36. Gówniarskie zagrywki

50 5 0
                                    

Rok 847, Mitras, centrala korpusu żandarmerii

Był wściekły. Krew pulsowała w żyłach, dłonie dyskretnie drżały, jakby bezwolnie szukały odpowiedniego obiektu do rozniesienia. Oczywiście, spodziewał się, że ten dzień, kiedy ambitny Erwin Smith rzuciłby mu wyzwanie, miał nieuchronnie nadejść. Satoru Asahina nie sądził jednak, że młody generał mylił odwagę z brawurą, przez co prowokował nie tylko jego, kapitana żandarmerii, ale i naruszał świętość, za jaką arystokrata uważał społeczny porządek. Jak inaczej miałby odczytywać próbę wyniesienia wyklętej dziedziczki do stopnia pułkownika? Dopuszczać do rządzenia czymkolwiek? Doceniać za złamanie tradycji, za zdradę? Yuna i Erwin stąpali po grząskim gruncie i pewnie doskonale zdawali sobie z tego sprawę, a Satoru... cóż, w tamtym momencie wiedział, że pozostawało mu jedynie robienie zaciskanie zębów i komentowanie awansu nieposłusznej gówniary perfekcyjnie wyćwiczonym uśmiechem.

Tym razem przesadziłaś.

Powinien się ich pozbyć, zanim wpadną na genialny pomysł paplania o wydarzeniach sprzed lat. Kiedy jednak przeglądał wojskowe akta córki, wyciągnięte z archiwum dzięki własnemu autorytetowi, rozumiał, że nie mógł zagrać w otwarte karty ani pozwolić na konfrontację przy innych przedstawicielach towarzyskiej śmietanki. Pluł sobie w brodę za to, że zajęty sprawami wagi państwowej nie śledził na bieżąco poczynań młodej kapitan. Przeżywała — o tym słyszał — ale dopiero gdy poczuł ciężar teczki, gdy przeczytał o dokonaniach jego krwi, zrozumiał, że nie była zwykłym pionkiem, którego stratę Erwin Smith przyjąłby z obojętnością.

Żeby ci się to nie odbiło czkawką, kapitanie, przypomniał sobie słowa paskudnie uśmiechającego się Kenny'ego Ackermanna. Wykrzywiona w grymasie twarz i szaleńczy błysk w oku nigdy nie zwiastowały ani nie oznaczały niczego dobrego, ale w tamtym momencie, gdy wspomnienie przysłoniło percepcję kapitana, odczytywał w jego postawie triumf. Jakby przewidział, że niezajęcie się Yuną w porę mogłoby w przyszłości doprowadzić do tragedii. Satoru nigdy nie przyznałby mu racji, nie Ackermannowi, ale zrozumiał, że metody Rozpruwacza byłyby bardziej efektywne. Z drugiej strony, minęły dwa lata, odkąd zlecił mężczyźnie zdobycie informacji na temat prywatnego życia smarkuli, a ten, mimo relatywnie częstych wizyt w posiadłości, wpadał tylko po to, by opróżnić Asahinowy barek i rzucać do woli inwektywami na Roda Reissa. Arystokrata rozumiał frustrację — sprzątanie bałaganu po bracie zmarłego króla i jego doprowadzało do szewskiej pasji. Najpierw używanie pierwszej kompanii do utylizowania zbędnej kochanicy i jego bękarta, potem... potem próba utrzymania tego chaosu w ryzach, który nastał po śmierci Friedy Reiss i stracie tytana pierwotnego.

...którego, do kurwy nędzy, nie potrafili od dwóch lat znaleźć.

Jakby jeszcze elita korpusu zwiadowczego doprowadziła do niepokojów społecznych umieszczeniem kontrowersyjnej, obłąkanej Yuny na świeczniku, kto wie, czym by to skutkowało. Satoru wolał nie ryzykować, dlatego podczas ostatniej rozmowy z Kennym zlecił mu, by uznał szukanie brudów na gówniarę za priorytet. Ostatnie, czego potrzebowali, to węszącego w stolicy Smitha obnoszącego się nową pułkownik niczym trofeum. Bo tego, że władze wojskowe uznają zasługi Yuny za wystarczające do awansu, był bardziej niż pewien.

Miał namacalny dowód w postaci licznych raportów z ekspedycji, sprawozdania z funkcjonowania oddziału do zadań specjalnych oraz oszczędną w słowach, ale konkretną opinię dwóch generałów, za rządów których smarkula służyła w korpusie. Może i starsze teksty sugerowały tendencję do niesubordynacji, ale z tych później datowanych wyłania się obraz niezawodnego, przeżywającego, dyspozycyjnego dowódcy. Więcej korpusowi zwiadowczemu nie potrzeba.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz