[15] Chapter Fiveteenth Part II (Second Season)

1.4K 137 9


Zaplanować działanie, wybrać ofiarę, działać bezlitośnie, a potem iść spać - nie ma nic lepszego na świecie

~ Józef Stalin

#TQWBff <- nie bądź jeleń, weź coś napisz

Amanda spokojnym krokiem weszła spokojnym krokiem do budynku, który z daleka wydawał się, jakby w całości został zrobiony ze szkła. Zdjęła okulary przeciwsłoneczne, rozglądając się uważnie po wnętrzu ogromnego pomieszczenia. Uśmiechnęła się do siebie, mierząc wzrokiem ciemne biurka, ustawione po obu jego stronach w dwóch, równych rzędach. Przy każdym z nich siedział człowiek ubrany w markowy, czarny garnitur - lub w przypadku kobiet stylową garsonkę - z przyczepionym do marynarki identyfikatorem. Posadzka została wykonana z barwionego marmuru, a z sufitu zwisły typowo biurowe lampy.

Kobieta ruszyła przed siebie wolnym krokiem. Stukot jej obcasów o kamień pod nimi został zagłuszony przez zgiełk, jaki panował dookoła. Ludzie rozmawiali głośno z urzędnikami -niektórzy śmiali się, inni krzyczeli, dzięki czemu można było wyłapać niektóre ich słowa, a jeszcze inni płakali, najprawdopodobniej chcąc wymusić na pracownikach litość. Jednak już na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że nie mogło być to proste. Każdy urzędnik miał tę samą, wypraną z emocjo minę. W bladej poświacie lamp, ginącej w blasku powoli zachodzącego słońca, wyglądali jak armia jedynie podobnych do ludzi klonów, działających jak roboty ze specjalnie wgranym oprogramowaniem. Ten sam beznamiętny głos, blade policzki, puste spojrzenie, czy mechaniczne ruchy, wykonywane podczas tłumaczenia klientom na czym polegają najnowsze oferty.

Blake uniosła nieznacznie jeden kącik ust, uśmiechając się lekceważąco. Oni wszyscy, niby porządni obywatele, kłamali, kręcili i starali się wyciągnąć jak najwięcej z naiwnych obywateli, poszukujących łatwego sposobu na zdobycie możliwie jak najwyższej sumy pieniędzy. Prawda była taka, że nie różnili się zupełnie niczym od nich, przestępców. Po prostu działali w sposób, teoretycznie zgodny z ustalonym prawem. Jednak ich cel był identyczny - czysty zysk.

Zatrzymała się w końcu przed metalowymi drzwiami widny. Nacisnęła guzik przywoływania jej, odczekała kilka minut, po czym weszła do środka, mijając się przy tym z kilkoma innymi klonami, obładowanymi całą masą papierów, niesionych na rękach. Znudzonym gestem wybrała najwyższe piętro, po czym skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej. Uniosła wzrok, spoglądając na kamerę monitoringu, umieszczoną w rogu klaustrofobicznego pomieszczenia. Wzdrygnęła się lekko, czując nieprzyjemny dreszcz, rozchodzący się wzdłuż wyprostowanego kręgosłupa. Nienawidziła być obserwowana. Szczególnie w pomieszczeniach, które można było bez problemu zatrzymać, zamknąć i odciąć drogę ucieczki. Z trudem powstrzymała się od cichego westchnienia ulgi, kiedy w jej uszach zabrzęczał nieprzyjemny dźwięk dzwonka, oznajmiającego przybycie windy na miejsce.

Od razu wysiadła z niej i rozejrzała na obie strony. Ruszyła prostym korytarzem, kończącym się szklanymi drzwiami. Amanda zignorowała myśl, która podpowiadała jej, że przez przypadek znalazła się w kruchym pałacu, wzniesionym jedynie z przezroczystego, kruchego materiału, w który wystarczyło jedynie odpowiednio uderzyć, żeby posypał się jak domek z kart. To było kłamstwo. Budynek na pewno nie był pałacem. Był piekłem, gdzie spełniały się i jednocześnie rozpadały wszystkie ludzkie marzenia.

Zapukała cicho, dzięki czemu dość wysoki mężczyzna z lekką nadwagą i łysiną, zaczynającą pojawiać się na czubku głowy, podniósł na nią spojrzenie swoich ciemnych oczu. Tak jak każdy, miał na sobie czarny garnitur, jednak na marynarce brakowało metalowej zawieszki z imieniem i nazwiskiem oraz zajmowanym stanowiskiem. Znajdował się ona natomiast na mahoniowym biurku z ekranem komputera, gdzieś pomiędzy rozrzuconymi papierami i przyborami biurowymi. Mężczyzna skinął lekko głową, zezwalając tym samym Amandzie na wejście do środka.

The Queen Wears Black | Zayn Malik FanFictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!