Z ciekawości zerknęła przez szybę, starają się zobaczyć, jaką mają pogodę w Nowym Yorku. Jęknęła przeciągle, zauważając strugi wody, szybko spływające z nieba. Nienawidziła deszczu. Zawsze wprowadzał ją w senny, melancholijny nastrój, przez co nikt nie chciał z nią przebywać. Stawała się naburmuszona i marudna; narzekała na wszystko dookoła.

         Z cichym westchnieniem podniosła się do pozycji siedzącej, cały czas przytrzymując końcówkę kołdry na wysokości swoich piersi, po czym przetarła zaspane oczy wierzchem dłoni. Malik postanowił dać szatynce jeden dzień spokoju po tym, jak wczoraj jeździli na motorach do szóstej nad ranem. Dokładnie widziała, że jest zmęczony tym wszystkim, jednak za wszelką ceną chciał nauczyć Cassandrę wszystkich sztuczek oraz manewrów za jednym spotkaniem. Kilkanaście razy próbowała nakłonić go do tego, żeby odpuścił, ale całe gadanie szło na marne. Mulat nie chciał nawet słuchać słowa sprzeciwu, a co dopiero całych wypowiedzi na ten temat. Nie pozostawało jej nic innego, jak posłuszne podporządkowanie się jego zachciankom, co w przypadku tej kobiety graniczyło niemalże z cudem. No cóż, jak widać na załączonym obrazku - one również się zdarzają.

         Wstała z łóżka, zostawiając na nim kołdrę. Cass nie obchodził nawet fakt, że jest teraz w samej bieliźnie, a większość okien w mieszkaniu nie została zasłonięta roletami. Liczyło się jedynie to, że czuje się komfortowo; pomijając cholerne zimno, przez które miała gęsią skórkę na całym ciele. Niemrawym krokiem ruszyła w kierunku kuchni, żeby zrobić sobie mocną kawę. Usłyszała głośne pukanie w drzwi, jednak postanowiła je zupełnie zignorować. Jeżeli byłoby to coś ważnego, to najpierw ktoś zadzwoniłby do niej z informacją o tym, że zawita w skromne progi kobiety. Weszła do kuchni, od razu odpalając elektryczny czajnik, po czym zaczęła przeszukiwać zawartość swoich szafek w poszukiwaniu kofeiny. Zrezygnowała, kiedy przejrzała już wszystkie zakamarki pomieszczenia.

         Oparła się pupą o blat kuchenny, odchylając głowę do tyłu i zamykając oczy. Wydawało jej się, że wszystko zaczęło sprzysięgać się przeciwko niej tylko po to, żeby utrudnić życie Cassie jeszcze bardziej. Westchnęła zrezygnowana i już chciała zaparzyć sobie czarnej herbaty, ale poczuła czyjś ciepły oddech na szyi i duże dłonie na biodrach. Otworzyła szeroko oczy, przez co spojrzenie Willson spotkało się z ciemnymi tęczówkami Zayn ‘a. Chciała coś powiedzieć, żeby się od niej odsunął, ale głos uwiązł w gardle kobiety, przez co zastygła z szeroko otwartą buzią.

-- Dzień dobry, Aniołku – przybliżył swoje usta do ucha szatynki, przygryzając je delikatnie i kładąc ręce po obu stronach jej ciała. – A może powinienem raczej powiedzieć Diablico – uśmiechnął się, widząc gęsią skórkę na plecach szatynki. Dobrze wiedział, że na nią działa, jednak nie spodziewał się, że w aż tak dużym stopniu.

-- Malik, musisz zapamiętać, że jesteś w moim mieszkaniu i nie powinieneś wchodzić do niego bez pukania, bo mogę być na przykład w samej bieliźnie – zironizowała, starając się go od siebie odepchnąć. Nienawidziła tracić panowania nad sytuacją, a teraz właśnie to się działo.

-- Mnie to nie przeszkadza – powiedział zadziornie, ale odsunął się od niej. Wolnym krokiem poszedł do salonu i rozłożył się na kanapie, włączając telewizor na pierwszym lepszym kanale. Ciemnowłosa szybko wzięła z łazienki satynowy, czarny szlafrok i poszła do niego. Nie ufała mu i nic nie wskazywało na to, że w tej kwestii cokolwiek się zmieni.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!