[33] Chapter Thirty-Third (First Season)

1.9K 168 83

 Bywa, iż sobą zdumiewam siebie ~ Witold Gombrowicz

Tęskniłyście za kimś?


         Cassandra siedziała na masce samochodu policyjnego. Znajdowali się już w lesie po jednej ze stron Manhattan Bridge i czekali na jakiekolwiek wieści od Kinksona. Uważnie przyglądała się wszystkim ludziom, którzy ją otaczali. Była zdziwiona, kiedy ci z gangu - teraz już - Liama bardzo szybko znaleźli wspólny kontakt z policjantami, przyprowadzonymi przez Fernandeza. Nawet McColl, który przecież tak bardzo nienawidził wszystkich, którzy żyją wbrew prawu, rozmawiał właśnie z Louisem. Uśmiechnęła się do siebie, spuszczając wzrok na kolana. To zadziwiające, jak bardzo wspólny wróg może połączyć zwaśnionych od zawsze ludzi.

         Westchnęła ciężko, odwracając głowę w kierunku mostu, oświetlonego przez tysiące kolorowych światełek. Co prawda słońce jeszcze nie całkiem schowało się za horyzontem i w dalszym ciągu barwiło niebo na pomarańczowo, ale władze miasta postanowiły niepotrzebnie włączyć wszystkie żarówki. Żałowała ich decyzji. Czasami, kiedy bezsensownie spacerowała po całym Nowym Yorku, chcąc znaleźć dla siebie jakieś miejsce, chciałaby wpatrywać się w granatową taflę Hudson albo Atlantyku. Miała nadzieję, że w nowym miejscu zamieszkania uda jej się znaleźć jakieś swoje miejsce, do którego będzie mogła wracać za każdym razem, kiedy będzie chciała przebywać w całkowitej samotności i odizolować się od wszystkiego.

— Jak widzę ty znów zamykasz się w swoim świecie - usłyszała obok siebie rozbawiony głos Samuela. Uśmiechnęła się do niego smutno i przesunęła się nieznacznie w prawo, chcąc zrobić mu miejsce na masce samochodu. - Nad czym zastanawiasz się tym razem?

— Nad niczym. Po prostu myślę, że będzie mi brakować Nowego Yorku. Wiesz, że nie mogę tutaj zostać. Na razie mamy chwilowy pokój, ale już raz Liam próbował mnie zabić - wskazała wymownie palcem na swoją posiniaczoną szyję. Mięśnie na twarzy Rossi'ego napięły się niebezpiecznie, ale nie powiedział nic na temat tego, co przed chwilą wyznała mu przyjaciółka. Nie chciał wszczynać niepotrzebnych bijatyk w momencie, w którym najbardziej potrzebowali spokoju.

— Wiem o tym doskonale. Właśnie dlatego postanowiłem przeprowadzić się razem z tobą i nawet zapomnij, że masz cokolwiek do powiedzenia - powiedział, zanim zdążyła zaprotestować. - Fernandez też jedzie z nami. W końcu ktoś musi się tobą opiekować i prać wszystkie brudy, jakich sobie narobisz, a my zdecydowanie najbardziej się do tego nadajemy.

— No przecież wiem - zaśmiała się, mierzwiąc jego idealnie ułożoną fryzurę. Blondyn zrobił zdegustowaną minę, ale nie odtrącił jej ręki. Mimo wszystko, lubił kiedy tak robiła, ponieważ wiązało się z tym wiele przyjemnych wspomnień.

— Zaczyna się! - krzyknął ktoś, przez co oboje natychmiast poderwali się ze swoich miejsc. Podbiegli do Daniela, który właśnie kończył swoją rozmowę i patrzył pustym wzrokiem w ekran telefonu. Cassandra, mimowolnie, położyła dłoń na jego ramieniu, a kiedy popatrzył się na nią uśmiechnęła się do niego szeroko, chcąc dodać mu chociaż odrobinę otuchy.

— Cassandra - zaczął Fernandez, przez co natychmiast odsunęła się od Fray'a i popatrzyła na swojego przełożonego. - Pójdziesz razem z Danielem na most. Nie mogę pozwolić, żeby poszedł tam sam, ponieważ zawsze może podwinąć mu się noga. Nie dopuścimy do tego, żeby Kinkson po raz kolejnym nam uciekł. Już zbyt wiele razy to robił - szatynka kiwnęła głową i machnęła ręką na Mulata.

         Razem ruszyli w kierunku mostu, przebywając w kompletnej ciszy. Żadne z nich nie wiedziało, jak mogłoby rozpocząć rozmowę. Oboje byli zawiedzeni tym, że ich współpraca dzisiaj definitywnie się zakończy. Oboje, pomimo tego, jakie funkcje mieli pełnić w całym tym rozgardiaszu, poczuli względem siebie coś więcej niż tylko zwykłą sympatię. I chociaż Willson nie chciała się do tego przyznać, doskonale wiedziała, że duży wpływ na jej postrzeganie Daniela miał jego wygląd. W końcu był identyczny jak Zayn.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!