31. Rażące podobieństwo

68 10 0
                                    

Wcześniej to rażące podobieństwo nie rzuciło mu się w oczy.

Szczegółowy raport jedynego żywego członka pułku Flagona Turreta od kilku godzin leżał biurku Erwina Smitha. Starannie stawiane litery aż raziły pedanterią, jednak to nie one sprawiały, że mężczyźnie trudno było podjąć ostateczną decyzję co do sposobu rozegrania partii. Paradoksalnie do tego dążył — do triumfu, zdobycia kolejnego sojusznika, do znalezienia kogoś, kogo zaprezentuje w stolicy jako nową siłę korpusu zwiadowczego. Yuna odpadała z powodów wręcz oczywistych, ale Levi... o nim nikt nie słyszał. Jego nazwisko, jakiekolwiek było, nie odgrywało większej roli. Nieuwikłany w arystokratyczne porachunki, utalentowany, w dodatku z potencjałem za podążanie za pułkownikiem; właśnie takich ludzi potrzebował.

Dopiero kiedy otrzymał to jawne przyznanie się do winy sprawiło, że dostrzegł, jak wiele jego najsilniejsza kapitan i dawny recydywista mieli ze sobą właściwie wspólnego. Oboje ambitni, uparci, dumni. Oboje pozostawili dotychczasowe życie za sobą, gdy podejmowali decyzję o wstąpieniu do wojska. Oboje stawiali na szali absolutnie wszystko, balansowali na granicy między życiem a śmiercią i zdawali się przeznaczeniu do wychodzenia w jednym kawałku z opałów. Wreszcie ich oboje zostało zmuszonych w taki czy inny sposób do posłuszeństwa Erwinowi.

Yuna miło go zaskoczyła. Pozytywne emocje, jakie żywiła do świata, zdawały się dotychczas kończyć na bezgranicznej miłości do Janine. Smith obstawiał, że będzie musiał szukać skutecznego sposobu, by przekonywać młodą kapitan do niepodejmowania pochopnych decyzji. A tu proszę! Powstrzymała mordercze żądze na wodzy, a to opryskliwe wręcz: jak chcesz przeżyć, zbieraj swoje cztery litery zdawało się w jej ustach aktem nie lada łaski. Poza tym musiałby być co najmniej ślepy, by zignorować to posłane z ukosa, pretensjonalne spojrzenie, którym eksarystokratka obdarzyła pułkownika.

Nie wymagał od współpracowników, by pozostawali zgodni z nim w każdym aspekcie, ba, za szczególnie cudujące uważał to, co ich różniło. Po raz pierwszy jednak ostentacyjnie okazana dezaprobata przemówiła Erwinowi do sumienia, o ile je posiadał.

Z początku zamierzał zatrzymać Leviego bezpośrednio pod swoim dowództwem. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej jednak pomysł sprawdzenia umiejętności kapitan Asahiny wydawał się coraz bardziej kuszący. Poza tym Smith zauważał, że współpraca tych dwojga — buntowniczej eksarystokratki i byłego recydywisty, tak skrajnie różnych, a jednak podobnych — mogła okazać się budująca. Nie tylko dlatego że trudno znaleźć kogokolwiek w szeregach korpusu, kto dorównywałby ich potencjałowi. Łączyła ich pewna wspólnota losu. Erwina zastanawiało jedynie, czy Yuna zdążyła to zauważyć lub Janine zdążyła ją uświadomić, czy żyła w błogiej niewiedzy, zaabsorbowana perspektywą kilku tygodni pozornego spokoju.

Satoru Asahinę i jego żądzę odwetu nieustannie miał w pamięci. Pułkownik nie wiedział, jak długo kapitan żandarmerii planował ignorować istnienie skazy na honorze w postaci wdrapującej się po szczeblach kariery pierworodnej. Przez ostatnie cztery lata szlachcic ignorował córkę, zajęty rozgrywkami politycznymi i zamieszaniem powstałym w stolicy po upadku muru Maria. Jakkolwiek niekorzystne zdawało się to z punktu widzenia ludzkości — bo to pierwszy w historii przypadek absolutnej porażki, skutkującej potrzebą porzucenia terenów — dla Yuny te wydarzenia przyniosły niewymierne korzyści. W korpusie zwiadowczym, nawet jeżeli pozbawiona przyszłości w stolicy, zmuszona do pełnienia niewygodnej funkcji i znajdująca się pod pantoflem pułkownika, zdawała się szczęśliwa. Szczególnie przy Janine. Szczególnie dzięki niej.

Pukanie przerwało rozmyślania. Pułkownik rozpoznał niezapowiedzianego gościa po sposobie pukania; już po chwili od bezsensownego wpatrywania się w skrupulatnie sporządzony raport oderwało go wyjątkowo mało energiczne wejście McCartney. Lekkie sińce pod oczami zdradzały niewyspanie, chociaż z tym kobieta szczególnie się nie kryła, zasłaniając usta dłonią podczas ziewania. Blond loki wydawały się w większym nieładzie niż zwykle, koszula wyglądała na za dużą, więc najprawdopodobniej należała do Asahiny.

Świat będzie kręcił się bez sprawiedliwości [Shingeki no Kyojin]Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz