38. Z czystego pragmatyzmu

23 5 0
                                    

Z początku nie rozpoznał w tym cieniu człowieka twardej pułkownik. Skulona w kącie skrzypiącego łóżka, ukryta pod skołtunionymi rozpuszczonymi włosami, stertą koców i bandaży, nie drgnęła nawet, gdy stare zawiasy drzwi przeraźliwie zaskrzypiały. Ian wszedł pierwszy, niezrażony duszącą atmosferą podszedł do posłania, ostrożnie przysiadł na jego skraju i szepnął na ucho kilka słów pacjentce. Generał mógłby przysiąc, że postać lekko drgnęła, jakby dotarł do niej sens wypowiedzi lekarza, ale dopiero gdy jej zachrypnięty, jakby świadczący o chorobie głos poniósł się echem po pomieszczeniu, przekonał się, że utrzymywała kontakt z otoczeniem. Ale nie taki, jakiego spodziewałby się po Yunie Asahinie.

— Erwin...? — zapytała półprzytomnie. Brązowe oko, jedyne, którym ogarniała świat, błysnęło pomiędzy opadającymi na twarz włosami. Oczekiwał dostrzec w jej spojrzeniu wstyd, gniew albo determinację, ale zauważył tylko bezgraniczną pustkę, jakby duch opuścił ciało, nie mogąc dłużej znieść funkcjonowania w poturbowanym, doprowadzonym do granicy śmierci naczyniu.

Zawsze wiedział, co zrobić, co powiedzieć, by osiągnąć cel. Odkąd dołączył do korpusu zwiadowczego, wszystkie akcje, które podejmował, prowadziły wpierw do objęcia dowództwa, by móc potwierdzić ojcowskie teorie, by udowodnić, że miał rację. Janine otwarcie punktowała jego najwyższej klasy zdolności manipulacyjne, co do których stosowania nie miewał wątpliwości. Cóż tu wiele mówić, był wyśmienitym strategiem, ale moralnie jego decyzje pozostawiały wiele do życzenia. Pod przykrywką zdobywania obiecujących współpracowników szukał skutecznych narzędzi i chociaż nigdy nie zostało to otwarcie powiedziane, Yunę również tak traktował.

Czuł, że oboje zdawali sobie z tego sprawę, ale tkwili w tym układzie, ponieważ przynosił i jednemu, i drugiemu wymierne korzyści. Egzystowali w symbiozie, a w optymistycznym scenariuszu miała ona trwać jak najdłużej. Zrozumiał jednak, że złamana Yuna Asahina nie była przydatnym sojusznikiem, a Erwin, zamiast zastanawiać się, jak doprowadzić ją do stanu używalności... rozmyślał nad tym, czy w ogóle leżało to w granicach czyichkolwiek możliwości. Wcześniej nie doceniał, jak wiele znaczyła Janine, ale gdyby wiedział, nie pozwoliłby na spuszczenie z niej wzroku. Bo, oczywiście, była ważnym pionkiem na planszy Smitha, ale prawdopodobnie za życia nie uznałby jej za istotną figurę.

— Musimy porozmawiać, Yuno — oświadczył. — Na osobności — dodał, gdy McCartney spiorunował go spojrzeniem za bezemocjonalny ton.

— Nie ma niczego, co... — zaczął oburzony Ian. Erwin nie uznawał za stosowne wykładanie swoich planów lekarzowi, nawet jeżeli ten był krewniakiem zamordowanej kapitan i zajął się ranną pułkownik, ba, mógł traktować Yunę jak rodzinę (to niespecjalnie by go zdziwiło), ale sprawy pomiędzy zwiadowcami powinni zostać załatwione bez świadków z zewnątrz.

— W porządku — przerwała kobieta nienaturalnie słabym głosem. — Dam sobie radę.

McCartney wyglądał na niepocieszonego uporem podopiecznej, ale zgodnie z jej wolą, chociaż niechętnie, przewracając zielonymi, zbyt znajomo wyglądającymi oczami, opuścił izbę. Dopiero trzaśnięcie drzwi oznaczało, że pomiędzy nimi a wujem zmarłej kapitan powstała iluzyjna bariera. Smith nie wykluczał jednak możliwości, że mężczyzna ostentacyjnie podsłuchiwał pod drzwiami czy to z troski o, jakby nie było, ukochaną Janine, czy ze zwykłej ludzkiej ciekawości. Generał nie mógł liczyć jednak na lepsze warunki do rozmowy, przynajmniej nie w tamtym momencie. Realistycznie oceniając, Yuna — ta sama Yuna, która zrywała się przed świtem na poranne treningi — nie wyglądała, jakby miała ochotę lub siłę dźwignąć się z łóżka.

Erwin siadł na brzegu posłania. Słoma robiąca za prowizoryczny materac zaskrzypiała przeraźliwie pod jego ciężarem. W milczeniu obserwował, jak Asahina powoli oparła się plecami o zimną ścianę, drżącymi od wysiłku bladymi rękoma otoczyła nienaturalnie szczupłe ramiona kocem. Celowo unikała spojrzenia przełożonego, zawstydzona albo swoją żałosną kondycją, albo faktem, że dopuściła do śmierci jego kapitan.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz