[05] Chapter Fiveth (Second Season)

1.7K 152 17


"Ucieczka może być czasem dowodem wielkiej odwagi."
~ Romuald Cabaj

Zayn siedział na swojej pryczy i bezsensownie wpatrywał się w ścianę na przeciwko. Jego poprzednik najwyraźniej bardzo nudził się podczas odbywania swojego wyroku i postanowił odliczać dni do wolności... Albo do śmierci. Skrzyżował ręce i wsunął je za głowę. Zdecydowanie był bardzo przyzwyczajony do swojego domu, gdzie posiadał wszystkie wygody, o jakich tylko mógł sobie zamarzyć. Skrzywił się, czując ból w kręgosłupie. Twarde łóżko, na którym przyszło mu spać nawet w połowie nie przypominało tego z jego sypialni. Westchnął ciężko, zamykając oczy. Miał nadzieję, że to wszystko pójdzie szybko i gładko, bo już nie mógł doczekać się momentu, w którym Samantha postara się umilić mu życie.

Otworzył oczy, słysząc szczęk krat. Jednak nie odwrócił głowy w tamtym kierunku. Nie pokusił się nawet, żeby spojrzeć na strażnika więziennego. Miał ich wszystkich głęboko w poważaniu. Nie byli mu do niczego potrzebni i jedynie uprzykrzali życie. Większość starań, jakie musiał włożyć w ucieczkę z tego cholernego miejsca skupiała się na tym, jak działać, żeby nie zwracać na siebie ich uwagi.

-- Zbieraj dupę Malik i chodź ze mną. W pokoju spotkań czeka na ciebie twój prawnik, a nikt nie ma zamiaru siedzieć przy nim i pilnować go całą wieczność - syknął mężczyzna, wyraźnie zniecierpliwiony jakimkolwiek brakiem reakcji ze strony Mulata. Zayn uśmiechnął się ironicznie, nie poruszając się w dalszym ciągu. Chciał doprowadzić strażnika do granicy wytrzymałości. Przecież on też zasługuje na jakąś rozrywkę, a już szczególnie, kiedy od kilkudziesięciu godzin cierpi na jej całkowity brak.

-- Nie uważasz, że powinieneś być dla mnie nieco milszy? W końcu kiedy już stąd wyjdę mogę cię dopaść i sprawić, że już nie będziesz czuł się tak pewnie jak teraz - mruknął, z powrotem zamykając oczy. Miał tylko nadzieję, że ci cholerni policjanci nie za bardzo męczyli jego człowieka. Siva, chociaż spokojny, potrafił nieźle zwyzywać kogoś, kto nadepnął mu na niewłaściwy odcisk. I chociaż był jego szefem, zdążył się już o tym niejednokrotnie przekonać.

-- Ciebie to ewentualnie mogę stąd wyprowadzić nogami do przodu. Twoje cholerne groźby nie robią na mnie najmniejszego wrażenia, więc do kurwy nędzy ruszaj się i nie marnuj więcej mojego cennego czasu - mężczyzna podszedł do Malika i bezceremonialnie uderzył go kluczami w głowę. Czarnowłosy natychmiast poderwał się ze swojego siedzenia i z całej siły przyłożył mu pięścią w nos. Strażnik zatoczył się do tyłu i w ostatnim momencie opał się o ścianę, nie chcąc stracić równowagi. Zmierzył Zayna rozwścieczonym spojrzeniem, przyciskając dłoń do nosa, z którego ciurkiem popłynęła krew. Zadowolony z siebie Mulat opuścił celę, rozcierając obolałe od zderzenia kostki. Nikt nie miał prawa podnosić na niego ręki.

Przeszedł jedynie kilkanaście metrów sam. Później dołączył do niego inny strażnik, najprawdopodobniej powiadomiony przez poprzedniego o tym, do czego posunął się gangster. Jednak na niego Zayn również nawet nie popatrzył. Był tylko bezużytecznym kimś, kto miał wskazać mu kierunek, w którym miał się udać i dopilnować, żeby nie zrobił jeszcze większego bałaganu dookoła siebie. Ich niedoczekanie.

Brunet musiał po drodze zmierzyć się z nienawistnymi spojrzeniami i komentarzami ze strony innych więźniów. Wszyscy nie mogli doczekać się momentu, w którym wysoki sąd orzeknie wyrok w sprawie jego śmierci. W końcu przynajmniej jedna trzecia z nich odsiadywała swoje wyroki z powodu Malika. To właśnie on najpierw ich wykorzystał, a kiedy stali sie zupełnie zbędni, porzucił i pozwolił zająć się nimi policji. Nie żałował tego i nie bał się ich. W końcu tylko Kinson miał odwagę podejść do niego i zaatakować. Cała reszta była jedynie tchórzami, którzy nie potrafili zrobić nic poza składaniem gróźb bez pokrycia.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!