[01] Chapter First (Third Season)

393 32 4


Kto nie spodziewa się niespodziewanego, ten nie odkryje go.
~ Heraklit z Efezu

Cassandra weszła do swojego mieszkania, targając za sobą wszystkie swoje walizki, które nieustannie obijały się o wszystkie ściany. Bagaże były za ciężkie, żeby mogła je samodzielnie podnieść, dlatego radziła sobie jak tylko mogła najlepiej. Po drodze cały czas wyklinała cicho pod nosem na Malika, który złośliwie postanowił zignorować jej prośbę i nie przyjechał po nią na lotnisko. Domyślała się, że miało to z wiązek z tym, że postanowiła zostawić go w Nowym Yorku i spędzić cały miesiąc w Los Angeles z Samuelem. I chociaż starała się wytłumaczyć mu, że to jedyna okazja do tego, żeby spędzić z przyjacielem więcej czasu niż dzień w miesiącu, a on i tak nie mógł zostawić swoich podwładnych na tak długi okres czasu, to nic do niego nie docierało.

Syknęła, kiedy upuszczona przez przypadek walizka spadła jej na stopę. Kopnęła ją, odkładając resztę spokojnie na podłogę. Humoru nie poprawiał jej fakt, że Louis postanowił całkiem ją zignorować i kiedy do niego zadzwoniła powiedział tylko, że nie ma pojęcia gdzie jest Zayn, a on był zajęty, więc miała mu nie przeszkadzać. Liam i Niall nawet nie trudzili się z tym, żeby odebrać swoje telefony.

Przez całą drogę do domu zastanawiała się, co się stało, że od kilku miesięcy traktowali ją w tak lekceważący sposób. Cokolwiek by nie powiedziała, albo cokolwiek by nie zrobiła, krytykowali ją i starali się za każdym razem jak najszybciej pozbyć jej ze swojego towarzystwa. Czuła się, jakby była ich niechcianą młodszą siostrą, którą tępi się tylko dlatego, że oddycha. A kiedy próbowała czegokolwiek się od nich dowiedzieć, przewracali oczami i odchodzili.

Pomstując, tym razem na całą męską populację na świecie, weszła do salonu i w momencie odebrało jej cały rezon. Otworzyła szeroko oczy, przyglądając się doszczętnie zniszczonemu pomieszczeniu. Na podłodze rozsypane były papiery, szklany stolik został stłuczony, a kilka poduszek na skórzanych kanapach rozcięte. Skrzywiła się mocno, kiedy do jej nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach, którego wcześniej nie była w stanie w tamtym momencie z niczym powiązać. Przyłożyła zgięty łokieć do nosa i wycofała się z powrotem do przedpokoju, kucając przy największej walizce otworzyła ją jednym ruchem, wydobywając z niej swój pistolet. Znalazła szybko magazynek i naładowała broń. Nic jednak nie zdążyła zrobić, ponieważ poczuła jak lufa innego pistoletu boleśnie wbiła jej się między kręgi. Automatycznie uniosła ręce nad głowę, na wskazującym palcu zawieszając sobie broń. Miała nadzieję, że napastnik nie był za dobrze wprawiony i mogłaby jej ewentualnie użyć do obrony.

— Wstań powoli, a potem wejdź do salonu i uklęknij z powrotem — po głosie, chociaż dość niskim i władczym, Cassandra rozpoznała, że miała do czynienia z kobietą. Wykonała każde jej polecenie, wiedząc że tylko to może jej na razie pomóc. Rozejrzała się spokojnie dookoła, szukając czegoś, co mogłoby jej pomóc, ale nie mogła wpaść na żaden pomysł.

— Powiedz, czego chcesz. Jestem policjantką i jestem pewna, że możemy jakoś dojść do porozumienia — powiedziała cicho pierwsze, co przyszło jej do głowy. Kobieta postanowiła to jednak zignorować i mocniej wbiła twardy przedmiot w jej plecy chcąc ją pospieszyć. Uklęknęła więc ponownie.

— Bądź grzeczna, jestem pewna że chcesz dobrze wypaść przed mężczyzną swojego życia — kobieta za plecami Cass zaśmiała się cicho. Ciemnowłosa otworzyła szeroko oczy, starając się zrozumieć jej słowa.

— Co z Zaynem?! — krzyknęła głośno, odwracając się przodem do swojej oprawczyni. Nie było to najlepsze posunięcie, ponieważ kobieta uderzyła ją uchwytem swojej broni prosto w nos. Cassandra poczuła tępy ból czaski, nie dała mu się jednak sparaliżować. Przesunęła się szybko po podłodze, unikając strzału.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!