[07] Chapter Seventh (Second Season)

1.8K 167 12


"Znasz ludzi, który idą gdzieś tylko po to, żeby zaraz stamtąd uciec? Taki właśnie jesteś."
~ Eric-Emmanuel Schmitt
"Małe zbrodnie małżeńskie"

Malik po raz kolejny siedział zamknięty w swojej celi i pustym wzrokiem wpatrywał się w ścianę. Czuł coraz większą irytację, związaną z tym, że nie może w normalny sposób wyjść z tego cholernego pomieszczenia i robić co mu się żywnie podoba. Zgadzając się na pozbawienie wolności w większym celu nie przewidział, że szlag będzie trafiał go na każdym kroku. Warknął zirytowany, spuszczając spojrzenie na podłogę, praktycznie całkowicie pokrytą niezidentyfikowanym syfem.

Dziękował w duchu temu, co pokierowało go do tego, aby oddał przesyłkę od Sivy Aaronowi. Spodziewał się Cassandry, ale nie aż tak szybko. Wiedział, że nie odpuści Liamowi, że wypaplał tej cholernej policjantce kilka najważniejszych faktów ich, bądź co nie bądź, wspólnego planu. Przecież Payne powinien wiedzieć jak nikt inny, do czego ta kobieta jest w stanie się posunąć, aby dopiąć swego. Był jeden problem. On też nie zamierzał odpuszczać. Na pewno uda mu się znaleźć jakiś sposób na powstrzymanie jej od przeszkadzania.

Z rozmyślania wyrwał go szczęk zamka. Strażnik machnął na niego ręką, pokazując mu tym samym, że ma udać się za nim. Westchnął zirytowany, przewracając oczami w lekceważącym geście. Podniósł sie jednak, doskonale wiedząc, że musi to zrobić. Pobiciem, które tak naprawdę było tylko jednym, porządnym ciosem, wymierzonym w twarz przeciwnika, zapewnił sobie tyle pracy, że przez ostatnie trzydzieści dziewięć lat nawet nie pomyślał, żeby wykonać chociażby połowę z niej. Zaczynając na czyszczeniu wszystkich toalet, przez szorowanie podłogi, a na przygotowywaniu posiłków kończąc. Jednak to ostatnie bardzo mu pasowało. W końcu jedzenie było jedną z części jego planu.

Uśmiechnął się do siebie, po raz wtóry słysząc wyzwiska innych więźniów, kierowane prosto pod jego adresem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że każdy z nich chciałby osobiście zabrać mu ostatni oddech, najlepiej w jakiś mocno brutalny sposób. A oni wiedzieli, że i tak nie są w stanie tego zrobić. Jednak to świadomość, że mają go wręcz na wyciągnięcie ręki i nie mogą nawet go dotknąć denerwowała ich najbardziej.

Zatrzymał się na chwilę przed wejściem do kuchni, czekając aż jeden ze strażników otworzy mu drzwi. Wszedł do środka, mierząc uważnym spojrzeniem całe pomieszczenie. Skrzywił się mocno, kiedy do jego nozdrzy dotarł zapach, wydobywający się z ogromnych kazi, w których gotowała się jakaś zupa. Nie chciał tutaj być. Wolałby uciec, ale wiedział, że musi się jeszcze poświęcić. Jeszcze tylko tych kilka cholernych godzin.

-- Nie uważasz, że to odpowiedni moment do tego, żeby zapoznać mnie z kolejna częścią planu? - zaśmiał się, słysząc głos Kinsona. Wiedział, że przyjdzie do niego zaraz po tym, jak go zobaczy. Był ciekawy i nie mógł się doczekać wyjścia z więzienia. Właśnie dlatego Malik za każdym razem chciał podjudzać jego zainteresowanie planem, który wymyślił już dawno temu.

-- Wziąłeś ze sobą fiolki, które ci dałem? - odpowiedział pytaniem, wystawiając dłoń w kierunku mężczyzny. Aaron warknął zirytowany, ale podał mu dwa niewielkie, szklane przedmioty. Zayn rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, chcąc sprawdzić czy żaden ze strażników go nie obserwuje, po czym podszedł do jednego z garnków i zamieszał w nim kilkukrotnie. Upewnił się jeszcze, czy więźniowie również zajmują się swoimi sprawami, po czym otworzył buteleczkę, wylewając całą jej zawartość do zupy.

-- Coś ty wymyślił, Malik? - spojrzał kątem oka na swojego towarzysza, który kręcił z dezaprobatą głową. W tamtym momencie wiedział, że jeżeli wszystko się uda, to oboje znacznie na tym zyskają.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!