[00] Epilogue(Second Season)

1.9K 174 61


'To dobrze, kiedy człowiek zawodzi nasze oczekiwania, kiedy nie odpowiada z góry powziętym wyobrażeniom. Typowość to koniec człowieka, to wyrok na niego. Jeśli nie da się po podciągnąć pod żaden wzorzec, jeżeli nie jest typowy, to znaczy, że spełnia co najmniej połowę wymagań jakie stawia się człowiekowi. Jest panem samego siebie, zdobył już szczyptę nieśmiertelności.'
~ Borys Pasternak
„Doktor Żywago"

Kilka tygodni później...

Jednym z ulubionych zajęć Zayna, kiedy akurat nie miał nic konkretnego czy zaplanowanego do zrobienia, było obserwowanie przypadkowych przechodniów na zatłoczonych, miejskich ulicach. Jego słabością było uważne przyglądanie im się i zastanawianie nad tym, jakie mogło być ich życie. Nie chodziło mu o stan majątkowy. To ludzkie twarze zawsze najbardziej go intrygowały i fakt, jak bardzo łatwo można z nich odgadnąć, jak czuje się obserwowana osoba.

Wzrok Malika przesunął się powoli po tłumie, zatrzymując się na dłużej na wysokiej blondynce, obwieszonej torbami ze znanych sieciówek. Jasne włosy nieustannie targał wiatr, powodowany przez przejeżdżające samochody. Miała przez to zasłonięte oczy, co nieudolnie starała się zmienić ręką, zajętą przez uchwyty reklamówek. W drugiej trzymała telefon, do którego cały czas coś mówiła. Już na pierwszy rzut oka można było domyślić się, że jest zdenerwowana. Zmarszczki na nosie i szybkie kroki dodawały jej postawie wściekłości. Zayn zaśmiał się pod nosem. Może i była ładna, ale za bardzo podobna do innych ludzi, znajdujących się dookoła niej. A on nie przepadał za kopiami, były zbyt nudne jak na jego gust.

Mulat musiał przyznać, że ludzie z większych miast mieli skłonność do popadania w schematy, dyktowane przez styl ich życia, idoli czy chociażby aktualne trendy, panujące w modzie. Czasami miał wrażenie, że oni wszyscy bali się być inni niż sąsiedzi, znajomi, pracodawcy, przyjaciele... Jakby ta inność była czymś złym; wręcz nie do przyjęcia. Zayn zdążył już nie raz zaobserwować, że ludzi dobierają się w grupy, żeby spędzać czas z kimś identycznym. Ponadto nie odstępowali swoich telefonów na krok. Zawsze musieli trzymać je w dłoniach i co chwilę sprawdzali czy nie dostali jakiegoś powiadomienia, na które musieli odpisać jak najszybciej. Byli uzależnieni, chociaż mało który z nich chciał przyznać to sam przed sobą, a co dopiero przed kimkolwiek innym.

Zayn prychnął pod nosem, czym przestraszył staruszkę, siedzącą na ławce obok. Skinął lekko głową, powstrzymując się od cichego śmiechu. Nie raz słyszał o tym jak marnuje swoje życie kradnąc, zabijając i sprzedając śmierć pod postacią narkotyków młodym ludziom. Nie jeden człowiek mówił mu, że mógłby lepiej wykorzystać czas dany mu przez Boga. On natomiast nic nie odpowiadał. Tylko w ciszy zastanawiał się, w czym taki prokurator jest lepszy od niego? Zayn przynajmniej nie był uzależniony od niczego, co stawało się jego szefem. To on był panem i władcą swojej codzienności... Nie telefon.

-- Już się przyjrzałeś? – do jego uszu dobiegł rozbawiony głos byłego przyjaciela. Kątem oka zauważył ruch obok siebie i domyślił się, że to Harry w końcu postanowił pokazać się na umówionym wcześniej miejscu. – Mam to, co do mnie przysłałeś. Doprawdy, mogłeś mnie chociaż poinformować o tym, że nawet brat Horana jest zamieszany w to wszystko. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem go w swoich drzwiach – Malik uśmiechnął się do siebie pod nosem.

-- Nie bądź śmieszny, Hazza. Oboje doskonale wiemy, że nie zgodziłbyś się, gdybym przez kilka tygodni kazał przetrzymywać ci sprzęt do wyrabiania pieniędzy – mężczyzna wzruszył beztrosko ramionami, zgniatając w palcach papierosa, o którym zupełnie zapomniał. – Masz wszystko w tym pudełku? Nie chciałbym znów przechodzić przez tą cholerną odprawę na lotnisku. Idioci opóźnili lot o prawie godzinę tylko po to, żeby sprawdzić, czy nie mam narkotyków w żołądku – prychnął, przewracając oczami. Styles zaśmiał się głośno, oddając mu pudełko.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!