[26] Chapter Twenty-Sixth (First Season)

1.9K 147 25

         Cassandra zatrzymała się i zeszła z motocykla, zdejmując kask, który zawiesiła na kierownicy. Malik zrobił dokładnie to samo. Uważnie przyglądała mu się, kiedy wykonywał poszczególne ruchy. Nie odzywali się do siebie słowem, ale dla niej było to nawet bardziej korzystne niż rozmowa. Ledwo zauważalnie przesunęła dłonią do paska, gdzie miała schowany niewielkich rozmiarów nóż. On miał cierpieć katusze zanim umrze za to, co zrobił Josephine, a ona obiecała tego dopilnować. W ułamku sekundy rzuciła się na niego, od razu zamachując się dłonią z ostrzem.

         Malik w ostatnim momencie zrobił krok do tyłu. Otworzył szeroko oczy, uważnie obserwując kolejne ruchy kobiety. Nie miał zielonego pojęcia, o co jej chodziło. Złapał ją za nadgarstek i mocno przyciągnął do siebie, przez co zderzyli się klatkami piersiowymi. Cassandra popatrzyła z nienawiścią na jego twarz. Chciała się wyrwać, ale to nic nie dało. Mężczyzna przekręcił ich tak, że stanął za nią i przyłożył końcówkę noża do jej gardła, drugą rękę szatynki wyginając za jej plecami. Rozzłoszczona kobieta dmuchnęła na włosy, które opadły na jej oczy i prychnęła pod nosem, wyrażając tym część swojej złości na wszystko dookoła, a w szczególności na siebie. Nienawidziła przegrywać.

— Puść mnie natychmiast! Nie chcę, żebyś mnie dotykał, rozumiesz?! Masz mnie natychmiast puścić! — Cassandra coraz mocniej szarpała się, przez co nóż przeciął delikatną skórę na jej szyi.

— Uspokój się. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, nie chcesz mnie zabić! Do cholery przestań się szarpać! — krzyknął, unieruchamiając ją w końcu. Odetchnął głęboko, odciągając ostry przedmiot od ciała kobiety, żeby już nic więcej sobie nim nie zrobiła.

— Oj nawet nie wiesz, jak bardzo tego chcę, Malik. Od kilku lat jest to moim celem numer jeden w życiu — warknęła, spuszczając głowę. Czuła się pokonana, a było to najgorsze uczucie na świecie. Szczególnie dla kogoś, kto nienawidził przegrywać.

— Posłuchaj mnie przez chwilę, do jasnej cholery! Chcesz zabić Malika, nie mnie, rozumiesz? Ja nie jestem Malikiem. Jeżeli dasz mi chwilę, to wszystko ci wytłumaczę — mężczyzna zabrał nóż z jej dłoni i wypuścił ją, cofając się od razu kilka kroków w tył. Wiedział doskonale, że może mieć znacznie więcej broni i nie chciał ryzykować.

— Mów, tylko szybko. Nie mam zamiaru dłużej tracić na ciebie czasu — brązowowłosa podniosła wysoko głowę, krzyżując ręce na klatce piersiowej. W głowie zakodowała sobie, żeby w przyszłości w pełni zaufać instynktowi, który po raz kolejny nie zawiódł jej.

— Razem z jednym policjantem mam zamiar zniszczyć cały ten gang. On przyszedł do mnie jednej nocy i powiedział, że wyglądam dokładnie tak samo, jak ten cały Malik. Zgodziłem się, bo co miałem zrobić? Chciałem pomóc — wzruszył ramionami, rozkładając ręce z bezsilnością, wymalowaną na twarzy.

— Dlaczego mam ci wierzyć? — przechyliła głowę na jedną stronę, otwierając szeroko oczy. Mimo wszystko, nie chciała dać mu się podejść w razie, gdyby jednak kłamał. Nie jest pierwszą lepszą z ulicy.

— Dziś wieczorem idę spotkać się z tym policjantem. Możesz pójść ze mną i dowiedzieć się, jaka jest prawda. Dowiesz się, że nie kłamię — rozłożył bezradnie ręce. Cassandra kiwnęła głową w geście zrozumienia. Podniosła jego kask z ziemi i rzuciła nim w mężczyznę. Popatrzył na nią zdezorientowany, przez co uśmiechnęła się szeroko.

— Wiesz, może nie masz z Malikiem nic wspólnego poza wyglądem, ale fajnie będzie z tobą wygrać. Przynajmniej przez chwilę poczuję się lepsza od niego, przynajmniej do momentu, w którym nie uświadomię sobie, że jednak nie mam z nim do czynienie — wzruszyła ramionami, odpalając silnik.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!