[09] Chapter Nineth (Second Season)

1.6K 154 28


"Kto przestaje kochać - ucieka, ale kto nie może przestać - ściga."
~ Władysław Grzeszczyk
"Parada paradoksów"

Zayn siedział na masce swojego samochodu i palił kolejnego z rzędu papierosa, zaciągając się nim mocno. Uważnym spojrzeniem mierzył ulicę, na której znajdował się jego dom. Ludzie bawili się z dziećmi w ogródkach, albo jedli rodzinne obiady wewnątrz budynków. Byli szczęśliwi i mieli poukładane, spokojne życie.

Właśnie tego im zazdrościł. Tego, że nie musieli na każdym kroku walczyć o swoje i że nikt nie czekał na ich potknięcie, po którym już nigdy więcej nie obudziliby się następnego dnia. Spuścił wzrok na podjazd, wyłożony żwirem. Nie żałował, że jest gangsterem. Czuł, że nie nadawałby się do spokojnego życia, ale czasami chciałby mieć obok siebie kogoś, na kim naprawdę mu zależy. Chciałby mieć swoje dziecko, które mógłby wychować tak, żeby później odziedziczyło cały jego majątek.

Wyprostował się i wyrzucił papierosa, słysząc głosy swoich przyjaciół, którzy szli w jego kierunku. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, z powrotem podnosząc wzrok do góry. Nie mógł dopuścić do tego, żeby ktokolwiek dowiedział się o czym myślał kilka sekund wcześniej. Marzenia w ich świecie były słabością, a każda słabość odbijała się na nich wcześniej czy później.

-- Co Malik, czyżbyś się dzisiaj nie wyspał? - szeroko uśmiechnięty Louis usiadł na masce zaraz obok Mulata i objął go ramieniem, przysuwając do siebie. Zayn otworzył szeroko oczy, zupełnie nie przygotowany na takie posunięcie ze strony swojego przyjaciela.

-- A tobie co? Zaliczyłeś dzisiaj jakąś pannę, czy po prostu postanowiłeś wziąć działkę ekstazy z zapasu. Pamiętaj, że jeżeli to drugie jest prawdą, to będziesz musiał zapłacić - czarnowłosy podniósł wysoko jedną brew, w mgnieniu oka wyswobadzając się z uścisku szatyna. Nie miał zamiaru obściskiwać się z nim na środku ulicy. Ani tam, ani w jakimkolwiek innym miejscu na świecie.

-- Nie, zapewniam cię, że jestem czysty i trzeźwy - zaśmiał się. - Panienki też nie zaliczyłem. Mam przecież najpiękniejszą dziewczynę na świecie, która nie może się równać z żadną cycatą pięknością, jakie dotychczas przewijały się przez moje życie.

Zayn popatrzył zdziwiony na roześmianego Liama. Pane wzruszył ramionami i wskazał głową na Louisa. Nie chciał nic mówić, żeby przypadkiem nie oberwać od niego. Mimo tego, że był 'najszczęśliwszym człowiekiem na świecie', w dalszym ciągu pozostawał sobą, który potrafił dość mocno przyłożyć, kiedy coś mu się nie spodobało.

-- Louis, jeżeli zaraz nie powiesz mi, o co do jasnej cholery chodzi, to przysięgam, że wyciągnę to z ciebie siłą - warknął, podnosząc się z samochodu. Był zły na cały świat dookoła za to, że po raz kolejny musiał opuszczać swój dom, nie potrzebował jeszcze więcej problemów. Szczęśliwy Tommo zaliczał się do nich w stu procentach.

-- Zapytaj swojej dziewczyny, Malik. Chociaż, zaraz na pewno przybiegnie do ciebie z płaczem i poskarży się, jaki to niedobry dla niej byłem - zironizował, przewracając oczami. - A teraz moi drodzy panowie, muszę was opuścić, gdyż jestem umówiony z najpiękniejszą dziewczyną, jaka stąpała po tym świecie - brązowowłosy wstał ze swojego miejsca i raźnym krokiem ruszył w kierunku miejsca zamieszkania sióstr Blake.

-- Zanim o cokolwiek zapytasz, nie mam pojęcia, co on zrobił. Widziałem tylko, jak wylewa Samanthcie kubeł wody na głowę i zniknęli mi z pola widzenia, kiedy zaczęła go na siłę gonić - Liam wzruszył ramionami, podchodząc kilka kroków bliżej Zayna. Mulat pokiwał głową, wsadzając dłonie w kieszenie swoich spodni.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!