9. Skurwysyństwo w granicach zdrowego rozsądku

172 22 22
                                    

Rok 841, Mitras, podziemne miasto

Zatęchłe powietrze w podziemnym mieście nadal potwornie cuchnęło. Brak słonecznego świata niewątpliwie odbijał się na percepcji mieszkańców. Piętrzące się ku sufitowi wyrzeźbionemu we wnętrzu ogromnej jamy kamienne budynki do złudzenia przypominały prawdziwe ulice z prawdziwymi domami. To chyba najbardziej drażniło Iana McCartneya — że ten cholerny wyjęty spod prawa półświatek pozornie za bardzo przypominał miejsce do życia na powierzchni. Że nieposiadający obywatelstwa ludzie marzyli o czymś, co wiele nie różniło się od rządów w państwie, gdzie najwyższą pozycję mieli bezużyteczni burżuje będący na utrzymaniu uczciwie pracujących obywateli. Lekarz nienawidził tego miejsca — podobnie jak bogatej wewnętrznej dzielnicy — ale ze względu na przyjaźń, jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało, postanowił wracać do podziemia, by czasem sprawdzić jak miewał się ten wyrostek, syn Kuchel, którego Rozpruwacz tak okrutnie zostawił. Tyle mógł przynajmniej zrobić dla przyjaciela, dla dzieciaka, wreszcie dla własnego sumienia.

Minęło kilka długich lat, odkąd słuch o Kennym Ackermannie zaginął. Pozornie, bo według plotek zasłyszanych tu i tam kręcił się wokół wyższej arystokracji, którą to gardził przed latami, kiedy to wesoło biegał po stolicy, podrzynając gardła żandarmom. Chociaż wcześniej Ian nie krył niechęci do recydywisty, wszelkie jego przewinienia przed zniknięciem uznał za nic nieznaczące w porównaniu do piekła, jakie zafundował temu chłopcu, Leviemu. Jakim nieodpowiedzialnym skurwielem trzeba być, żeby zostawić dzieciaka w tak nieprzyjaznym miejscu? Owszem, Kenny nauczył chłopca samoobrony, sztuki przetrwania, ale nijak miało się to z wychowaniem. A tego pewnie Kuchel by sobie życzyła: nie tego, by został mentorem, a ojcem.

McCartney nigdy nie zrobiłby tego Janine, nawet jeżeli nie pasował do tej roli tak samo jak Ackermann. Dlatego, chociaż instynkt zachowawczy podpowiadał, by po pożegnaniu się z karierą w półświatku (tak postanowił, gdy siostrzenica wybrała karierę zwiadowców), zerwać wszystkie kontakty z szemraną społecznością, co najmniej raz do roku pod przykrywką pokonywał długą drogę do stolicy. Przekupywał strażników wejścia do podziemi, pokonywał strome schody, pytał tu i ówdzie, by jeszcze tego zniknąć, przez nikogo niezauważonym. Gdyby ktoś z dosyć pokaźnej grupy wrogów Kenny'ego Rozpruwacza zorientowałby się, że jeden z jego najważniejszych współpracowników wyściubił nosa z kryjówki, do Zickeberg dostarczono by co najwyżej odciętą rękę Iana. A wtedy... wtedy wolałby nie myśleć, jak zareagowałaby July.

Miał też sprzymierzeńców. Niewielu i mało znaczących po prawie dwudziestu latach od szczytu popularności Rozpruwacza, ale nadal wiernych za pomoc, której lekarz nigdy nie szczędził. Szczególnie jeżeli mu się solennie zapłaciło za usługi. Może i sprawiedliwość w tym okrutnym świecie nie istniała, ale wdzięczność i lojalność odciskały piętno nawet na tak zdegenerowanym marginesie społecznym. Czasem Ian odnosił wrażenie, że honor pod ziemią miał większe znaczenie niż na powierzchni. Oczywiście, dopóki nie wchodziły w grę pokaźne sumy pieniędzy.

Podziemie się zmieniło. McCartneyowi wcale nie chodziło o ten specyficzny zapach, wiekowe budynki czy ciemność przecinaną żółtym sztucznym światłem. Układ sił ulegał pokoleniowym przekształceniom. Małe gangi młodzików zyskiwały coraz większe znaczenie, a starzy wyjadacze, chociaż nadal groźni i Ian musiałby poczekać jeszcze z dziesięć lat, by poruszać się po mieście w miarę bezpiecznie, odchodzili do lamusa. W wyobraźni dzieciaków Kenny Rozpruwacz był czymś w rodzaju anegdoty opowiadanej przy obrzydliwym rozcieńczonym piwie, a istnienie przestępcy często poddawano w wątpliwość. Również karczma Pod Podskakującym Kogutem traciła na strategicznym znaczeniu. Ianowi robiło się przykro, gdy myślał o przemianach i z nostalgią wracał do starych czasów, kiedy to ulicami Mitras obficie spływała krew żandarmów. Byli wtedy z Ackermannem młodzi, a McCartney bezwstydnie narkotyzował się płynącą w żyłach adrenaliną. Czasem oddałby wiele, żeby przeżyć te chwile na nowo i nie zajmować głowy strachem o bezpieczeństwo Janine, Levim i bałaganie, który zostawił po sobie Kenny. Nie musiałby wchodzić w tak niekomfortową z jego perspektywy rolę dorosłego.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz