[00] Prologue

6.4K 333 13



Kobiety czasami posuwają się bardzo daleko i poświęcają dużo wysiłku,
żeby zaspokoić pragnienie zemsty.
~ Agatha Christie

~***~

Wysoka kobieta, ubrana w krwistoczerwoną sukienkę, rozkloszowaną od pasa w dół oraz wysokie, czarne szpilki przechadzała się spokojnymi krokami po sali bankietowej, dzierżąc w dłoni lampkę drogiego, musującego szampana. Jej długie, brązowe włosy, lekko podkręcone na końcach, opadały kaskadami na odkryte ramiona i plecy. Oczy miała muśnięte jedynie ciemnym tuszem do rzęs, lekko przymrużone, rozglądały się z zażenowaniem i wyższością dookoła. Bywała już na nie jednym przyjęciu tego typu, a w zaproszonych gościach za każdym razem widziała te same, irytujące ją cechy – fałszywość, dwulicowość, zupełny brak empatii. Największe choroby dwudziestego pierwszego wieku, w którym niestety przyszło jej żyć. Zdusiła w sobie chęć prychnięcia, kiedy jakiś około trzydziestoletni mężczyzna puścił jej perskie oczko. Miała nadzieję więcej nie spotkać go już tamtego męczącego wieczoru.

W pewnym momencie uwagę kobiety przykuła postawna, wysoka osoba, wyraźnie rzucająca się w oczy pośród szarego tłumu. Znała go bardzo dobrze i wiedziała o nim więcej, niż nie jeden z jego przyjaciół, chociaż nigdy wcześniej nie dane im było spotkać się ze sobą osobiście. Była jego cieniem, a wkrótce miała stać się również najgorszym koszmarem. Oblizała czubkiem języka usta, pomalowane bladoróżowym błyszczykiem i przejechała palcami po delikatnym materiale sukienki, w miejscu gdzie pod spodem schowane było prawe udo dwudziestopięciolatki, aby sprawdzić czy dalej znajduje się tam kabura wraz z naładowanym pistoletem służbowym. Odwróciła głowę w kierunku swojego szefa. Kiwnął lekko dając jej tym samym do zrozumienia, że może zaczynać swoje działanie. Odetchnęła głęboko, ruszając zmysłowymi krokami w kierunku czarnowłosego mężczyzny, który usilnie próbował flirtować z jedną z kelnerek, błąkających się po sali ze srebrnymi tacami. Cassandra nie była zdziwiona, że dziewczyna chichotała głupio, ulegając jego urokowi. Był zabójczo przystojny i miał dużą sumę pieniędzy na koncie, która również nie śmierdziała. Szatynka wymieniła pustą lampkę na nową, tym razem do połowy wypełnioną czerwonym winem i podeszła do mężczyzny, zahaczając delikatnie dłonią z czarną kopertówką o jego rękę. Wiedziała, że zaczął się okręcać dookoła w poszukiwaniu napastnika, jednak zatrzymała się dopiero po kilku metrach, czując na swoich plecach jego palący wzrok. Zaintrygowała go – miała pełną świadomość tego istotnego w jej zadaniu faktu i cieszyła się z tego niezmiernie.

Po kilku minutach, spędzonych na rozmowie z jakimś podstarzałym artystą, który podobno miał być ojcem właściciela galerii, której następstwem było to zupełnie nieudane i nudne przyjęcie, odwróciła leniwie głowę w kierunku bruneta, cały czas przyglądającego się jej. Popatrzyła mu w oczy, chcąc sprawdzić jakąkolwiek emocję, która błądziła w jego umyśle, jednak niemalże czarne oczy pozostawały zupełnie puste. Uśmiechnęła się kokieteryjnie, unosząc dłoń ze szkłem, jakby wznosiła toast, po czym upiła łyk wina, na koniec oblizując powoli wargi. Mężczyzna podrzucił zdziwiony i zaintrygowany brwiami, ale kilka sekund później wykonał ten sam gest, co ona. Kobieta ledwo zauważalnie poszerzyła swój uśmiech, odwracając się na pięcie. Zmierzając wolnym krokiem w kierunku damskiej toalety, miała nadzieję, że cel, zaciekawiony jej osobą, nie pójdzie sobie, podczas gdy ona będzie załatwiać potrzeby fizjologiczne. Zbyt duża ilość alkoholu źle wpłynęła na organizm kobiety.

Właśnie myła ręce, kiedy usłyszała głośne otwieranie drzwi. Początkowo nie zwróciła na to uwagi, dochodząc do wniosku, że jakaś kobieta przesadziła z winem czy szampanem. Jednak bardzo szybko została wyprowadzona z błędu. Chciała się odwrócić, kiedy tylko poczuła na karku czyjś ciepły oddech, ale duże, męskie dłonie skutecznie jej to uniemożliwiły, zaciskając się na marmurowym blacie, po obu stronach bioder szatynki. Uśmiechnęła się do siebie, bardzo dobrze wiedząc, kim jest napastnik. Miała nadzieję, że zauważył to w lusterku, wiszącym naprzeciwko. Chciała, aby wiedział że jest pewna siebie i nie zamierza udawać nieśmiałej w jego towarzystwie tak jak robiły to wszystkie inne kobiety, na które choć przez chwilę zwrócił uwagę.

— Co taka piękna kobieta robi na tak nudnym przyjęciu? — zapytał, odgarniając jej długie włosy na bok i całując po karku. Zamknęła powieki. Wiedziała, że musi być na coś takiego przygotowana, ale i tak poczuła ciepło, rozchodzące się po kręgosłupie. Drgnęła lekko w jego ramionach, wywołując szeroki uśmiech na jego twarzy, nie pokrytej nawet najmniejszą ilością zarostu. — Nie wolałabyś znaleźć się gdzieś zupełnie indziej? Ze mną — powstrzymała się od przewrócenia oczami. Jego flirt zaczynał ją irytować. Nie chciała dłużej przebywać w jego towarzystwie, dlatego postanowiła działać.

— To samo, co pan, panie Malik. Załatwiam interesy — uśmiechnęła się tryumfująco, widząc jak mocniej zaciska pięści. Myślał, że jest na tyle głupia, aby go nie znać. Pomylił się, na swoje nieszczęście. — Chcę dostać się do twojego gangu – odpowiedziała pewna siebie, kiedy nawet nie spróbował przerwać ciszy, jaka zapanowała pomiędzy nimi. Nie mogła już stchórzyć. Jest odpowiedzialna i podejmuje się najtrudniejszych wyzwań. Nie spięła się nawet, gdy usłyszała jego kpiący śmiech.

— Nie wyglądasz na taką, która nadawałaby się do tego świata — mruknął niechętnie, odsuwając się nieznacznie. Zagryzła dolną wargę. Musiała szybko coś wymyślić, bo za chwilę cały pan działania i praca w niego włożona pójdą na marne, tylko i wyłącznie z jej winy. Nie wybaczyłaby sobie tego nigdy. Nie kiedy w końcu była na tyle silna, aby pomścić śmierć swojej ukochanej i jedynej, młodszej siostry.

Kobieta stanęła przodem do mężczyzny i usiadła na umywalce, ciągnąc go za sobą. Widziała dokładnie zdziwienie, które wymalowało się na jego twarzy w jednej sekundzie, kiedy oplotła nogami jego biodra, ale równie krótko trwało, zastąpione zadziornym uśmiechem. W oczach wciąż miał tą pustkę, która nie dawała jej spokoju. Patrząc w nie, ułożyła dłonie Mulata na swoich kolanach i zaczęła jechać nimi coraz wyżej, aż w końcu dotarła do kabury pod sukienką. Szok największego wroga był dla niej ogromną wygraną. Pozwoliła mu delikatnie muskać broń długimi, zwinnymi palcami, ale niezbyt długo, aby nie udało mu się jej wykiwać. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że może zabrać w ostatnim momencie pistolet, a wtedy źle mogłoby się to dla niej skończyć. Starała się stłumić w sobie wszystkie uczucia i dalej grać obojętną na jego dotyk, który tak bardzo ją odrzucał, kiedy przybliżył twarz do jej ucha i musnął je delikatnie ustami, składając na małżowinie przyjemny pocałunek. Położyła mu dłonie na ramionach i odepchnęła od siebie, niezbyt mocno aby go nie rozśmieszyć. Chciała mu tylko pokazać, że nie jest kolejną naiwną dziewczyną, którą mógł bez problemu zaciągnąć do łóżka. Była odporna na jego urok.

— Uważaj na siebie, bo w każdej chwili może zacząć się test, dzięki któremu albo zginiesz, albo dostaniesz się do najlepszych. A szkoda byłoby pozbyć się z tego świata takiej ładnej buźki jak twoja — wyszeptał, na koniec przygryzając płatek i ciągnąc delikatnie za okrągły, złoty kolczyk, po czym opuścił pomieszczenie.

Zabawa właśnie się rozpoczęła i nie było już żadnego odwrotu.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!