[02] Chapter Second (Second Season)

2K 147 20

"Kobiety żyją wspomnieniami. Mężczyźni tym, co zapomnieli."
~ Janusz Leon Wiśniewski
"Samotność w Sieci"

Cassandra siedziała w swoim samochodzie i paliła już któregoś z rzędu papierosa. Papierowe pudełko zaczynało powoli świecić pustkami, a ona dalej potrzebowała nikotyny do walki z rozszarpanymi nerwami. Wczoraj obudziła się u siebie w domu na łóżku, a obok niej siedział zaniepokojony Eric. Cały czas powtarzał, że powinna w końcu wziąć wolne, bo od nadmiaru pracy zaczyna nie wyrabiać zdrowotnie. Gdyby tylko wiedział, co było powodem jej omdlenia pierwszym lekarzem, jakiego by zasugerował byłby psychiatra. A ona na pewno od razu zgodziłaby się z nim.

Podniosła się, dostrzegając więźniarkę. Zatrzasnęła drzwi do samochodu i włączyła alarm. Pociągnęła ostatni raz papierosa, po czym zgniotła niedopałek między palcami i wyrzuciła go do śmietnika zaraz przed wejściem do wnętrza budynku, będącego więzieniem. Skinęła głową głównemu strażnikowi i zdjęła okulary przeciwsłoneczne, zawieszając je na dekolcie swojej bokserki. Skrzyżowała ręce za plecami, przechodząc korytarzem do miejsca, gdzie nowi więźniowie są przeprowadzani prosto do swoich celi. Zdążyła zanim jeszcze wszedł pierwszy.

Stanęła obok inspektora Fernandeza, który był na miejscu w towarzystwie Erica. Doskonale wiedziała, że jej przełożony pojawił się tam ze względu na nią. Jako jedyny wiedział, dlaczego zemdlała. Dziękowała mu za to, że nikomu nie powiedział o jej największej słabości. Zdawała sobie sprawę, jak zareagowaliby inni na wieść o tym, że poczuła coś do największego gangstera na świecie. Część znienawidziłaby ją, a druga po prostu wyśmiała. Skrzyżowała ręce za plecami i podniosła nieznacznie głowę, obserwując mężczyzn, ubranych w pomarańczowe stroje więzienne. Ze zdenerwowania zaczęła ich wszystkich liczyć. Doszła do siedmiu, a potem jej spojrzenie przecięło się z jego wzrokiem.

Nie wyglądał, jakby przejmował się tym, że za kilka dni mają go zabić. Wręcz przeciwnie. Uśmiechał się w ten charakterystyczny dla siebie sposób i szedł wyluzowany. Sprawiał wrażenie szczęśliwego, może nawet rozbawionego sytuacją, w której się znajduje. Podeszła do niego spokojnie, zanim zdążył przejść przez kraty, oddzielające ich od głównej części więzienia. Położyła mu dłoń na ramieniu, zatrzymując go w miejscu i zrobiła krok bliżej niego, żeby nikt nie był w stanie usłyszeć ich rozmowy.

-- Możesz w końcu przestać grać i powiedzieć, dlaczego przyszedłeś na ten cholerny komisariat jak ostatni wariat? Doskonale wiem, że od początku nie chciałeś zdradzić nikogo ze swojego gangu. Mimo wszystko, jesteś honorowy - syknęła, przez cały czas patrząc mu w oczy. Był od niej wyższy o kilkanaście centymetrów, przez co musiała podnieść głowę do góry. Zdążyła już zapomnieć, jakie to było uczucie.

-- Jak zwykle jesteś bardzo przyjemna w dotyku - zakpił, uśmiechając się szerzej. Chciała po raz kolejny się odezwać, ale on był pierwszy. - Owszem, wiedziałem, że skażą mnie na śmierć, jeżeli nie powiem im tego, czego chcą. A przyszedłem do was, bo po prostu życie gangstera przestało mi odpowiadać. Mam już prawie czterdzieści lat, a niebezpieczeństwo, jakie panuje dookoła wymaga od każdego z nas doskonałej kondycji. To zdecydowanie przestał być zawód dla mnie. Chciałem przed śmiercią się poprawić, ale jak widać państwo nie dało mi takiej możliwości.

-- Jesteś skończonym kretynem, jeżeli myślisz, że uwierzę w te brednie. Każde jedno twoje słowo było kłamstwem - syknęła, zwężając oczy. Przysunęła się jeszcze bliżej do niego, nie kontrolując tego ruchu. Po prostu chciała poczuć zapach jego perfum, który nie do końca wyparował po jego ostatniej nocy, spędzonej w celi na komisariacie.

-- Mogłabyś być przyjemniejsza. Zważając na uczucie, jakim zdołałaś obdarzyć kogoś takiego, jak ja - zakpił. Uderzył prosto w czuły punkt Cassandry. Cofnęła się kilka kroków, opuszczając głowę.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!