25. Zakochać się (nie)rozsądnie

87 9 0
                                    

Rok 845, zachodnie tereny w obrębie muru Sina, dziedziczne posiadłości rodziny Asahina

Satoru Asahina nie należał do najszczęśliwszych arystokratów żyjących w obrębie murów, ba, najprawdopodobniej był jednym z nielicznych, którzy mieli zobowiązania konieczne do wypełnienia nie ze względu na własną wygodę, a wielopokoleniową tradycję.

Po pierwsze, służba aktualnemu królowi — pech jednak chciał, że w tym roku prawdziwy król za murami zginął, zmuszając służących mu do obsadzenia tronu figurantem. Właściwie szef pierwszej kompanii nie miałby nic przeciwko temu rozwiązaniu. Niekoniecznie wierzył w to całe pieprzenie o pokoju, biorąc pod uwagę krwawą historię przetrwania Asahinów. Ani dawanie drugich szans zdrajcom, w szczególności Kenny'emu Ackermannowi, którego nawet po śmierci Uriego Reissa nie sposób było się pozbyć. Gorzej! Brat króla, chwilowo kierujący tajnym przedsięwzięciem, obsadził zawszonego pijaczynę na kapitańskim stanowisku w szeregach żandarmerii, nie przedyskutowawszy decyzji z przedstawicielami najbardziej liczących się rodzin. Bo ponoć tak brzmiała ostatnia wola władcy — żeby przebaczyć Ackermannom dawno przewinienia wobec rodu królewskiego, a to kompletnie wykraczało poza zdolności percepcyjne Asahiny. Jak można okazać miłosierdzie zbrodniarzom?! I to jeszcze zdrajcom stanu?! Początkowo Satoru miał nadzieję, że Rod będzie miał więcej oleju w głowie niż Uri, ale ten zabawny grubasek, zupełnie nieprzygotowany do objęcia tak ważnej funkcji, zdawał się podchodzić do życzenia brata z dziwną bogobojnością, jakby ten miał się zemścić, gdyby Reissowie nie spełnili jego prośby.

Po drugie, eksterminowanie zbrodniarzy, których niekoniecznie można było postawić w stan oskarżenia konwencjonalnymi metodami. Po to właściwie istnieli Asahinowie i po to powołano do życia pierwszą kompanię żandarmerii — byli psami myśliwskimi, wysyłanymi w pogoń za zagrażającymi pokojowi jednostkami. Szkoda tylko, że Reissowie utrudniali im pracę, prawiąc jakieś dyrdymały o tym, że należało zaprzestać bezcelowego rozlewania krwi i zacząć pracować na rzecz utrzymania statusu quo. Argumenty niekoniecznie jednak przemawiały do przekonanego o wyjątkowości Asahinów Satoru. Nie potrzebował Kenny'ego Rozpruwacza, nie potrzebował Ackermannów, nawet jeżeli byliby od nich silniejsi. Jego rodzina osiągnęła wszystko własnymi rękami, ciężką praca i wyczerpującymi, wykraczającymi poza możliwości zwykłego człowieka treningami. Poleganie na czymkolwiek innym kłóciło się z ich etosem.

Po trzecie, chyba paradoksalnie najbardziej rażące godność Satoru, obowiązek przedłużenia rodzinnej linii. Pozostawienie posłusznego potomka, który ewentualnie przekazałby dziedzictwo dalej, wydawało się sprawą priorytetową. Dopóki uznawał Yunę za córkę, sprawa wydawała się rozwiązana, nawet biorąc pod uwagę szaleństwo Kenny'ego kilka dekad wcześniej, ale od momentu, gdy zawiódł się na krwi z własnej krwi... I właściwie mógł rozwiązać tę sprawę w całkiem niewymagający wysiłku sposób. Jako wdowiec o wysokim statusie społecznym i nienagannej opinii miał aż za dużo propozycji matrymonialnych, ale od wzięcia ślubu oraz spłodzenia dziecka powstrzymywało go niekończące się zamieszanie w stolicy.

W gierki Lovofa wolał nie wnikać. Satoru zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozwolenie mu na szukanie rozwiązania na własną rękę. Zapobiegawczo zerwał wszelkie stosunki ze szlachcicem w momencie, kiedy otrzymał informację, że najprawdopodobniej zadarł z korpusem zwiadowczym. Początkowo kusiło Asahinę, by kwestię niepokornej eksdziedziczki przy okazji udzielania ewentualnej pomocy szlachcicowi, ale zrezygnował, gdy okazało się, kto odkrył lewe interesy Lovofa. I jeżeli Satoru Asahina w ogóle uważał kogokolwiek z tej jednostki samobójców za realne zagrożenie to właśnie pułkownika Erwina Smitha.

Prowizorycznie zebrał informacje krążące w stolicy o prawej ręce Keitha Shadisa, by wiedzieć, z czym Nicholas miał do czynienia. Zwiadowca zrobił błyskawiczną karierę w szeregach korpusu, dając się poznać jako utalentowany młody strateg. Pewnie gdyby zdecydował się na inną jednostkę — korpus stacjonarny lub chociażby żandarmerię, bo według Nile'a Doka, szczęśliwie kolegi Erwina ze szkolenia, miał potencjał, by uplasować się w pierwszej dziesiątce — najprawdopodobniej stałby się liczącym graczem w Mitras. Tymczasem jednak myślał, jak zdobyć środki na ekspedycje za mury, tak chętnie blokowane przez frakcję Lovofa. Skoro Nicholas zdawał się panikować, najprawdopodobniej znalazł skuteczny sposób. Nie to żeby znalezienie brudów na tak zadufanego w sobie typa było jakimś wyjątkowym wyzwaniem, ale sam fakt, że Smith, wcześniej niewtajemniczony w szlacheckie układy, tak sprawnie poradził sobie z wygrzebaniem potrzebnych informacji...

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz