[04] Chapter Fourth Part II (First Season)

2.8K 220 14

Zacisnęła wargi w wąską kreskę, łapiąc się rynny. Podciągnęła się na niej, stając na chwiejnych nogach na dachu budynku. Zaczęła znowu uciekać, starając się przy tym nie przewrócić. Świeża rana na plecach i ta starsza, na twarzy, piekły niemiłosiernie, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Wiedziała jednak, że jeżeli chce ujść z życiem musi dalej biec.

— I tak cie dopadnę, Willson — usłyszała jeszcze, zanim zdążyła zejść z dachu. Wbiła zęby w dolną wargę, nie zatrzymując się. Słowa McColla zadziałały na nią bardzo motywująco. Wiedziała, że policjant zamierzał dotrzymać obietnicy, a ona nie zamierzała mu tego ułatwiać.

Wiedziała, że ranna nie ma z nim najmniejszych szans. Dalszy bieg nie miał sensu, jeżeli nie miała żadnego planu działania. Dlatego wyjęła pistolet, chowając się za ścianą jednego z budynków, mijanych po drodze. Ułożyła jeden palec na spuście, unosząc broń na wysokość swojej twarzy i starając się uspokoić oddech, nasłuchiwała coraz głośniejszych kroków Stephena. Czuła pot, spływający po twarzy i plecach. Była pewna, że ma gorączkę. Odetchnęła głęboko i wyszła ze swojej kryjówki, kiedy miała pewność, że stanie naprzeciwko mężczyzny. Uśmiechnęła się lekko, unosząc jeden kącik ust, mierząc prosto między oczy policjanta.

— Ręce za głowę, chcę wiedzieć że nie zrobisz niczego, co mogłoby nam zaszkodzić — mruknęła, napawając się chwilą, w której mężczyzna bez żadnego sprzeciwu wykonał jej polecenie. Przynajmniej raz w życiu miała nad nim namacalną przewagę. Cofnęła się o krok, chcąc zachować bezpieczną odległość. Miała nadzieję, że Louis już uciekł i za chwilę po nią przyjedzie. Nie miała pewności jak długo uda jej się wytrzymać.

— Jesteś z siebie w końcu zadowolona, Willson? — splunął, miażdżąc ją spojrzeniem. Pokręciła głową z dezaprobatą, jakby zaraz miała skarcić nieposłuszne dziecko. Wiedziała, że zdenerwuje go tym jeszcze bardziej, ale nie zamierzała się tym przejmować.

— Nie wiesz, że nie powinno odnosić się w ten sposób do kogoś, kto trzyma przed twoją twarzą naładowaną broń? — podniosła wysoko jedną brew, mierząc go rozbawionym spojrzeniem. Nigdy nie pozwolił jej na to, aby dała mu się poznać. Odkąd tylko się poznali starał się ją tępić i utrudniać jej życie. Dlatego i ona w końcu zaczęła traktować go w ten sam sposób. — Postrzeliłeś mnie sukinsynie — dodała, unosząc wyżej ręce, jakby chciała pokazać mu, że ma ochotę zrobić mu dokładnie to samo.

— Jestem ciekawy jednej rzeczy. Dlaczego? Przecież wszyscy uważali cię za tą najlepszą i adorowali jakby faktycznie tak było — zmarszczyła brwi, odsuwając się o kolejny krok do tyłu. Nigdy wcześniej nie wypowiedział tego na głos. Rozejrzała się dookoła, chcąc upewnić, że nie gra na zwłokę, dając czas na zastrzelenie jej komuś innemu. — Odpowiedz mi — słysząc jego głos, ponownie skupiła na nim całą swoją uwagę.

— Bo znudziło mi się bycie tą dobrą, a że dostałam dość ciekawą propozycję postanowiłam z niej skorzystać — mówiła powoli, ważąc każde słowo. Nie chciała zdradzić zbyt wiele, a żadne sensowne kłamstwo nie przyszło jej wtedy do głowy, dlatego musiała nagiąć nieznacznie prawdę.

— Nie wyglądałaś na taką, co ma za mało adrenaliny w życiu — mruknął pod nosem, zerkając nerwowo ponad jej ramieniem. Cassandra uśmiechnęła się pod nosem, kręcąc głową. Czyli jednak nie chcieli jej zabić, skoro bawili się w jakieś durne podchody. — Może chodziło o pieniądze. Jestem pewny, że gdybyś tylko zapytała Fernandeza on dałby ci podwyżkę. Przecież byłaś jego ulubienicą — mężczyzna ciągnął dalej, ale ciemnowłosa zignorowała go kompletnie. Poczekała chwilę i odsunęła się w ostatnim momencie, unikając mocnego uderzenia w tył głowy. Podcięła nogi wspólnikowi McColla, przez co poleciał do przodu, prosto na niego.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!